czwartek, 15 listopada 2012

Przez rok nie kupię jedzenia

Żyjemy w czasach kierowanych strachem. Media straszą nas kryzysem, podwyżkami cen, opozycją, epidemiami – jednym słowem wszystkim. A my pod wpływem codziennego bombardowania podświadomie się boimy o naszą przyszłość. Ten strach przysłania nam zdrowy rozsądek.
System, w którym żyjemy nazywany jest „nowoczesną demokracją” i pozwala  na odebranie nam każdego prawa, jeśli tylko znajdzie się odpowiednia większość parlamentarna. Oznacza to oddanie losów naszego życia w ręce wąskiej grupy ludzi (których już nawet nie wybieramy bezpośrednio w wyborach), co do których intencji i cnót  mam spore wątpliwości. Matrix to totalny system kontroli, który pod warstewką lukru marketingowego rozciąga swoje macki na wszystkie obszary naszego życia. Martrix wie jak mamy wychowywać dzieci, jak budować domy, jak wytwarzać i sprzedawać żywność. Matrix na niespotykaną w historii skalę nakazuje, zakazuje i okrada nas poprzez podatki. Matrix musi się stare rozrastać. Infekuje więc kolejne sfery życia lub po szyldem obrony praw człowieka i szerzenia demokracji napada na inne kraje. Każdy kolejny krok podejmowany jest przez Matrix w „naszej obronie” lub dla „naszego bezpieczeństwa”. Ale Matrix to nie tylko polityka. To również, a może głównie kultura. To wartości, które przyszły do nas z Zachodu.
Sądzę, że aktywna walka z Matrixem nie ma sensu. Prowadząc walkę stałbym się jego częścią, musiałbym przyjąć jego reguły gry, a szczególnie zasadę „cel uświęca środki”. Pozostaję przy pisaniu, dzieleniu się z ludźmi moimi spostrzeżeniami. W tym celu prowadzę bloga WolnaPolska.org.
Zamiast zmieniać Matrix postanowiłem zmienić siebie. Postanowiłem uniezależnić się od Matrixa. Ale nie wdrażając plan zarobienia miliona dolarów i życia do starości z odsetek. Poprzez powrót do korzeni, do prawdziwego, zapomnianego życia.
Nasze podstawowe potrzeby to dom, jedzenie, zdrowie. Postanowiłem zrobić próbę. Czy jestem w stanie przez rok funkcjonować jedną nogą głęboko w Matrixie, zapewniając sobie jednocześnie samodzielnie 100% jedzenia? Jedząc tylko to co wyhoduję? Chciałem  przyjąć takie zasady „roku prawdy”, by można było je jak najszerzej naśladować. Mój plan będzie więc planem prostym, o możliwie jak najniższym koszcie wdrożenia. Drugą kluczową zasadą będzie zgoda z naturą. Potrzebuję jeszcze chwili, by dobrze przemyśleć i opublikować wszystkie zasady. Czy będzie to twarde 100%, czy może 99%? Czy będę mógł używać soli do konserwowania żywności? Czy będę mógł wymieniać moje jedzenie na produkty sąsiadów – np. miód? Czy będę jadł mięso? Jeszcze nie zadecydowałem .
Jestem pełen optymizmu i wierzę, że mój plan się powiedzie. Byłbym szczęśliwy jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która po przeczytaniu moich doświadczeń pójdzie podobną ścieżką i wyzbędzie się strachu o zapewnienie sobie i najbliższym jedzenia. Po cichu liczę, że uda mi się zainspirować więcej osób i wspólnie solidnie nadkruszymy fundamenty Matrixu. Liczę również na Waszą wiedzę, podpowiedzi i wsparcie.
Mam niewielkie doświadczenie w działalności rolniczej, co z pewnością niejednokrotnie odczuję boleśnie. Z kolei moja obecność w Matrixie jest głęboka, stąd mam dość dużą wiedzę o jego mechanizmach. Kieruję małą, dynamiczną spółką technologiczną notowaną na warszawskiej na giełdzie. Muszę więc pogodzić intensywną pracę z nowymi obowiązkami.
Pomysł „roku bez kupowania jedzenia” zrodził się w mojej głowie już jakiś czas temu. Jestem więc w trakcie planowania i przygotowań. To fascynujący czas, fascynujące książki i wspaniali ludzie, od których uczę się podstawowych umiejętności.
Jeszcze nie wiem, którego dnia zacznę. Wstępnie planuję, by był to 1 czerwca 2013.
Będę szczegółowo opisywał przygotowania, a później realizację mojego planu. Kończę, bo jutro zamierzam od rana zakładać grządki metodą dla leniwych. Relacja wkrótce :) .

