sobota, 17 listopada 2012

Grządki dla leniwych - inspiracje


Spędziłem dużo czasu na czytaniu książek i szukaniu informacji o rolnictwie. Czas przejść od teorii do praktyki i przygotować grządki.

Ile ziemi potrzeba, by wyżywić jednego człowieka? W jednym z artykułów w świetnym czasopiśmie  Permaculture Magazine wyczytałem, że przy przemyślanym gospodarowaniu wystarczą dwa ary, włączając w to powierzchnię przeznaczoną na uprawę „zielonego nawozu”. Mój przyjaciel, którego rodzina od wielu pokoleń prowadzi gospodarstwo twierdzi, że bezpieczniej przyjąć dziesięć arów, szczególnie, że nasza działka leży wysoko w górach.

Jeżeli chcemy codziennie jeść mięso, to konieczna jest znacznie większa przestrzeń, by zapewnić pasze dla zwierząt. Przyjmę zatem, że będę potrzebował 20 arów.

W Polsce mamy 19 milionów hektarów użytków rolnych. Pół hektara, czyli pięćdziesiąt arów na osobę. Nie jest to dużo, ale przy odpowiedniej diecie i przemyślanym gospodarowaniu możemy być w pełni suwerenni żywieniowo. To świetna wiadomość – nawet gdyby wszyscy zagraniczni partnerzy handlowi się od nas odwrócili plecami, to i tak kraj ma wystarczające zasoby. Jest jedno "ale". Zastanawiając się nad samowystarczalnością dobitnie zrozumiałem, że zapewnienie sobie wyżywienia nie wygląda na poważne wyzwanie, pod warunkiem, że będzie się przygotowanym. W ramach całego kraju z pewnością nie jesteśmy gotowi. Obecny tryb dostaw „just-in-time” póki co działa, ale jest bardzo wrażliwy na nietypowe zakłócenia. Wystarczy, by przez tydzień zabrakło prądu, a w miastach zapanowałby głód. Nasze dzieci - w ramach tzw. "postępu" - nie są już uczone w szkołach podstawowych umiejętności. Dlatego warto się przygotować i pomyśleć też o tych, którzy żyjąc w mieście nie mają możliwości uprawy roślin. Musimy mieć zapas również dla nich gdy przyjdą trudne czasy.

Niepokojąco wygląda duża ilość pól stojących odłogiem. Moja 83 letnia sąsiadka wspomina, że za Niemca czy za komuny przy każdym domu w naszej okolicy była krowa i użytkowano każdą „kępkę”. Dziś wiele łąk leży odłogiem, a większości osób „nie opłaca się” uprawiać warzyw czy hodować zwierząt. Nie łatwo będzie z dnia na dzień te ziemie przestawić na wytwarzanie żywności.

Dlatego nawet nie planując samowystarczalności żywieniowej warto przygotować się, nabrać umiejętności i mieć przygotowane podwaliny pod uprawy. Tak na wszelki wypadek. Poza tym to duża frajda.

Dwadzieścia arów ziemi to spora powierzchnia – szczególnie do przekopania sztychówką. Jednym z założeń mojej zabawy jest prostota. Postanowiłem, że nie będę kupował skomplikowanych maszyn, ani też zlecał pobliskim rolnikom prac typu oranie czy bronowanie. Jak więc przygotować ziemię do wysiewu warzyw na wiosnę?

Rozwiązanie podpowiada sama natura – choć przyznam, że nie byłem wystarczająco bystry, by to dostrzec. Oranie ziemi i przekopywanie grządek wydaje się bardzo nienaturalnym zabiegiem. Człowiek jest jedynym gatunkiem wśród milionów, który korzysta z tych metod. Las będący niezwykle skomplikowanym systemem współzależnych istot stale utrzymuje swoją żyzność bez konieczności corocznego orania. Podstawowym, corocznym zabiegiem natury jest przykrywanie ziemi opadającymi liśćmi czy złamanymi gałęziami. To samo robi łąka. Trawa rośnie, wysycha i pod ciężarem śniegu tworzy oddychającą dywan przykrywający ziemię. Tak jakby ziemia bardzo nie lubiła swojej nagości. A oranie to przecież przewracanie i obnażanie ziemi.

