piątek, 23 listopada 2012

Grządki dla leniwych - praktyka


No, koniec mądrkowania i teorii, czas na relację z przygotowywania pierwszej grządki.

Grządki powstają na łące, która nie była orana przez wiele lat. Co rok była koszona, więc jest pokryta bujną trawą. Miejsce jest na południowym stoku, w nasłonecznionym miejscu.

Najpierw przywiozłem moją niezastąpioną Navarą jedną pakę owczego obornika, rozrzuciłem i rozgrabiłem na trawie. Chyba trochę za mało, ale obawiałem się nadejścia mrozów i stwierdziłem, że lepiej szybciej dokończyć przygotowanie grządki, niż przez śnieg być zmuszonym do czekania do wiosny. W przyszłym roku będę mądrzejszy i wszystko wcześniej przygotuję.

Łąkę z rozrzuconym obornikiem przykryłem grubą tekturą ze starych pudeł. Na samym końcu użyłem gazet – takich prawie czarno białych. Stare egzemplarze Pulsu Biznesu (widać w oddali na zdjęciu) dostały szansę na drugie życie J. Gazety układam warstwami po cztery kartki.



Później na tekturę rozrzuciłem słomę. Tym razem słoma była kupiona od sąsiada. Jeśli jednak mam być samowystarczalny, to w przyszłym roku słomę będę musiał sobie samodzielnie przygotować.



Grządka ma około 15 metrów długości i 5 szerokości. Docelowo będzie podzielona na ok. metrowe paski, by bieżące prace nie wymagały regularnego deptania części obsadzonej. Połowa grządki jest przykryta kartonem i słomą, a połowa samą słomą. Zabrakło mi kartonów, a nie chciałem zwlekać. Zobaczymy jaka będzie różnica. Prawdopodobnie będę musiał częściej dorzucić słomę na część bez kartonu, bo chwasty będą szybko przerastały. Jeśli śnieg mnie nie przegoni to postaram się jeszcze poprawić część bez kartonów, bo myślę, że fuszerka się odbije mocną czkawką.

Przygotowanie grządki zajęło mi ok. 2 godziny bardzo spokojnym tempem. Gdybym musiał ją przekopać sztychówką to potrzebowałbym 10-20 godzin. Jest więc to zdecydowanie lepsza metoda dla zagonionych czy leniwych. W każdym razie w teorii wydaje się lepsza, zobaczymy w lecie J.

Teraz, gdy ja odpoczywam moi sprzymierzeńcy biorą się do pracy. Pod tekturą rozpoczyna się nowe życie. Pojawiają się dżdżownice, chrabąszcze, bakterie i grzyby. Wyrasta tam niesamowicie złożone miasto, przykryte tekturą i słomą. Rośliny obumierają zapewniając pokarm dla pozostałych organizmów. Gdy podniesiecie kamień z trawnika to widać jak mikroklimat kamienia daje schronienie dużej ilości żyjątek. Ponoć przykryta trawa jest tak atrakcyjnym miejscem dla pożytecznych organizmów, że wręcz intensywnie przyciąga imigrantów z pobliskiej łąki.

Dzięki mulczowaniu, czyli przykryciu ziemi osiągam kilka korzyści:

  1. Ziemia zachowuje odpowiednią wilgoć, co jest szczególnie ważne na mojej górskiej działce, gdzie woda jest cennym zasobem, którego w lecie brakuje. Zmagając się z suszą doceniłem pewnie po raz pierwszy dobrodziejstwo bieżącej wody.
  2. Warstwa organicznego mulczu rozkłada się i użyźnia ziemię uzupełniając minikosmos pod tekturą o brakujące substancje odżywcze.
  3. Zasłaniając słońce mulcz zabija trawę i wszystkie tzw. chwasty. Będę mógł więc decydować, którym roślinom pozwolę na grządce wyrosnąć.
  4. Ziemia utrzymuje odpowiednią strukturę. Powstają kanaliki, przez które dolne warstwy oddychają, a woda się odpowiednio przesącza. W teorii dzięki przy przykryciu ziemia powinna samodzielnie nabrać pulchności. Ale czuję lekką niepewność, czy osiągnę w ten sposób dobry efekt i na wiosnę będę mógł siać rozgarniając jedynie mulcz.