61 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki!!! Pomysł jest świetny i na tyle, na ile będę mógł pomóc, służę wsparciem.
    Pewnie znasz, ale polecam serię brytyjską o River Cottage. Póki co, Twoje założenia wyglądają na bardzo podobne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzychu, dzięki :). Nie znałem River Cottage. Będę na bieżąco wrzucał namiary na inspirujące książki, czasopisma. Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietna sprawa, ja tez sie biore za grzadke mieszkam we Wloszech i jest ciagly problem z podlewaniem a ziemia mimo ze zyzna to bardzo twarda, tym sposobem mam szanse, dede sledzila wiec twje rady i biore sie do dziela, zrobie tez zdjecia. dzieki za pomysl i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło mi! Zerknij na http://www.youtube.com/watch?v=mJgrWzWsA98 , a szczególnie na moment tuż po 7 minucie. Na filmie widać dobrze jaka jest różnica, gdy przykryjesz ziemię odpowiednią grubą warstwą mulczu. Jeśli masz bardzo sucho to możesz jeszcze spróbować bardzo ciekawe rozwiązanie - ollas. Są to gliniane naczynia zakopywane w ziemi i uzupełniane wodą. Woda powoli przecieka przez porowate ściany naczynia i nawadnia korzenie roślin od dołu. To pozwala ponoć na dziesięciokrotnie mniejsze zużycie wody. Rośliny same decydują ile potrzebują wody i w razie potrzeby "zasysają" więcej z naczynia.
    Tu jest przykład: http://urbanhomestead.org/journal/2008/03/24/using-ollas/ . Te chłopaki http://www.globalbuckets.org/p/olla-irrigation-clay-pot-system.html zrobili to jeszcze zmyślniej i połączyli ollas z systemem prostego uzupełniania wody. Daj znać jak Ci się te metody sprawdzą we Włoszech :). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na twardą i suchą ziemię dobra jest metoda hugelkultur.

    OdpowiedzUsuń
  6. Huglekultur - dzięki, pierwszy raz słyszę to słowo, doczytam. Ze zdjęć wygląda jak "raised beds" Seppa Holzera. Pozdrawiam Igor

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie, z zainteresowaniem przeczytałam blogi komentarze. Uważam, że są realne szanse na urzeczywistnienie twojego pomysłu. Przecież kiedyś na wsi ludzie tak żyli, jedli to co udało się wyhodować. Wymaga to na pewno odpowiedniego zaplanowania i oczywiście czasu.
    Od kilku lat uprawiam niewielką działkę (VI klasa - teren piaszczysty). Z tego względu nie można jej przekopywać, rozsypuję przygotowany kompost i lekko grabię. Mam posadzone różne drzewka i krzewy owocowe, uprawiam warzywa i zioła. Plony? Różnie. Cały czas uczę się, obserwuję i wyciągam wnioski, ale jakieś doświadczenie już mam.
    Np. do tej pory świetnie przechowała się cukinia, kabaczek i dynia. Wsadź - bo warto - może to stanowić podstawę różnych zup, zapiekanek, placków. Prócz bieżącego spożywania robię mnóstwo zapasów: soki, kompoty, dżemy, sałatki, kiszonki, suszone różne zioła itp.
    Już teraz warto pomyśleć o przygotowaniu rozsady - przyśpieszy to plony. Ja już wysiałam do doniczek pomidory i paprykę (różne odmiany), seler naciowy i sałatę, a sukcesywnie będę przygotowywać inne.
    Życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Za Twoją podpowiedzią zrobiłem rozsady cukinii i dyni. Na razie nie mam najlepszych efektów, bo grządki zbyt słabo osłoniłem przed wiatrem. Ale się nie poddaję :). Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Proponuję liście cukinii traktować rownież jako warzywo - trzeba je co prawda dosyć długo gotować by dostać się do cennych weglowodanów, za to są pod ręką i za darmo :)

      Usuń
  8. Zycze powodzenia i bardzo zazdroszcze kawałka ziemi, ja mam tylko balkon. Co roku wysiewam troche ziół, ale to nie zapewni przetrwania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czytałem o dwóch pasjonatach, którzy dzierżawili kawałki ziemi i uprawiali warzywa na cudzym polu. Może jesteś się w stanie z kimś umówić, że w zamian za część plonów możesz korzystać z ogrodu? W Anglii to się robi popularne - szczególnie wśród starszych ludzi, którzy w ten sposób zyskują towarzystwo i wsparcie w pracach ogrodowych. Pozdrawiam :).

