środa, 19 czerwca 2013

Pszczoły pracują

Udało się! Jeden ul ma już nowych mieszkańców, którzy wyglądają na zadowolonych. W moim eksperymencie z samowystarczalnością uważałem pszczoły za jedno z trudniejszych wyzwań, ale na razie (odpukać J) sytuacja wydaje się opanowana. Pszczoły pracują i nie wymagają żadnej interwencji.

Zbudowałem i postawiłem dwa ule bezbramkowe (Kenyan Top Bar Hive - KTBH) i kupiłem od mojego guru dwa roje. Telefon od Pana Zbyszka – „proszę przyjeżdżać za pół godziny, roje złapane”. Myślałem, że da mi kilka dni czasu na przygotowanie, a tu szybka akcja. Nie pomyślałem, że nie jest łatwo zaplanować łapanie roju J.

Wcześniej z pszczołami nie miałem nic do czynienia i nie znam nawet dobrze żadnego pszczelarza. Większość mojej mizernej wiedzy pochodzi z książki „The Barefoot Beekeeper” Phila Chandlera. Phil udostępnia też bezpłatnie szczegółową instrukcję budowy ula.

To co spodobało mi się w ulu bezbramkowym to bardzo mała ilość sprzętu potrzebna do obsługi. Gdy odwiedziłem sąsiadów z niedużą pasieką, poradzili mi zbudować małą szopkę obok uli na przechowywanie sprzętu i różne prace pszczelarskie. W ich pięknej szopce rzeczywiście było sporo szpargałów, w szczególności ramek. U mnie nie ma ramek, tylko listewki stanowiące górną krawędź ramki. Zamiast podkurzacza spryskiwacz na wodę, którzy Marzena wykorzystuje do prasowania, dłuto (ciesielskie, a nie specjalne pszczelarskie), stary długi nóż kuchenny i kawałek miękkiego styropianu czy pianki zamiast specjalistycznej miotełki. Wszystko mieści się w ulu.

Wprowadzenie rojów do uli było niełatwe – źle się ubrałem. Kupiłem jedynie kapelusz pszczelarski, ale w pośpiechu źle go założyłem i nie był szczelny. Ubrałem jasną lekką koszulę, rękawiczki ogrodnicze i z  kołatającym sercem zabrałem się do pracy. Pszczoły były w skrzyniach transportowych. Po otwarciu pierwszej transportówki akcja potoczyła się szybko. Wyleciał z niej szwadron wściekłych i zgłodniałych pszczół, które od razu wiedziały, które części mojego ciała atakować. W pierwszej kolejności ręce i twarz. Gdy zorientowały się, że rękawiczki są miękkie, zaczęły żądlić J. Dawno nie doświadczyłem żądła i  spodziewałem się większego bólu. Było to trochę jak silna pokrzywa, ale to co mnie bardziej martwiło to ilość użądleń. Gdy podliczyłem na spokojnie, to na lewej ręce było około 30, a łącznie jakieś 40. Później pszczoły zorientowały się, że między spodniami i butami jest warstwa niezbyt grubych skarpetek. Dwie z nich znalazły również dostęp do twarzy.

Dodatkowo z rytmu wybiła mnie zawartość transportówki. Spodziewałem się samego roju, a były tam też ramki. Postanowiłem poddać się i udało mi się „rzutem na taśmę” zamknąć transportówkę i uciec z miejsca klęski.

Drugie podejście to już całkiem inna bajka. Wziąłem grube rękawice ze ściągaczami, które używam do pracy piłą łańcuchową. Dżinsy ściśle przylegały do kaloszy i dla pewności spiąłem je gumkami. Kapelusz był ubrany poprawnie. Co za różnica J. Tak to można pracować nawet ze wściekłymi pszczołami J.

