czwartek, 25 kwietnia 2013

Słoneczna suszarnia


By nie kupować jedzenia w sklepie warto przypomnieć sobie starą, zakurzoną wiedzę. Dużo wysiłku wkładamy w uprawę warzyw i owoców. Przechowanie ich przez zimę aż do następnego sezonu wymaga specjalnej techniki. Mnie interesują techniki proste, które nie są oparte o takie zdobycze cywilizacji jak na przykład prąd elektryczny. Lubię wolność i myśl, że mam być przywiązany do sieci energetycznej zachęca mnie do poszukiwania prostszych, czyli przeważnie starszych rozwiązań. Przechowywanie w ziemiance, w kopcu czy w formie przetworów w occie lub kiszonek, pasteryzowanie i wekowanie, długie dojrzewanie serów i wędlin, wędzenie – to metody mi bliskie. Przez zimę robiłem sporo prób i wydaje mi się, że suszenie warzyw, owoców czy grzybów wygląda na dobrą metodę. Szczególnie, jeśli jedynym źródłem energii będzie darmowe słońce.

Zainspirowany artykułem w Permaculture Magazine zbudowałem tę oto suszarnię słoneczną.


Sama praca nad suszarnią w czasie długich zimowych wieczorów była już dużym relaksem J. Suszarnia to pudło zrobione z wodoodpornej sklejki. Na górze jest umieszczona pod kątem szyba. W środku pudła znajdują się dwie półki na suszonki, a pod pułkami jest blacha pomalowana na czarno. Półki leżą na listewkach i można je swobodnie wyciągnąć przez drzwiczki.



Dolne drzwiczki dają dostęp do półek, a górne pozwalają na regulację temperatury i wentylacji. W dnie pudła jest prostokątny otwór zajmujący ok. ¼ powierzchni. Otwory w suszarni są zabezpieczone przed owadami siatką. Dzięki temu po zamknięciu suszarni nie dostanie się do niej zbyt wiele nieproszonych gości.




Powietrze wchodzi dołem i ogrzewa się w kontakcie z czarną, metalową blachą. Następnie ogrzane powietrze suszy produkty leżące na tackach i wylatuje górą przez otwory wentylacyjne. Tacki zrobiłem ze sklejki i plastikowej siatki przymocowanej zszywkami tapicerskimi.

Wreszcie zrobiło się cieplej, więc pora na wypróbowanie suszarni. Na próbę wziąłem jabłka, pomidory i korzeń pietruszki. Jabłka i pietruszka potrzebowały dwóch słonecznych dni do wysuszenia. Gdybym je pokroił na cieńsze plasterki to efekt byłby jeszcze szybszy. Suszarnia stoi na balkonie, na którym słońce pojawia się koło 11:00. Gdyby stała w pełni odsłoniętym miejscu to zyskałbym jeszcze sporo dodatkowych godzin pracy mojej suszarki. Dodatkowo w lecie będzie cieplej, więc suszarnia powinna działać na dopalaczu. Podczas pierwszego suszenia starałem się utrzymywać temperaturę w okolicach 45 stopni, ale zdarzało się, że termometr wskazywał nawet 60. Temperaturę można zmniejszać uchylając okienko wentylacyjne. Suszarka ma dwie półki i jest w niej jeszcze miejsce na trzecią, którą dorobię przed głównym sezonem.

Suszyć można prawie wszystkie rośliny. Świetnie smakują suszone wiśnie. Suszony agrest jest pyszny jako dodatek do herbaty, choć sam też jest smaczną przekąską. Cienko pokrojone plasterki korzenia pietruszki zrobione przez moją mamę schodziły przez święta w mig i podobnie jak chipsy ziemniaczane wymagają zjedzenia całej paczki do końca J. Świetnie smakują też suszone maliny. Z pewnością przed jesienią pochwalę się ciekawymi, nietypowymi suszonkami.

Co mogę powiedzieć o pierwszych próbach suszenia w mojej suszarce? Dwa dni intensywnego, wiosennego słońca wystarczą wielu warzywom. Na noc chowałem suszonki do domu, by nie nabrały wilgoci. Pomidory potrzebują więcej czasu, choć w moim przypadku pierwsza testowa partia nie dotrzymała trzeciego dnia. Miały tak intensywny zapach, że domowe głodomory zjadły wszystkie. Cudem rzutem na taśmę udało mi się zrobić tytułowe zdjęcie do tego postu J. W książkach ogrodniczych dużo piszą o szkodnikach. Ja się jednak obawiam, że w moim projekcie największe zagrożenie stanowi nieopisany szkodnik – czyli wspomniany domowy głodomór. Zjada wszystko i jest pod ochroną, więc trudno z nim walczyć. Jedyna sensowna taktyka obronna przypomina tę na dzikie zwierzęta – posadzić więcej i umożliwić głodomorom na tyle solidny wypas, by zostawiły coś dla mnieJ.

Ogólnie suszarka działa bardzo dobrze, choć można się doszukać kilku mankamentów. Przede wszystkim może być zbyt mała – szczególnie, gdybym chciał w przyszłości uniezależnić całą rodzinę od zakupów jedzenia. W okresie żniw pojawi się tak wiele płodów, że dwie półki do tego zajęte przez dwa dni z pewnością nie wystarczą. Być może bardziej przyjazną dla środowiska metodą byłoby wykorzystanie starej lodówki i wstawienie szyby w drzwi. Od razu zyskałbym więcej półek, a przy okazji stare urządzanie zamiast rozkładać się przez dziesięć tysięcy lat służyłoby dalej. Nakład pracy też byłby znacznie mniejszy, a pomalowanie przez dzieci boki lodówki byłoby okazją do dobrej zabawy i sprawiłoby, że suszarnia nie straszyłaby w ogrodzie.

Drugim ograniczeniem jest słoneczna pogoda, a w zasadzie jej brak. Wydaje się, że w momencie natłoku dojrzewających płodów trzeba będzie stosować różne metody konserwacji w zależności od pogody. Suszenie jest mało czasochłonne i stanowi dobre uzupełnienie innych metod. W słoneczne dni można więc suszyć, a w deszczowe przestawić się na inne sposoby.

Czy macie doświadczenie z długim przechowywaniem różnych suszonych warzyw, owoców i grzybów? Spróbuję wkładać je do dużych słoi, by nie nabrały wilgotności z pomieszczeń. Może jednak macie jakieś inne pomysły? Na co warto zwracać szczególną uwagę? Nie chciałbym, by moje zapasy zimowe się zepsuły, więc wszelkie porady wynikające z Waszej praktyki są dla mnie cenne.