      Usuń
  9. Życzę powodzenia, bo to da się zrobić!!!!! Owoce, które są na wsi, opadają i gniją, warzywa są wyrzucane lub karmione są nimi zwierzęta - a wystarczy tylko poprosić, wziąć za darmo to i zawekować w słoiki - jedzenie na zimę zapewnione!!!! Jak wiele żywności marnuje się!!! Ja produkty wyhodowane na swojej działce wszystkie przerabiam w słoiki i praktycznie przez całą zimę nie potrzebuję (warzyw, owoców, wina) kupować!!! Mam dobre zapasy - rodzina cała się wyżywi i tak powinni wszyscy robić - po co zostawiać własne wyżywienie w cudzych rękach???????????? Tym bardziej, że z własnych rąk wyprodukowane jest dobre właśnie dla nas, bo tam jest zawarta nasza energia!!!!!! Cudza energia nie jest dla nas dobra, a tym bardziej, gdy produkuje tą żywność człowiek negatywny, ze złym nastawieniem do ludzi i całego świata!!!!!!!! Wówczas żywność ta jest dla nas trucizną - więc po co przyjmować truciznę????? A praca na działce jest przyjemnością i miłością dla Ziemi!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czym dłużej się interesuję ogrodnictwem i Ziemią, tym więcej widzę energii i efektów, o których piszesz. Odnoszę wrażenie, że zachodnia nauka poszła w ślepą uliczkę. Dzięki za dobre słowa i pozdrawiam :).

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Dzięki, przyda się :). Delikatnie mówiąc jestem w burakach :). Gdy się trochę odrobię z pracami to napiszę relację. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Hi jestem na tej samej drodze, mam działke i w tym roku uprawiam częsć ziemi która jest ugorem obok mam wiecej miejsca. Na zime chce miec wszystko swoje. Piwniczka juz stoi :))Praca w ogrodzie to naprawde super przyjemnosc i relax
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję piwniczki i pozdrawiam :).

      Usuń
  12. Od dwóch lat stopniowo usiłuję się przestawić na częściową samowystarczalność ale z racji odległości działki, mogę być na niej tylko raz w tygodniu. Z działki czerpię głównie warzywa. Doszedłem do wniosku, że lepiej jest zrobić mniej różnorodności ale za to większą ilość. Zasadziłem sporo drzew owocowych i niektórych warzyw, a z wielu innych upraw zrezygnowałem. Wolę wymienić nadwyżkę u kogoś na to, co mi brakuje. Tylko życie w symbiozie z innymi ludźmi pozwoli w miarę sensownie funkcjonować, bo samowystarczalność to ciężka orka i zupełnie niepotrzebna z ekonomicznego punktu widzenia.
    Druga sprawa to sposoby na zmniejszenie ilości roboty, głównie pielenia. Dobrym sposobem jest przykrywanie ziemi słomą (użyźnia, zatrzymuje wilgoć - gdy ziemia twarda i sucha bardzo dobrze się sprawdza). U mnie to zadziałało. Słyszałem też o metodzie przykrywania kartonami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chyba zbyt wiele rodzajów roślin nasadziłem i pewnie zacznę redukować, gdy poznam, które są łatwe w uprawie. Drzewka i krzewy owocowe posadziłem, ale trzeba będzie poczekać kilka lat na efekty. Przykrywanie kartonami intensywnie ćwiczę. Niedługo opiszę moje doświadczenia z różnymi metodami robienia grządek bez przekopywania.

      Usuń
  13. Czy "niejedzeniem z rąk Matrixa" naruszysz jego siły. NIE. Matrix więcej wyrzuca na śmietnik jedzenia, niż miałbyś zjeść w ten rok- więc nawet Ciebie i Twojego nibyprzeciwdziałania nie zauważy. No, ale może będzie więcej zdrowia, kto wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę pokazać, że można się w dużym stopniu uniezależnić, i że to nie jest drogą przez mękę a przyjemnością. Matrix, Partia żerują na strachu ludzi o przyszłość. Gdy wiele osób uwierzy, że dobrą przyszłość można sobie w miarę łatwo samemu zapewnić to rola Partii zacznie maleć. Pozdrawiam :).

      Usuń
  14. To zupełnie nie chodzi o to, że jedna osoba, która przez rok nie kupi jedzenia, nadkruszy matrix. Chodzi o to, że być może przez ten rok zdobędzie doświadczenia, które będzie mogła przekazać innym i z czasem liczba osób żyjących w ten sposób stanie się duża. Gdyby pomysł rozkwitł na szerszą skalę to owszem, jest to podgryzienie matrixa. Tłum ludzi nie będzie kupował śmieci w Biedronkach i innych Tesco.Ludzie będą szukali raczej rynków lokalnych, sąsiadów z innymi zasobami na wymianę itd. Stworzyłby się zupełnie nowy system początkowo na tym polu. A przede wszystkim ludzie zmieniliby swoje myślenie. Wówczas na większe zmiany długo czekać nie trzeba by było. Wszystko musi się zacząć od czegoś, od ziarenka. Nie stanie się to wszystko w rok, ani we dwa. Ogromny pożar nie powstałby jednak bez iskry... Niedawno czytałam o człowieku, który postanowił sprawdzić, czy przeżyje rok bez pieniędzy... Ciekawa, jeszcze bardziej ekstremalna sprawa ;)
    http://www.guardian.co.uk/environment/2009/nov/09/mark-boyle-money