Wsypałem każdy rój do osobnego ula. Do jednego pszczoły zaczęły wchodzić, ale drugi okupowały na zewnątrz. Mając komfort pracy bez użądleń spokojnie udało mi się przesypać wszystkie pszczoły, zamknąć je z góry listewkami i dodatkowo daszkiem.



Na drugi dzień miałem wyjazd z pracy do Warszawy. Gdy przyjechałem na przegląd kolejnego dnia to sytuacja nie wyglądała dobrze. Ul, który pierwotnie wyglądał na zadomowiony, był całkiem pusty. W drugim duży rój siedział na zewnątrz. Z ilości pszczół wnioskowałem, że oba roje się połączyły w jeden większy.



W praniu wyszły mankamenty uli. Pierwszy daszek, który zrobiłem jest zdecydowanie za ciężki. Bardzo trudno ustawić go precyzyjnie w rękawicach nie zgniatając pszczół. Dodatkowo na dole ula zrobiła mi się – w mojej ocenie – za duża szpara pomiędzy siatką podłogową a deskami oddzielającymi (follower boards). Mimo, że później wyczytałem na forach, że to nie jest duży problem, uznałem, że nieszczelny ul nie zadziała. Postanowiłem przenieść pszczoły do drugiego ula – który był już lepszy konstrukcyjnie. Zsypałem je do pudła kartonowego i „przelałem” do lepszego domu.

Tym razem chyba już wszystko jest OK. Pszczoły zajęły środkową sekcję i zaczęły regularne loty po posiłek. Mniej więcej od tygodnia regularnie kursują. Koło południa ruch jest tak duży, że jak widać na zdjęciu sporo pszczół oczekuje na pozwolenie na lądowanie.



Po sporym umęczeniu pszczół moją nieudolną operacją zasiedlania dałem im teraz spokój i tylko oglądam z zewnątrz. Cały czasy pracują, więc spodziewam się, że robiąc przegląd w weekend zastanę już sporo plastrów i uwijającą się królową składającą jaja. To będzie wielki dzień J. W międzyczasie poluję na kolejny rój. Stosując tak nietypową konstrukcję nie mogę w łatwy sposób przełożyć ramek i wykorzystać odkłady, stąd moje nastawienie na roje. W poprzednim wpisie znajdziecie informacje dlaczego zdecydowałem się na taką konstrukcję ula i naturalną metodę hodowli.

Wieczorny spacer do pasieki i oglądanie uwijających się pszczół przy wejściu do ula to wielka frajda. Można by tak stać godzinę i podziwiać jakie to świetnie zorganizowane zwierzęta.








28 komentarzy:

  1. gratuluję i życzę dalszych sukcesów z pszczółkami;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To faktycznie nieciekawie że cię tak pożądliły!
    Szkoda też że nie masz pod ręką doświadczonego pszczelarza, my też zaczynamy dopiero, mamy 3 ule ale jak ktoś doświadczony doradza to jest po prostu lżej.
    Zastanawia mnie to co piszesz o połączeniu dwóch roi - jest to trochę nielogiczne. Bo pszczoły się wyrajają jak mają nową królową. Więc albo królowa gdzieś przepadła albo w rojnicy miałeś połowę roju i kupiłeś dwa a tak naprawdę był to jeden rój.
    Warto przed zakupem kolejnego roju szukać też łagodnej rasy;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobre doświadczenie. Wiem jak się ubrać i wiem, że nawet masowe pożądlenie to nic wielkiego. To daje spory komfort i teraz praca w ulu nie powoduje cienia strachu. Teraz pszczoły są bardzo łagodne - wtedy były głodne i zestresowane. Następny przegląd spróbuję bez rękawiczek :). Co do połączenia - być może zrobiłem krzywdę królowej podczas przeprowadzki. Nie mogłem jej namierzyć. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Witaj Wujek dobra rada podpowie kilka sposobów na poradzenie sobie w sytuacji startowej, kiedy swoje własne plony to jeszcze pieśń przyszłości. Jest kilka ważnych, dzikich i powszerchnie spotykanych roślin, które powinny ci pomóc:
    1. komosa biała - młode liście przyrządza się tak jak szpinak (ze względu na zawartość saponin należy wcześniej obgotować i wodę odlać, tak samo postępujemy z ziarnem, przygotowywanym na mąkę). Powinieneś zebrać tego sporo bez problemu. Zdaje się, że tobie właśnie podpowiadałem wykorzystanie tej rośliny na forum cohabitatu.
    2. Podagrycznik - uprzykrzony chwast ogrodowy, a jednocześnie bardzo wartościowa, szybko rosnąca roślina. Do przyrządzania podobnie jak szpinak i komosa (młode liście). Ja na przykład bardzo lubię dodawać dużą ilość do farszu na pierogi ruskie. Ostatnio świetnie sprawdził się jako dodatek do racuchów (generalnie wrzucam do wszystkiego te zieleniny), zupy oczywiście tez i to w sporej ilości.
    3. Funkje - młode liście krojone, smakują jak sałata lub lepiej. Super żarcie.
    4. Liście lipy - młode lepsze od sałaty, również bogatsze w składniki odżywcze.
    Dzisiejsi ludzie w sferze żywienia są tak upośledzeni, że nawet trudno odnieść to do jakiegoś wcześniejszego okresu. Obecna cywilizacja została kompletnie oderwana od swojego optymalnego pożywienia, co bęzie miało i już ma katastrofalne skutki. Z tego punktu widzenia fastfoodowcy mają więcej wspólnego z kosmitami niż ludźmi, ale to taka dygresja, której i tak nikt nie weźmie serio.
    Mam nadzieję, że trochę pomogłem, żebyś podczas tego eksperymentu nie umarł z głodu :)). Powodzenia GREEN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady :). Przed chwilą wrzuciłem świeży post na temat doświadczeń z pierwszych tygodni niezależności żywieniowej. Te wszystkie rośliny, o których piszesz są dobre jako dodatki. Mi było bardzo trudno przeżyć na takim jedzeniu bez solidnej bazy. Waga spadała kilo dziennie. Może, gdybym miał więcej czasu i zjadał dużo więcej zielska to udałoby się zrównoważyć zapotrzebowanie na energię.

      Usuń
  4. Wolałabym całą zimę w tęsknocie za słodkim żuć suszone owoce niż przechodzić takie historie z pszczołami. A podagrycznik już zakwitł, więc o młode pędy trudno. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie! Bardzo bym nie chciał, by moje doświadczenia z pszczołami zniechęcały innych do próby. Użądleń była masa, ale to na własne życzenie. Od tego czasu zaliczyłem już tylko jedno czy dwa żądła - i to również przez to, że się nie ubrałem odpowiedni. Już parę metrów od ula nie widać zagęszczenia pszczół. Ani jedno z trójki dzieci nie ucierpiało z powodu pszczoły. Póki co mój eksperyment z pszczelarstwem oceniam bardzo pozytywnie. Tak jak z innymi sprawami (owce, kury) z niewiadomych powodów miejski człowiek się wcześniej bardzo boi, a okazuje się, że na koniec z wszystkim można sobie łatwo poradzić.

      Usuń
  5. Powodzenia, dopinguje cie :) Nie wiem, czy to sie komukolwiek przyda czy tez nie, na wszelki wypadek opowiem o wynalazku jaki zwie sie wieża kartoflana. "Kartoffelturm". Wystarcza 3-4 opony samochodowe (lub w luksusowej wersji worek jutowy albo prawdziwa wieża kartoflana zbita z deseczek) aby na malej powierzchni zmaksymalizować plon pojedynczego krzewu kartofli. Kiełkująca bulwa zostaje umieszczona na środku opony i przysypana ziemia. Za każdym razem kiedy zielone liście wystają ponad poziom ziemi (ok. 15 cm) przysypuje sie je ponownie az po czubki i ewentualnie dokłada opon. Cały proces powtarza sie dopóki wieża nie ma około 80-100 cm. Następnie kartofle hoduje sie jak zwykle tj. zostawia do zakwitnięcia i zżółknięcia liści. Z jednej wieży można przy sprzyjających wiatrach zebrać do 20 kilo bulw. Google- kartoffelturm, wystarczy obejrzeć obrazki i w sumie będzie wiadomo o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Tego nie próbowałem. Czekam niecierpliwie jak wyjdą ziemniaki, bo zastosowałem metodę oszczędzającą mnóstwo czasu i energii. Na trawnik położyłem kartony, na to sadzeniaki ziemniaków i całość przykryłem ok. 30 cm warstwą słomy. Posadzenie 50 kg sadzeniaków zajęło mi nie więcej niż dwie godziny. Póki co zielone pędy pięknie rosną. Jeśli zbiory będą udane, to metoda słomiana będzie niezwykle energooszczędna.

      Usuń
  6. To się nazywa ul bezRamkowy, w ulach nie ma żadnych bramek.

    OdpowiedzUsuń
  7. halo halo czy autor jeszcze zyje? Trzymalem kciuki pare miesiecy ale ... moze pora przyznac sie do porazki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyje, żyje :). Oczywiście, że pora się przyznać, ale kto lubi chwalić się porażkami :). Starałem się więc dzisiejszym postem nadbudować trochę filozofii do pierwszego podejścia :).

      Usuń
  8. Hah, też w tym roku zacząłem hodować pszczoły. Teraz mam 6 uli, 4 kupiłem używane, dwa mi się wyroiły i kupiłem dwa ule. Wyrojone rodziny już mają prawie gniazdo obrobionej węzy, a z tych czterech starych, to dopiero cyrk. Jedną rodzinę mam bardzo silną, ale wycinałem mateczniki. Nie pracują, bo są w okresie rojowym - nie wiem ile w tym prawdy, ale one nie pracują. A wściekłe są niesamowicie, urządzają sobie zmasowane ataki. Jak pomagał mi 93 letni! pszczelarz to powiedział, nic tylko wymieniaj matkę, to już do niczego się nie nadaje, bo to jej nastrój przechodzi na wszystkie pszczoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info. Chętnie wymienię się doświadczeniami w przyszłym roku. Ciekaw jestem, czy moje naturalne metody się sprawdzą. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Aha, musisz uważać na te pszczoły wyrojone. Mój pierwszy rój, który złapałem został wrzucony do nowego ula. Nie bardzo mogły się tam odnaleźć. Dwa dni się przekonywały. Teraz jestem spokojniejszy, bo Królowa zaczęła składać jajka i mam czerw. Ale po półtora tygodnia, jak przeglądałem ten rój, to matka prawie wyszła mi z ula! Jakby wyszła to podejrzewam, że reszta pszczół też by uciekła, ale na szczęście już pracują. Dobrze, jakbyś dał im pożywkę cukier z wodą! W stosunku 1:1. Podobno wyrojony rodzinom daje się nawet 7 l takiej pożywki. Wtedy dostają "dopalacza" i szybciej obrabiają gniazdo. Jak mówią starzy pszczelarze, rodzina wyrojona pracuje 3 razy więcej od normalnej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrzę na Twoje ule, brakuje tam wlotki! Tzw, takiego lądowiska,pasa startowego, to ułatwi pracę Twoim pszczołą. Zobacz na inne ule,jak mają.
    A co do Twoich uli wydaje mi się, że ta druga rodzina Ci po prostu uciekła, bo roje uwielbiają uciekać. W każdym razie powodzenia, ja jutro mam miodobranie z dwóch uli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma wlotki :). Ale ponoć pszczołom to nie przeszkadza. Być może rzeczywiście drugi rój uciekł. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Gratuluję, obserwuję Twoje poczynania, bo sama tak kiedyś chciałam żyć, ale ... wyszło inaczej. A teraz to już dla mnie trochę późno. Pszczół się bałam, ale widzę, że to nie takie trudne :), może jeszcze spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco zachęcam do pszczół. Samo obserwowanie tych sprytnych zwierząt pełni rolę medytacyjną. Nie jest wcale trudno. Ja w zimie zamierzam zrobić tzw. "ul ludowy" Emile Warre i na wiosnę zasiedlić go. To ciekawy ul i prosta, naturalna metoda hodowli pszczół. Sąsiedzi mają ule tradycyjne - z ramkami. Będzie więc trochę doświadczeń z uli bezramkowych, Warre i nowoczesnych. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Szacunek i powodzenia. Czekam na dalsze wpisy odnośnie pszczółek. Fascynujące zwierzątka. POZDRAWIAM