W ogrodnictwie przykrywanie ziemi nazywa się mulczowaniem, a przy większej skali uprawą bez orki (no till farming). Gorąco polecam prawdopodobnie najlepszą książkę dot. rolnictwa jaką przeczytałem w życiu. „Rewolucja źdźbła słomy” jest krótka, treściwa i absolutnie genialna. Autor wspomnianej książki, japoński rolnik Masanobu Fukuoka, pracował jako agrobiolog. Pewnego razu rozchorował się na ostre zapalenie płuc, które o mało nie skończyło się śmiercią. Gdy dochodził do siebie po chorobie miało miejsce zdarzenie, które zmieniło jego życie. Podczas spaceru po lesie Fukuoka usiadł na wzgórzu z widokiem na port, oparł się o drzewo i pozostał jak to określił „w dziwnym stanie zawieszenia aż do świtu, ani śpiący, ani rozbudzony”. Gdy o świcie przebudziła go przelatująca z krzykiem czapla doznał olśnienia. Zrozumiał to, co buddyści nazywają prawdziwą naturą rzeczy.

Od tego czasu Fukuoka uparcie przez 30 lat uprawiał ryż w sposób całkowicie sprzeczny wobec tradycji sięgającej tysiącleci, kierując się intuicją i obserwując przyrodę. Uprawiał pole ryżowe „na sucho” – bez zalewania, wysiewał ryż bez wstępnego przygotowywania sadzonek i okrywał pole słomą. Nie stosował żadnych środków chemicznych do zwalczania szkodników czy chwastów. Nie stosował również nawozów sztucznych. Używał kosy i kilku prostych narzędzi. Na polach nieoranych przez niego przez 25 lat z rzędu, osiągane plony były najwyższe w całej prefekturze. Co ciekawe żyzność ziemi zwiększała się z każdym rokiem. Fukuoka był pionierem nowego rolnictwa, które staje się co raz bardziej popularne. Jednym z ciekawszych stwierdzeń Fukuoki było to, że większość rolników zastanawia się co jeszcze może zrobić, by uzyskać wysokie plony. Droga Fukuoki była dokładnie przeciwna. On zastanawiał się, czego jeszcze może nie robić, by uzyskać wysokie plony. „Nie bardzo lubię słowo „praca”. Ludzkie istoty są jedynymi zwierzętami, które uważają, że powinny pracować. Sądzę, że jest to najbardziej absurdalna rzecz na świecie. Inne zwierzęta zabiegają o swoje potrzeby, po prostu żyjąc, lecz ludzie pracują jak szaleni, sądząc, że tylko to może ich utrzymać przy życiu”. Opracował więc metody wymagające znacznie mniej pracy w porównaniu z metodami powszechnie stosowanymi. Metody, których stosowanie jest życiem samym w sobie.

Ogrodnictwo dla leniwych / zagonionych propaguje również Paul Gautschi w dostępnym bezpłatnie filmie backtoedenfilm.com. Paul stosuje nieco inną technikę - używa zrębki drewniane jako mulczu. Gorąco polecam inspirujący film Paula. Do zrębek mam słaby dostęp, więc postanowiłem pozostać przy tekturze, gazetach i słomie.

Kolejnym z moich mentorów jest Sepp Holzer. Rolnik - rebeliant z Austrii, którego posiadłość - Krameterhof - rozciąga się w Alpach na wysokości pomiędzy 1100 – 1500 m. n.p.m. . Holzer w świetnej książce „Sepp Holzer’s Permaculture” szczegółowo opisuje, jak stosując metody sprzeczne z ogólnie obowiązującymi kanonami rolnictwa osiąga niewiarygodne efekty. Nasza działka leży wysoko w górach i początkowo obawiałem się, że kompletnie nie nadaje się do uprawy roślin. Wsparty wiedzą Holzera nabrałem przekonania, że działając zgodnie z naturą i w wielu przypadkach przeciwnie do zaleceń czy przepisów osiągnę świetny rezultat.

A teraz ostrzeżenie. UWAGA, rolnictwo naturalne powoduje nieodwracalne zmiany psychiczne. Posłuchajcie Paula Gautschiego, poczytajcie Seppa Holzera, o którym jest kilka filmów w sieci. Przeczytajcie genialne książki Fukuoki. Wszyscy oni mogą być uznani w dzisiejszych czasach za „nawiedzonych”. U mnie też nastąpiło skrzywienie psychiczne. Bliższy kontakt z naturą uzmysławia jak bardzo prymitywne są nasze technologie i sposoby myślenia. Jak wielka jest nasza arogancja i ignorancja. Jak wielkim darem jest życie na naszej planecie. Żeby nie było, że nie ostrzegałem J. Kontakt z naturą pozwala również docenić jak cenne jest jedzenie, które codziennie spożywamy, często nie myśląc o posiłku, błądząc myślami w przeszłości lub przyszłości.