    Dla osób, które nie mają specjalnych warunków działkowych, żeby poza skrzynkami balkonowymi wyhodować sobie coś więcej, myślę że dobrą inspiracją byłby pomysł "Hydroponics system". Poszukajcie w necie, poczytajcie. Świetna rzecz, pozwalająca na dużą wydajność, przy niewielkiej powierzchni. A a propo oszczędzania powierzchni, to jest też kilka pomysłów na (uciążliwe na większą skalę) hodowanie ziemniaków. Tak sobie myślę, że jak by się uprzeć, to można sobie je wyhodować i na balkonie ;)
    http://www.diynetwork.com/how-to/how-to-grow-potatoes-in-a-trash-bag/index.html
    A tu pomysł, jak na maleńkiej ilości ziemi wyhodować ziemniaki na całą zimę :)
    http://www.apartmenttherapy.com/how-to-grow-100-pounds-of-pota-81760

    Tak więc życzę sukcesów i wytrwałości autorowi bloga, jak również wszystkim "próbowaczom" ;)

    N.Sterk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam z tym co piszesz. Dzięki za ciekawe linki. Ostatnio mało piszę, bo każdą wolną chwilę przeznaczam na pracę. Przed kwadransem skończyłem budować drugi ul :). Niedługo nadrobię zaległości pisarskie, ale na dziś moją główną obserwacją jest to, że trudne są przygotowania. Gdy trzeba jednocześnie budować ogrodzenie, przygotowywać grządki, łapać i podciągać deszczówkę, robić rozsady na parapecie w bloku to robi się ciasno. W drugim roku będzie już znacznie łatwiej. W trzecim jeszcze bardziej. Warto więc choćby małymi kroczkami przybliżać się do samowystarczalności, nabierać doświadczeń i przygotowywać "zaplecze". Pozdrawiam :).

      Usuń
  15. Dodaj opcje obserwacji Twojego bloga proszę :) życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy będzie to twarde 100%, czy może 99%? - Najlepiej twarde, fajnie jakby to wyglądało jakbyś był ostatnim człowiekiem na ziemi i musiał wszystko zrobić sam.

    Czy będę mógł używać soli do konserwowania żywności? - Nie, lepiej już mniej sól posiłki :P
    Czy będę mógł wymieniać moje jedzenie na produkty sąsiadów – np. miód? - Nie :P
    Czy będę jadł mięso? - Ciekawie by było założyć, że nie ma zwierząt, wszystkie wyginęły, ale może być zbyt ciężko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie miał być eksperyment w stylu "ostatni człowiek na świecie". Jestem jak najbardziej za barterową wymianą towarów. W tym roku staram się jednak zobaczyć, czy uda się niezależność w 99.9%. Używam soli do konserwowania, mam też trochę własnych przetworów w occie, który był robiony z cukru i jabłek, których jeszcze nie mam. Jest więc trochę odstępstw.

      Usuń
  17. 100% nagle, dla kogoś kto do tej pory żył jak każdy w naszej cywilizacji....moim zdaniem nierealne z dwóch powodów: dużo czasu zajęłoby szukanie alternatywnych rozwiązań dla tych stosowanych dotąd, a poza tym przestawienie się nagle na taki typ jedzenia...cóż, może być po prostu bolesne fizycznie. Niemniej trzymam kciuki za autora i jego plany - 100% czy 99% ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co jest bolesne fizycznie :). Dzikie zioła i korzenie co prawda dają świetne samopoczucie, ale masa spada. Już prawie 10kg. Ale jest OK, trochę się odrobiłem, więc niedługo wrzucę relację. Pozdrawiam.

      Usuń
  18. "Od listopada 2008r., przez ponad rok, Brytyjczyk Mark Boyle nie wydał ani grosza. To, czego potrzebował do życia robił sam albo otrzymywał od innych na zasadzie handlu wymiennego. Ten inspirujący eksperyment Mark Boyle opisał w książce The Moneyless Man".Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, czytałem, inspirujące. Pozdrawiam I.