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Igorze, jest Pan prawdziwy kozak, pozdrawiam, życze powodzenia i wierzę się wszystko stanie się tak, jak Pan to sobie wymyślił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Na początku było mnóstwo szarpaniny, ale teraz powoli zaczynam panować nad sytuacją :). Pozdrawiam

      Usuń
  14. Witam!
    Jestem jeszcze młodym pszczelarzem ale gospodaruję już na 57 rodzinach, moim zdaniem zabieg z cukrem pudrem nie wystarczy, warozę należy zwalczać przez cały sezon metodami naturalnymi. Osobiście polecam odymianie pszczół hubą brzozową (jest to taki grzyb rosnący na brzozach) dym z huby sprawia, że pszczoły zaczynają się oczyszczać i zrzucają pasożyta(należy je odymiać co tydzień przez cały sezon).
    Poza tym proszę aby zapoznał się Pan z tzw.:"małą pszczołą" nie każdy o tym wie ale 100 lat temu "mądrzy" ludzie doszli do wniosku, że jak powiększą pszczołę to zwiększą się też zbiory miodu, dlatego zaczęto produkować węzę o komórkach 5,4mm zamiast 4,9mm, pszczoła się zwiększyła a zbiory miodu nie i tak już zostało. W latach 80-tych gdy do europy człowiek przyprowadził warozę pszczoły sobie nie poradziły m.in. przez dużą komórkę. Na całym świecie przywraca się pszczołę, która potrafi odbudować małą komórkę w rodni, w Polsce zajmuje się tym Leszek Stępień znany jako "polbart" http://www.polbart.com/mala-komorka.html (często jest na Skyp-ie i można z nim pogadać)
    Proponuję aby skontaktował się Pan z Leszkiem, zamówił u niego kilka pakietów z pszczołą primorską i wsypał je do uli japońskich http://www.youtube.com/watch?v=KSHpYhuTotY zabudowa w ulu japońskim jest pionowa czyli tak jak w naturalnym pniu drzewa, żyłką odcina się górny korpus i wyciska miód. Miałem "trapeziaka" pszczoły są zmuszone do budowy poziomej gniazda co jest dla nich nienaturalne, poza tym Pana trapeziak jest ze sklejki ja proponuję robić ule z litego drewna najlepiej lipy ewentualnie sosny wejmutki.
    Z pszczelarskim pozdrowieniem!
    Tomek86

    Ps.: tutaj jest dyskusja na naszym forum odnośnie małej komórki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Bardzo dziękuję za cenne rady! Pooglądam te ule japońskie i z przyjemnością poczytam o pszczołach i metodach pana Leszka. Zamierzałem przez zimę zbudować ul Warre - też bezramkowy, ale pionowy. Mój ul jest z sosonowej deski - tylko daszek ma ze sklejki. Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Dyskusja na temat małej komórki:
    http://forum.pasiekaambrozja.pl/viewtopic.php?f=15&t=1213&hilit=ma%C5%82a+kom%C3%B3rka

    OdpowiedzUsuń