W tym roku na wiosnę przygotowałem malutką eksperymentalną grządkę. Niestety wcześniej ją przekopałem, więc nie wiem jak się zachowa grządka zakładana bezpośrednio na trawie. Wtedy jeszcze byłem przekonany, że kopanie jest absolutnie konieczne. Nałożyłem na grządkę mulcz z siana. Efekty były świetne. Mimo wyjątkowej suszy ziemia pod sianem nawet w najgorętsze dni była wilgotna i warzywa ładnie rosły. Niestety nadgorliwie co jakiś czas – dość rzadko - podlewałem dodatkowo tę grządkę, bo sądziłem, że tak trzeba. Było to jednak nie częściej niż 5 razy w całym sezonie, więc sądzę, że efekt bez podlewania byłby podobny. Fukuoka miał rację. Trzeba się cały czas zastanawiać czego jeszcze można nie robić dla osiągnięcia dobrych plonów, a nie popadać w ogrodnicze ADHD szukając co jeszcze można zrobić. Trochę jak w życiu J.

Odchwaszczanie grządki eksperymentalnej było bardzo proste. Po pierwsze mało chwastów przebijało się przez warstwę siana, którą chyba 3 razy w sezonie uzupełniłem o kolejną. Gdy jakiś uparty chwast pokonał barierę siana to mogłem go z łatwością wyrwać razem z korzeniem.

Niestety kapusty pokazanej na tytułowym zdjęciu nie udało mi się zjeść, bo gdy dojrzała przez cały sezon to w kulminacyjnym momencie sympatyczny zając wykosił ją do samej ziemi. Widziałem nawet łobuza jak się wylegiwał później na słońcu. Sprawiał wrażenie kogoś, kto przez cały sezon doglądał plonów, by wreszcie doczekać się na ucztę. No i wydawało mi się z wyrazu jego pyszczka, że – mimo powszechnej opinii - z nas dwóch to on jest znacznie mądrzejszy i zasadę „nicnierobienia” Fukuoki opanował do perfekcji J.

Przygotowuję obecnie listę wyzwań, na które spodziewam się natrafić po drodze. Dzikie zwierzęta będą na jej szczycie. Czy uda mi się z nimi współpracować, a nie konkurować? Zobaczymy J.

Bardzo proszę o uwagi osób doświadczonych. Do wiosny jeszcze jest trochę czasu, by zrobić poprawki jeśli wszedłem w jakąś ślepą uliczkę.

23 komentarze:

  1. Ja zrobiłam takie grządki jednak miałam problem - latem wyschło wszystko, przez tekturę deszcz prawie nie przedostawał się do ziemi, a woda szybko parowała. Bedę musiała zrobic poprawkę i pod tekturę wstawić rurkę nawadniającą ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paul Gautschi (http://backtoedenfilm.com/) wyraźnie zaleca gazety, a nie karton i pewnie moje lenistwo skończy się podobnie jak piszesz. Z gazetami jest więcej roboty ale mocno ograniczają (duszą) dostęp powietrza do trawy i pewnie szybciej się rozkładają od tektury.

      Usuń
    2. to po co się bawić w takie grządki jak wstawisz rurę? Beznadzieja.Nikt chyba nie ma pojęcia o uprawie..same mieszczuchy naładowane wiedzą z wiki...

      Usuń
  2. Aha, najlepsze wyniki miałam ze ściółkowania trawą zebraną w marcu (?kultywatorem? nie pamiętam jak to urządzenie się nazywa). To sucha trawa po zimie przemieszana z ziemią, bo urządzenie to nakłuwa dodatkowo ziemię na trawniku, na powierzchni) Chwasty specjalnie nie rosły a ściółka przepuszczała wodę i hamowała parowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Twoim miejscu zrobiłabym rok eksperymentalny, żeby poznać możliwości swoje i swojej ziemi. Uprawy permakulturowe to założenie długetrminowe, w pierwszym roku uprawy nie będzie takich efektów jak w późniejszych latach. Poznałbyś jakie zagrożenia czekają na Twoje uprawy i wiedziałbyś jak im zaradzić w przyszłym roku, zobaczyłbyś które rośliny najlepiej się czują na twojej działce, a z którymi lepiej sobie odpuścić. Przy tak ambitnym projekcie przygotowanie to moim zdaniem podstawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje całe życie to rok eksperymentalny za rokiem eksperymentalnym :). Spróbuję i jeśli się nie uda to zastosuję w kolejnym roku poprawki :).

      Usuń
  4. A czosnek posadziłeś? Jeszcze można...Ja zainspirowana metodą Emilie Hazelip dostosowaną do klimatu umiarkowanego (http://www.youtube.com/watch?v=Oy_x5rXq19g) tworzę ogród. Po roku działalności mam nieodparte wrażenie bogactwa natury, wręcz obdarowania w nadmiarze. Jedzenie w większości własne. Z powodu nadmiaru dzielę się chętnie z innymi i jestem także w nadmiarze obdarowywana. Mój ogród nadal zielono-fioletowy mimo grudnia...A jeśli chcesz przetrwać na bez wspierania korporacji to polecam blog z inspirującymi przepisami: http://wegetarianka.blox.pl/html :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, posadziłem. Mam nadzieję, że w tym roku zbiorę już ładne plony. Bardzo dziękuję za namiar na bloga. Potrawy wyglądają wspaniale, z pewnością coś spróbuję, dzięki!