      Usuń
  19. Ja też wpadłam na ten pomysł 3 lata temu, mimo że byłam totalnym mieszczuchem. Zero wiadomości o uprawach.
    Miałam przenieść się na działkę, wybudować domek, ale wciąż nie mogę się wynieść z miasta i wybudować tego domku. Za to mam uprawy na pół ha. 40 krzaków pomidorów, selery, ogórki, dynie, kabaczki, posadziłam drzewka owocowe i krzaczki, część już po 3 latach owocuje. Wszystko rośnie niesamowicie bez żadnych nawozów (ziemia leżała odłogiem 30 lat). Wszystko robię intuicyjnie i się udaje. Nawet pogoda sprzyja, w zeszłym roku odpaliłam tylko kilka razy pompę spalinową, którą muszę wozić w bagażniku.
    W sklepie w sezonie kupuję tylko oliwę, ale myślę o tym, żeby kupić maszynkę do wyciskania oleju i wycisnąć go z wiesiołka, którego jest masę na mojej działce i wszędzie obok.
    Poza sezonem już gorzej, bo trochę nie chce mi się robić przetworów i raczej rozdaję warzywka znajomym, no i cały czas sobie obiecuję, że postawię ten domek i piwniczkę i wtedy już zrobię te przetwory i się uniezależnię od matrixu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że z każdym dniem przychodzą nowe doświadczenia. Za 3 lata to pewnie już będzie mi łatwo. Na razie jednak nauki są bolesne. Chciałem jednak sprawdzić jak to będzie w pierwszym roku. Pozdrawiam.

      Usuń
  20. Super pomysł już jakiś czas mi to też chodziło po głowie ale nie mam warunków :(
    Marzę o zakupienia działki ... ale na razie pozostaje to w kwestii marzeń. Trzymam kciuki i będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i powodzenia w realizacji marzenia związanego z działką!

      Usuń
  21. Czy znasz tę grupę ludzi ?
    http://ekoosada.pl/ekowioska/index.php
    Warto z nimi popisać. Zawsze jakieś pomysły do podpatrzenia...

    Powodzenia Witold.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, nie znam ich. Jak się troszkę odrobię to zerknę do nich. Na razie po prostu brakuje czasu.

      Usuń
  22. Rewelacja! Życzę powodzenia i śledzę bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Ostatnie dni przed śniegami były bardzo intensywne. Musiałem zbudować owczarnię. Dziś prace zakończone, jutro ma być śnieg. Mam więc nadzieję, że wreszcie przyjdzie czas na więcej pisania :). Pozdrawiam

      Usuń
  23. Miód na moje serce i rozum.
    Już myślałam, że tylko my z mężem tak oceniamy świat i że ze szczętem zdziwaczeliśmy.
    Codzienne życie w świeci oderwanym od naturalnych praw, "demokracja" i trudność życia w labiryncie złośliwych urzędów, w których przecież pracują ludzie (tylko ze szczętem ogłupieni lub, co gorsza, świadomie niemoralni) w życiu oderwanym od rzeczywistości zbrzydła nam doszczętnie. Jedynie względy finansowe powstrzymują nas od ucieczki z miasta - niestety w tym najlepszym z systemów opiekuńczych nie można uciec z dziećmi do spartańskich warunków, pod groźbą ich utraty. Zawsze znajdzie się taki, co lepiej wie, co dziecku trzeba zapewnić.
    Wychowana w domu, w którym ze spłachetka ziemi wyciskało się maksymalną ilość roślin i zwierząt dla zapewnienia bytu rodzinie, chciałabym podjąć taki trud także dla swoich dzieci.
    Będę śledzić wszystkie kolejne wpisy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wierze ze sie uda :) Marzenie jeden osoby moze zostac marzeniem ale marzenie wielu to juz poczatek rzeczywitosci ...Do niedawna moja stryjenka majac 3 krowy ,1 konia ,2 swinie , 6 kor i 12 hk ziemi kupowala w klepie tylko chleb i lody w niedziele :) a chleb bo piec kaflowy juz nie funkcjonowal tak jak kiedys i piekla w nim juz tylko ciasta :) za to jakie pyszne ...Powodzenia ..mysle ze to moze byc poczatek Nowej Spolecznosci bez Matrixa...

    OdpowiedzUsuń
  25. Trzymam kciuki i życzę P O W O D Z E N I A :) To, co napisałeś o matrixie jak najbardziej zbiega się z tym, co ja myśle, cieszę się że coraz więcej ludzi to dostrzega i robi coś w tym kierunku !
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam!
    Jak możesz to opisz swoją sytuację z owcami jaka rasa jaki tryk, ile jagniąt, czym karmisz, itd.
    Pozdrawiam!
    Tomek86