W kolejnym wpisie będzie fotorelacja z przygotowań mojej pierwszej „produkcyjnej” grządki. Wcześniej eksperymentowałem z małą „pilotażową”, by nabrać wprawy. Jak widać na zdjęciu ostatni wysiew rzodkiewki chyba już w tym roku nie dojrzeje ale ogólnie grządka eksperymentalna sprawdziła się w pierwszym sezonie świetnie.

Proszę o komentarze, uwagi, podpowiedzi. Jeśli coś źle zaplanuję, a Wy nie sprostujecie mnie to umrę z głodu J.

23 komentarze:

  1. Również dopiero uczę się uprawy własnych warzyw z podobnych źródeł jak Ty. Obserwuję swój ogród i uczę się nowych rzeczy, których muszę w nastepnym roku poprawić, więc praktyka to podstawa. Będę śledzić Twojego bloga. Ziemi i żywności na świecie jest wystarczająco, gdyby znacznej części nie przejadały zwierzęta hodowlane niestety. Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Prośba o komentarze, pomysły. Pozdrawiam Igor

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet jeśli nic nie wyjdzie z tych upraw, to utrzymasz się przy życiu wydając książkę ze swoimi zapiskami ;) Bloga czytam z zapartym tchem. Trzymam oczywiście kciuki z całej siły za powodzenie projektu! Będę śledziła Twój blog regularnie, z nadzieją na wykorzystanie opisanych doświadczeń w moim miejskim projekcie z uprawami w tle... a właściwie - na pierwszym planie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zamierzam uprawiać warzywa i owoce metodami naturalnymi, bez jakiejkolwiek chemii. Przeczytałam wiele książek i strom internetowych.
    Również byłam zafascynowana wspomnianym Seppem Holzerem. Niestety chyba jest to "hochsztapler". Jak jego podstawowa metoda przygotowania działki pod uprawy może być "naturalna", gdy polega na przewaleniu wielu kubików ziemi koparką, zniszczeniu wierzchniej warstwy humusu itp. To tylko przykład. Jest stronka w internecie o gospodarstwie, które zniszczył swoją "metodą", grożą tam osuwiska ziemi, gospodarze są załamani i wnieśli pozew do sądu o odszkodowanie na setki tysięcy euro. Sam p. Holzer bierze niebotyczne kwoty za doradztwo. ... niestety bez gwarancji powodzenia. Gospodarstwo z ziołami jego córki tez podobno nie wypaliło.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  5. Niełatwo określić co jest naturalne, a co już nie. Ja akurat nie zamierzam robić "podniesionych grządek" Holzera, ale byłbym ostrożny z tak negatywną oceną jego działań. Książka "Sepp Holzer's Permaculture" zawiera mnóstwo cennych (dla mnie) wskazówek, które nie wymagają angażowania ciężkiego sprzętu. Biorąc pod uwagę cenę książki uważam, że jego porady są w bardzo przyzwoitej cenie. Jeśli ktoś akceptuje wysokie ceny doradztwa osobistego to chyba nie ma w tym nic złego. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej Igor mam tutaj pdf-a dla ciebie może ci cos się przyda,kilka tematów co do suszenia, ale ziół.Tak czy inaczej masz linka z którego możesz pobrac bo maila na stronce nie widze.Jak byś miał jakies pytania dotyczące książek na tematy związane z ogrodnictwem, sadownictwem czy wędzeniem daj znać pomoge,mam książki z lat 50-60 na te tematy.(W sumie to będę obserwował twój blog,uważam że to bardzo wyjątkowa i dobra idea).Moim zdaniem te czasy były bardzo bogate w tą wiedzę i ludzie wiedzieli co piszą, teraz to tylko są plagiaty jak dla mnie ,albo szybka kasa przy małym nakładzie pracy -wiadomo też że nie wszyscy tak do tego podchodzą.

    link:
    http://we.tl/KKjbOQMnwq

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciekawą książkę. Na razie wydaje mi się, że teorii mam wiele albo zbyt wiele. Teraz trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Myślałeś nad stawem z rybami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Wydawało mi się to skomplikowane. Pozdrawiam Igor