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że na wiosnę przed sadzeniemi/sianiem dobrze byłoby ponakłuwać porządnie ziemię widłami, żeby wpuścić trochę powietrza niezbędnego do życia "wspólników". Nie mam wielkiego doświadczenia, dopiero jeden sezon permakulturowy za mną, generalnie udany, z wyjątkiem ślimaków, które baaardzo polubiły wilgotne środowisko podściółkowe, ale ja mam ciężką gliniastą ziemię - może dlatego.

    Nie zapominaj o kompoście - to czyste złoto dla "rolnika" i super sposób na pozbywanie się zielonych odpadków z kuchni czy ogrodu.

    Generalnie, gratuluję zapału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję powściągnąć moją nadgorliwość, bo cały czas mnie kusi, by coś poprawić. W lesie jednak nikt nie gania z grabiami, a ziemia ma świetną strukturę. Postaram się na razie bezinwazyjnie.

      Kompost: jasne, jest ważnym elementem planu :).

      Usuń
  6. Moje pierwsze kroki w naturalnym ogródkowaniu przeprowadziłam w mininym sezonie - niestety nie na własnej ziemi. Stosowałam najróżniejsze roślinne odpadki, słomę, obornik kozi... Wspaniale rosło wszystko, podlewania było niewiele, nawet ziemniaki schowane tylko pod karton wyrosły pięknie! Co ważne nie trzeba było ich wykopywać standardowo, tylko wyciągać spod resztek kartonowych :)
    Będę zaglądać, czytać, uczyć się, a gdy od nowa rozpocznę ogródkowanie, to i może się podzielę swoimi spostrzeżeniami :)

    Pozdrawiam Waleria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i bardzo proszę o komentarze, a szczególnie praktyczne porady.

      Usuń
  7. Kochani blogowicze ja się zagnieździłem z moją żoną i dwójką dzieci w w Kijance koło Radomia kupiliśmy tam 7,5 ha ziemi z małą chatką i właśnie wróciliśmy z USA i stwierdziliśmy że trzeba byc niezależnym. Gdzie nie pojadę ten sam syf. Ale do sedna obejrzyjcie filmy, linki poniżej wszystko będzie jasne. Ja biorę się właśnie za mój ogródek. Będę również postował na swoim blogu www.zlotyklon.org Linki do filmów : http://backtoedenfilm.com/#movie oraz https://www.youtube.com/watch?v=Oy_x5rXq19g . Dziękuję autorowi za super materiał i wszystkim życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciekawy film. Również życzę Wam powodzenia w uniezależnianiu się. W tym roku pogoda nas nie rozpieszcza, ale jak już przyjdzie wiosna to przyroda pewnie nadgoni zaległości i nie będzie wiadomo gdzie włożyć ręce :). Pozdrawiam

      Usuń
  8. Witaj Igorze :-)
    Dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga (niestety), jestem w fazie poszukiwań. Zamierzam przeczytać dzisiaj książkę Fukoki, ale zanim to zrobię mam parę pytań (chociaż może książka rozjaśni mi w głowie).
    W tamtym roku przeniosłam się na wieś, mam obok domu kawałek pola ok 800 m, wcześniej rolnik siał na nim zboże, po zbiorach pole zaorał, zbronował, nawiózł obornikiem (bez mojej wiedzy to wszystko niestety).
    Zamierzam tam uprawiać warzywa, drzewa i krzaki owocowe. Zaczęłam przed zimą szykować wzniesione grządki (gałęzie, tektura, odpadki kuchenne, liście, ziemia, słoma), przeczytałam ostatnio że na takich grządkach przez pierwsze 2-3 lata nie powinno się uprawiać warzyw gromadzących azotany, bo mogą być one szkodliwe dla zdrowia. Dowiedziałam się że najlepiej tam będą rosły i mogą rosnąć pomidory i dyniowate. Więc z moich planów posadzenia tam sałat, rzodkiewek, szczypiorku itd nici. Szukam teraz sposobu na uprawę warzyw bez przekopywania ogrodu i znalazłąm Twojego bloga :-)
    Czyli rozumiem że najlepiej żebym rozłożyła tam gdzie chce mieć warzywa kartony/gazety i na to słomę (akurat mam), mogą też być liście? Specjalnie zostawiłam je jesienią (z jesionu i lipy) do ściółkowania. Czy od razu po rozłożeniu tego na ziemi mogę uprawiać warzywa? Czy powinnam poczekać tak jak Ty założyłeś na zimą a na wiosnę będziesz sadził?
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    www.dziwlowydziennikbudowy.blox.pl
    www.cobylonaobiad.blox.pl

    Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Wybacz, że dopiero teraz odpowiadam. Jeszcze mam mało doświadczeń. W tym roku najlepiej sprawdza się grządka zrobiona na wiosnę zeszłego roku. Wtedy przekopałem ziemię ze starym obornikiem i później już tylko przykrywałem słomą. Ziemia jest miękka, chwasty się łatwo wyciąga, sałata i kalarepki ładnie rosną, prawie w ogóle jej nie podlewam a cały czas jest wilgotna. Inny kawałek łąki przykryłem dopiero niedawno kartonem i słomą. Od razu widać mankamenty kartonu, który odstaje od ziemi i tworzy "suszarnię". Z tego powodu znacznie lepsze są gazety, by ściśle przylegają. Na razie warzywa słabo rosną na świeżych, nieprzekopywanych grządkach. Nie wiem jednak jeszcze, czy to kwestia nawożenia, wilgoci, czy może słabej osłony przed wiatrem. Poobserwuję i opiszę efekty. Dzięki za ciekawe linki. Pozdrawiam :).

      Usuń
  9. bardzo fajnie:)) co do dzikich zwierząt proponuje posadzić zielony płot z rożnych pożytecznych roślin które dla wielu zwierząt będą wystarczającą zaporą:)
    w związku z tematyką polecam książki Władymira Megre pt Anastazja:))
    powodzenia!:)
    Maya

    OdpowiedzUsuń
  10. Żywopłot to dobry pomysł. W tym roku jednak nie mam czasu. Muszę zapewnić bazowe potrzeby, a będąc kompletnie nieprzygotowanym nie jest łatwo :). Teoria naczytana w zimie jest dobra, ale w zderzeniu z praktyką już nie jest tak prosto :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Zainspirowana Twoim blogiem przygotowuje sie do utworzenia ogrodka na bazie tektury i slomy. Zastanawiam sie czy wiatr nie porwie slomy?
    Swietny blog:)
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Nawet silny wiatr w ogóle nie ruszał słomy. Trzeba ją nierówno rozrzucić, wtedy zaplata się i tworzy coś w rodzaju tkaniny. Moje pierwsze doświadczenia z tą metodą nie są jeszcze zbyt pozytywne. Chyba miałem bardzo wyjałowioną glebę. Tam gdzie był tylko karton i słoma rośliny rosły bardzo marnie. Tam, gdzie między te warstwy rzuciłem nieco obornika, rozwój jest nieporównywalnie silniejszy. Gdy będzie czas na wnioski z mojego pierwszego roku to się tą wiedzą podzielę. Pozdrawiam

      Usuń
  12. W moim mini ogródeczku (niestety) miejskim rozkładam na grządkach trawę z kosiarki. Pod warunkiem, że się nie przedobrzy z grubością, pięknie wysycha, a potem wtapia w tło i rozkłada równocześnie ograniczając wzrost chwastów. Udało mi się w ten sposób pozbyć trawy i użyźnić grządki dwa razy w ciągu lata. trzeci raz był rozkładany niedawno, przed zimą. Warstwa jednak była cieńsza, ze względu na niższą temperaturę - bałam się by nie rozpoczął się proces gnilny zanim trawa wyschnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. WITAM!
    Mam kawałek ziemi przy domku,tam mały warzywniak i wokół trawa z perzem, koszenie jej niestety jest męką, co zrobić z tą ziemią jak zagospodarować na początek by można było coś tam posadzić? czyli jak pozbyć się tej trawy z perzem i co potem robić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak późno odpisuję. Ja miałem podobnie. Głównymi uporczywymi chwastami były perz, krwawnik i jaskier. Najlepiej sprawdziło się przykrycie takiej łąki kartonem, a na górę wrzucenie sporej warstwy świeżego obornika. Na górę można dać warstwę słomy "dla ozdoby". Wysoka temperatura zabija nasiona chwastów jednorocznych. Trzeba poczekać rok na efekt, ale później na takich grządkach sadziłem sadzonki kapustowatych i pięknie rosną. Perz i tak przerośnie, ale bardzo łątwo wyrywać całe kłącza. W końcu po kilku plewieniach grządka jest czysta a ziemia miękka, jakby była gruntownie przekopana. Trzeba tylko pilnować ścieżek wokół grządek. Jeśli tam rośnie perz to kłączą wpełzną na grządkę. Pozdrawiam!

      Usuń