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. No więc mam owce wschodniofryzyjskie. Wybrałem takie ze względu na dużą mleczność. Mam jednego tryka i dziesięć owieczek. W lecie owce pasły się na łąkach - mojej i sąsiadów. Od połowy września (początek stanówki) dokarmiałem je pszenicą. Ta metoda jest kompletnie nie do zastosowania w samodzielnym, prostym gospodarstwie, nad którym pracuję. Pszenicę kupowałem - do dziś zeszło jej ok. 500 kg. Gdybym miał tyle zebrać własnymi rękami to bym się zajechał. W przyszłym roku lepiej będę gospodarował pastwiskami i zamierzam na okres stanówki przygotować kilka bardziej sytych poletek, by zrezygnować ze zboża. Z pomocą sąsiadów udało się skosić i zebrać piękne siano. Zima minie więc na sianie. Być może przed wykotami trochę wzmocnię matki zbożem. To był pierwszy sezon, kiedy zajmowałem się całkowicie samodzielnie hodowlą. Da się to połączyć z "normalną" pracą. Dla mnie nieocenioną wartość miało ogrodzenie elektryczne w formie siatki oraz pomocni i życzliwi sąsiedzi. W zimie poopisuję moje doświadczenia z hodowli, bo nazbierało się ich wiele. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. 500kg - taka iloscia zboza mozna bardzo wielu ludzi nakarmic albo dla jednej rodziny starczyloby na jakis czas....

      Usuń
    3. Przed wykotami trzeba odstawic zboze, bo owce tej rasy moga dostac zapalenia wymion.

      Usuń
  27. Genialny pomysl! Jesli pozwolisz bede tu zagladac...:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam i podziwiam. Mam jedynie małą dygresję na marginesie. Mianowicie, z punktu widzenia osób takich, jak Pan, rozpowszechnianie zjawiska samowystarczalności i propagowanie metod łatwej uprawy bez wspomagania maszynami i nawozami komercyjnymi, powinno być ze wszech miar niepożądane. Przyczyna jest prosta, ale jej dostrzeżenie wymaga dalekowzroczności i wysokiego poziomu świadomości zachodzących na świecie zjawisk. Będę się streszczać. Otóż Matrixowi tacy jak Pan są nie na rękę. Dopóki jest Was znikoma ilość, jesteście “nieszkodliwi”. Gdyby jednak - zgodnie z Pańskim marzeniem - miało w przyszłości dojść do “nadkruszenia” Matrixa, a tym samym zaczęłoby to zagrażać jego złotym interesom, Matrix sięgnąłby po bardzo proste, a skuteczne środki, po które zresztą już sięga w innych płaszczyznach życia. Takim przykładowym środkiem do celu zniszczenia Waszej inicjatywy w zarodku, byłoby wprowadzenie ustawy, wedle której uprawą ziemi mogłyby zajmować się tylko wykwalifikowane przedsiębiorstwa. Oczywiście tylko i wyłącznie ze względu na “dobro społeczeństwa” i w “trosce o zdrowie obywatela”. Ba, Matrix mógłby wprowadzić ustawę zakazującą prywatnego uprawiania ziemi pod tymi samymi pozorami. Ktoś powie: niemożliwe? Sześć lat temu rząd RP gwarantował społeczeństwu, że pieniądze gromadzone w tzw. OFE będą stanowić nasze emerytury. Że niby sami na nie zarobimy i co nasze, to nasze. Dziś okazuje się, że już nie nasze, tylko ICH. Można? Można.
    Druga rzecz: już dziś nie mogę oficjalnie mieć Gospodarstwa Rolnego (a z tym wiążą się nie tylko dopłaty unijne, ale i możliwość sprzedaży nieprzetworzonych płodów rolnych) jeśli nie posiadam WYKSZTAŁCENIA ROLNICZEGO. Mogę więc mieć niezliczone hektary ziemi, ale wolno mi z nich produkować tylko na własne potrzeby. Żeby zaś zapłacić za prąd, gaz i paliwo (nie mogę konno wjechać do miasta i parkować konia pod urzędem), odzież, opał i czasem np. nowy garnek, muszę gdzieś pracować. Nie wspomnę o podatku od nieruchomości i ziemi.

    Żeby nie było, że sieję defetyzm i zwątpienie - jestem jak najbardziej za samowystarczalnością w maksymalnie możliwym stopniu. Stwierdzam jedynie, że Matrix nigdy nie dopuści do rozprzestrzenienia się tej idei na szerszą skalę. Matrix nie jest samobójcą, Matrix jest bezwzględnym drapieżnikiem :)

    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna oszukac Matrix :-) Na wiele roznych kreatywnych sposobow.
      Zagrac jego wlasna bronia czyli propaganda. Odziez, opal, garnek mozna wyprodukowac we wlasnym zakresie lub sie mieniac z innymi... :-)
      I czemu nie mozna wjechac konno do miasta? :-)

      Usuń
  29. Witam, da się, ale musi się Pan wzorować na chłopach z XIX wieku. Żyli i radzili sobie. My mamy o tyle łatwiej, że możemy sobie pomagać "Matrixem". Ja robiłam próbę i udało się żyć bez "Matrixa". Cudowne uczucie! Mam nadzieję, że i Panu się uda. Szczególnie dzieci to pomaga wychowywać. Moje rady. Kupić zwierzęta. Mięso to ważne białko! Koza to najcenniejsze zwierze. Drób i króliki - mało jedzą a dużo dają. Areał - około 8h. Mniej jest trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 8h to ogromny obszar. Dlaczego uważasz, że tak dużo potrzeba? Ja jeszcze nie wiem, bo dopiero zaczynam ze zbożami. Wiem jednak, że sporo pszenicy kupowałem i póki co właśnie zapewnienie tej ilości paszy jest dla mnie największym wyzwaniem. Pozdrawiam

      Usuń
  30. Witam!. Gratuluje "męskiej" decyzji w realizacji celu i trzymam kciuki. Niestety Pana "sposób na życie" jest wspaniały ale praktycznie nie do zrealizowania w takim stopniu dla zwykłego człowieka. Szczególnie dla "miastowego", na co dzień zarabiającego optymistycznie przyjmując te 2500 zł netto (a jest wielu, wielu co mają jeszcze mniej funduszy). Nawet jeśli mają szczęście i posiadają jakiś poletko ziemi rzędu 10, no zaszalejmy - 20 arów (szczęściarze). To dalej są to niewystarczające zasoby o jakichkolwiek pomysłach o byciu "samowystarczalnym". Pan miał to szczęście w życiu że udało się Panu dojść/zdobyć/wypracować naprawdę ogromny majątek w stosunku do zwykłego szaraka- mieć firmę, z branży IT i jeszcze notowaną na giełdzie to nie byle co. Bo nawet jak gospodarstwo nie wypali to Pan ma "luz psychiczny" i zawsze Pana i Pana Rodzinę Spółka Akcyjna wyżywi. Nie mówię tego z zazdrości czy zawiści ale staram się być obiektywny i trzeźwo myśleć. Propagować taki styl życia to rzecz wspaniała ale ziścić takie marzenie mogą tylko nieliczni. Albo majętni ludzie biznesu lub może zwykli ludzie ale mający np korzenie rodzinne na wsi i dziedziczący większe gospodarstwa i połacie ziemi (zawsze można część nieruchomości sprzedać aby zainwestować w reszte). Niestety Matrix wymaga majątku aby w ogóle myśleć by w jakimkolwiek stopniu od niego uciec.... przykre ale prawdziwe. Z próżnego się nie naleje. Ale mimo wszystko z ogromną ciekawością czytam Blog i kibicuje Panu! Może moje podobne marzenie też się ziści? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie, oprócz tych wszystkich zachwytów, jakiś rozsądny komentarz. Czym innym jest hobbystyczna zabawa w samowystarczalność przy dochodach z innych żródeł czy uprawa własnego warzywnika, a czym innym konieczność przetrwania na kawałku ziemi.

      Usuń
    2. To jest to samo, tylko nie ma stresu, że nagle zabraknie jedzenia ;) Jeśli naprawdę pan Bokun daję radę wyżywić się samodzielnie, to nie ma znaczenie czy jest to hobby czy konieczność przetrwania. Liczą się rezultaty. Nie mówiąc, że jeszcze zajmuje się swoją firmą, co pisał na blogu, której poświęcił kilkanaście lat swojego życia, aby się rozwinęła. Każdy by chciał wszystko od razu, a tu niestety na to "wszystko" trzeba zapracować w ten czy inny sposób ;) Pozdrawiam, Anonimowa

      Usuń
    3. Dzięki za ciekawy komentarz. Z pewnością jest mi łatwiej niż wielu ludziom, ale wydaje mi się, że bardzo wiele można osiągnąć nawet niedużym kapitałem. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

      Usuń
  31. Witam Panie Igorze. Od kilkunastu miesiecy z mezem z ciekawoscia sledzimy Pana droge do samowystarczalnosci. Od lat mieszkamy w Londynie i sami rowniez w miare mozliwosc podejmujemy ta probe - najpierw wykorzystujac maly ogrodek za domem a pozniej dzielac dzialke z przyjaciolmi.Mamy na koncie uprawe przeroznych super smacznych dyn,kabaczkow,jarmuzu, fasoli, pomidorow, burakow, ogorkow,ziemniakow,malin oraz roznorodnych salat.Naszym osiagnieciem byla rowniez rewelacyjna domowa 'produkcja' bezkofeinowej zdrowej kawy z korzenia mlecza, z ktorego oplewilismy nasza dzialke.
    Obecnie jestesmy w Polsce i chcemy wziac udzial w kilku kursach permakultury oraz porozmawiac bezposrednio z ludzmi takimi jak Pan.Poza tym z racji zawodu interesuja nas samowystarczalne domy - planujemy budowe earthipa oraz wlasnego aquaponics. Chcielibysmy zapytac czy bylaby mozliwosc spotkania sie z Panem - maz jest rowniez z okolic Bielska i byloby nam bardzo milo gdyby takie odwiedziny udalo sie zaaranzowac.Prosze dac znac czy byloby to wogole mozliwe. Dziekuje. Beata i Mirek
    beata2000@yahoo.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo ciekawy pomysł. Życzę powodzenia i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i również życzę powodzenia :).

      Usuń
  33. Bardzo ciekawy pomysl. Tylko moze poradzcie mi jak niemajac ziemi/kapitalu zapewnic podstawowe warunki sobie i dzieciom? Od lat usiluje odlozyc na kawalek ziemi i w efekcie coraz bardziej uzalezniam sie od systemu... Macie moze jakis pomysl jak sie z tego wyrwac??? Zycze powodzenia wszystkim ktorym sie udalo... Czy ktos zyje niezaleznie majac dzieci na utrzymaniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słaby ze mnie doradca, bo jestem w innej sytuacji niż Ty. Może udałoby Ci się w okolicy wydzierżawić kawałek? Słyszałem, że na zachodzie popularne jest udostępnianie przez starsze osoby ogródka w zamian za niewielką pomoc. Wydaje mi się, że ważne są małe kroczki ale w dobrym kierunku. Wtedy czas działa na Twoją korzyść i z każdym rokiem jesteś bliżej "jasnej strony mocy" :). Życzę Ci siły i powodzenia!

      Usuń
  34. Witam Panie Igorze, przyłączając się do gratulacji za wspaniały blog i spore sukcesy w realizacji prowadzenia życia jak najdalej od Matriksa. Mam bardzo podobne przemyślenia w temacie żywienia, roli państwa czy korporacjonizmu. Przez kilka ostatnich wieczorów z wypiekami na twarzy czytałem po kolei poszczególne wątki oraz niezwykle pouczające wpisy. Nie wiem, czy Pan sobie zdaje z tego sprawę, ale systematyczne czytanie poszczególnych wpisów użytkowników i Pańskich odpowiedzi na nie uświadomiło mi, jak ewoluował Pański sposób myślenia. Na początku bowiem odnosiłem wrażenie, że chęć wyrwania się z Matriksa opiera się na egoizmie i nieufności do ludzi (w skrócie: "wszystko muszę sobie zapewnić we własnym zakresie, bo reszta chce mnie tylko okraść, otruć itp."), potem jednak zacząłem dostrzegać, jak otwiera się Pan na innych czytelników, przyznając niejako, iż nie da się egzystować zupełnie samodzielnie. Ale to tylko taka moja prywatna, luźna refleksja. A propos samowystarczalności jestem zdania, że zwyczajnie nie opłaca się tracić czasu na niektóre przedsięwzięcia. Sam skłaniam się raczej ku wymianie bezgotówkowej - nie tylko żywości, ale także usług i wiedzy. I tu moje pierwsze pytanie: czy którąś z upraw uważa Pan za wymagającą zbyt dużo nakładu pracy/kosztów w stosunku do efektów? Ja np. wolę posadzić więcej kukurydzy niż ziemniaków, gdyż za 2-3 kolby otrzymam z pewnego źródła 1 kg kartofli na zasadzie barteru. Zresztą jako ciekawostkę podam, że podczas porannego joggingu jestem w stanie znaleźć parę butelek po piwie i sprzedać je za równowartość kilku zdrowych warzywek ;-) Do tego dochodzi wspomniany tu topinambur, który można wykopywać nawet wiosną, gdyż opadnięte, wysokie źdźbła skutecznie chronią grunt przed mrozem. Druga kwestia to pozyskiwanie owoców, a mianowicie korzystanie z opuszczonych, zdziczałych sadów. W mojej okolicy jest ich sporo i dzięki nim mam np. półroczne zaopatrzenie w jabłka (od lipca - papierówki po grudzień - renety) oraz inne cenne witaminy. Kolejne pytanie dotyczy grzybów. Czy myślał Pan o hodowaniu pieczarek lub kurek? Zapytam również o ryby, które stanowią cenne źródło białka alternatywnie wobec mięsa owczego czy drobiu. Czy w ogóle opłaca się założenie samowystarczalnego stawu i np. wędzarni? Serdecznie pozdrawiam. Zapraszam do dyskusji także innych czytelników.

    OdpowiedzUsuń