      Usuń
  8. Czesć; dobrze, że trafiłam na Twojego bloga :)
    mamy z chłopakiem 5 ha ziemi nad Łąckiem - nachylony teren, zdecydowanie "górska" działka;
    ale dawniej gospodarze uprawiali tam ziemię, więc czemu my nie moglibyśmy? w tym roku nie damy rady się tam przenieść na stałę, ale postanowiłam, że będzie to rok na małe eksperymentalne grządki, na których będę mogła się uczyć, tak, że zabieram się za lekturę bloga i pewnie zjawię się z większą ilością pytań :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, koniecznie poczytaj "Permakulturę Seppa Holzera". On świetnie sobie radzi z górskim terenem. Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Genialne wieści przekazujesz!!! Dziękuję :) Uwielbiam grzebać w ziemi i odkrywać ekologiczne metody jej uprawy. Cieszy mnie, że można wyżywić się już z 2 arów ziemi, bo oznacza to, że wystarczy mały przydomowy ogródek! Jeszcze bardziej mnie cieszy powrót to naturalnych i jak prostych metod, które w pełni oddają szacunek i miłość Naturze i pozwalają zaufać niesamowitej sile i mądrości Boga. W ogóle świetny blog, gratuluję genialnego pomysłu "uwolnienia się z systemu"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). O tych 2 arach czytałem, ale nie znam osobiście nikogo, kto by z takiej powierzchni się utrzymywał. Często się mówi o jednym hektarze. Mało chyba jest doświadczeń w zakresie bardzo intensywnego ogrodnictwa. Pozdrawam

      Usuń
  10. Lza sie w oku kreci. Pozdrawiam i dziekuje, ze nie jestem wariatem.
    PAT(Patryk)

    OdpowiedzUsuń
  11. PO PIERWSZE LUDZIE NIE SĄ ZWIERZĘTAMI,
    Od zwierząt różnią się tym, że potrafią kochać Boga.
    Żadne inne stworzenie tego nie potrafi bo Pan tak chciał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ta pewność ze inne stworzenia nie kochają Boga ?

      Usuń
  12. Witam,
    Jestem tutaj gościem i bardzo się zainteresowałem tematyka pisaną przez pana. Mam pytanie dotyczące upraw ogrodowych, a mianowicie jak sobie poradzić ze ślimakami. W tym roku praktycznie wszystko, co było psiane w 70% zostało pożarte przez te stworzenia. Ma pan jakąś dobrą meteodę, która by chroniła rośliny przed ślimakami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Mam mało praktyki w tym zakresie. Gdy kapusty były zaatakowane to poobrywałem zewnętrzne liście. O teorii nie chcę pisać, bo w Internecie jest pełno porad. Gdy będę miał jakie sukcesy w radzeniu sobie ze ślimakami to dam znać. Pozdrawiam

      Usuń
    2. myślę, ze potłuczone skorupki jajek mogą zaradzić

      Usuń
  13. Jestem tu pierwszy raz..w zasadzie szukałam inspiracji, żeby uzupełnić mojego bloga o wątek ogródkowy...ale to, co tu znalazłam przeszło moje oczekiwania:)
    Będę wracać:D

    OdpowiedzUsuń
  14. DZIEKUJE, wlasnie jestem na poczatku tej drogi, ktora obrales, jak dobrze wiedziec, ze jest nas wiecej :)
    Polecam tez ksiazke "The good life" Heleny i Scotta Nearing

    OdpowiedzUsuń
  15. Zupelnie przypadkiem znalazlam Twoj blog i jestem po wielkim wrazeniem, niesamowita inspiracja. Mam male pytanie, gdybys mogl mi doradzic byloby swietnie. chcialabym uzyc metody ktora i ty wykorzystywales w uprawie ziemniakow (karton i siano) i mam pytanie czy zamiast siana moglabym uzyc wiorek drewnianych (lisci, galazek roznych rozmiarow). Ogladalam kilka filmow ktore tutaj polecales i w filmie Paula widzialam te metode z kartonami, ziemia po pieczarek i wiorkami i nawozem. nie mam niestety dostepu do takiej ziemi i chcialabym zminimalizowac koszty jak najbardziej. Mam duzy dostep do wiorkow drewnianych na dzialce, bo co jakis czas mili ludzie nam cale gory wysypuja, tylko nie wiem czy moge pominac ziemie i wyrzucic wiorki bezposrednio na kartony na ktore poloze ziemniaki. Co na ten temat myslisz ? Z gory dziekuje za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń