czwartek, 21 sierpnia 2014

Zapomniane umiejętności

Co zrobić z owczą wełną? Ceny skupu są na tyle niskie, że póki co trzymam wełnę w szopce. Zbyt długo nie można trzymać, bo taka surowa traci na jakości. Jeden worek jest już zarezerwowany na ocieplenie domku kota. Może w zimie znajdzie się czas, by córę nauczyć filcowania.

Ale ale. By móc coś zrobić z wełną trzeba najpierw owce ostrzyc. To była umiejętność, nad którą najdłużej pracowałem. Gdy się nie ma wprawy to walka jest nierówna: wierzgająca owca między nogami, w ręce groźnie wyglądająca golarka elektryczna, której nie sposób wyłączyć, bo druga ręka zajęta przytrzymywaniem zwierzęcia. Na początku było trochę ran na skórze zwierzaków i również na mojej. Pomocny okazał się ten film instruktarzowy z Phillem Hartem w roli głównej. Tu wszystko wygląda dziecinnie prosto. Australijczycy mawiają, że po ostrzyżeniu dziesięciu tysięcy owiec ma się już taką właśnie wprawę jak Phill. Okazało się – co było dla mnie zaskoczeniem – że przy strzyżeniu owcy kluczowa jest praca nóg. Jeśli się źle ustawimy to pojedynek ze stukilowym baranem jest z góry rozstrzygnięty na jego korzyść. Trudno nauczyć się pracy  nóg z filmu Philla - on po prostu jest za szybki. Na szczęście znalazłem inny, bardzo cenny materiał, gdzie krok po kroku  pokazane jest strzyżenie stylem australijskim.

Kolejnym problemem, z którym się borykałem była obsługa maszynki do strzyżenia. Efekt był taki, że maszynka bardzo słabo strzygła, a ostrza się często nagrzewały. Odpowiednia regulacja siły docisku, smarowanie i dbałość o ostrza dały zadowalający efekt. Tu również cenny był wymieniony już wcześniej film instruktażowy

Dziś już jestem w stanie tak ostrzyc owcę, by wełna była w jednym kawałku i by nie było skaleczeń. Teraz tylko dalej ćwiczyć :).

Ale wróćmy do wełny. Dzięki społeczności zbudowanej wokół bloga wełna się przydała. Skontaktowała się ze mną Ewa, która będąc „zawodowym hodowcą” (mgr inż. zootechniki) pasjonuje się hodowlą i przetwarzaniem runa królików rasy angora. Wymieniliśmy się: wełna za włóczkę + wiedzę. Co prawda nadal nie wiem, co zrobić z włóczką, ale pewnie ktoś z domowników odkurzy stare metody dziergania na drutach :).

Przetwarzanie wełny przebiega w następujących krokach:

  1. Pranie, płukanie, wirowanie.


  1. Gręplowanie (Wikipedia: głównym celem tego procesu jest równoległe ułożenie włókien i uformowanie ciągłej, równomiernej taśmy włókien, która po kolejnych fazach rozciągania, łączenia i powtórnego rozciągania jest skręcana w niedoprzęd.).





  1. Przędzenie za pomocą wrzeciona lub kołowrotka.

Oto kilka luźnych fragmentów wiedzy otrzymanych od Ewy.

  • Lepiej przerabia się wełnę z tzw. „późnej strzyży” – gdy owce są już na pastwisku. W owczarni, żywiąc się sianem owce mają sporo kawałków siana na sobie.
  • Można strzyc owce po deszczu – wtedy wełna jest już częściowo wyprana. Po kilku miesiącach obserwacji zwierząt nabiera się wprawy i wiadomo, kiedy owce są zbyt brudne, a kiedy ich wełna jest czysta i błyszcząca. Dobrze wybrać odpowiedni moment.
  • Ewa wypróbowała metodę prania wełny „na lenia”. Potrzebny jest większy pojemnik i deszczówka. Można tak wyprać bardziej brudną wełnę, tylko musi być w miarę możliwości wytrzepana ze śmieci. Pojemnik należy zostawić gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzać (zapach) i nie wylewać wody przez kilka tygodni. Długość zależy od tego jaka będzie temperatura otoczenia.
  • Wełna z naszych owiec (wschodniofryzyjskie) nadaje się na rzeczy typu gryzące swetry, skarpety itd. Przy filcowaniu tej wełny może być trochę problemów, bo dominują włosy rdzeniowe (te długie), a puchowych jest znacznie mniej.
  • Jeśli w trakcie strzyżenia owca jest w miarę czysta to brudu można się pozbyć w dwóch praniach. Ewa wykorzystuje płyn do prania wełny z Rossmana. Do prania nadaje się też Ludwik lub zapomniany szampon do włosów. Odżywki do włosów powodują, że wełnę łatwiej rozczesać przed przędzeniem. Później przepłukanie i wirowanie. Wirowanie nie jest konieczne. Można wełnę wysuszyć na słońcu.
  • Przy praniu należy jak najmniej ruszać wełną, aby loki się nie pomieszały i nie podfilcowały. Po wypraniu należy rozluźnić wełnę w palcach. Można pomagać sobie szczotką, kiedy kosmyki są pozlepiane paprochami.



  • Wełna jest przeczesywana na drum carderze (zgrzeblarka bębnowa?) po 2-3 razy.
  • Gręplowanie nie jest konieczne. Można prząść wełnę zarówno potną (brudną, nieprzetwarzaną po ostrzyżeniu owieczki) jak i taką trochę rozluźnioną w palcach czy nawet przeczesaną na grzebieniach dla psów.
  • Ewa używa zgrzeblarki z drewna jesionowego dostępnej ze strony http://classiccarder.co.uk/drum-carders/standard-drum-carders/. Rodzaj drewna nie jest kluczowy. Zgrzeblarki różnią się rozmiarem płatów. Dostępne też są napędy elektryczne. Można również kupić różne bębny. Uniwersalny ma uiglenie równe 72 tpi. 40 tpi służy do przerobu grubych, ciężkich włókien owiec prymitywnych. 120 tpi i gęstsze (podobno nawet 200 tpi) są do bardzo delikatnych włókien jak angora czy kaszmir.
  • Z dodatkowych opcji Ewa wzięła dłuższe igły, czyli płat wełny mogę mieć nieco grubszy. Ma jeszcze szczotkę, którą zakłada się na główny bęben. Dociska włókna i zagęszcza płat. Ta szczotka jest szczególnie ważna przy gręplowaniu angory. Bez tej szczotki wszystko latałoby po całym pokoju, choć i tak trochę lata, ale tak już jest z królikami...
  • Kołowrotki produkuje firma Kromski.



Zapraszam na blog Ewy. Prosiłem ją również, by przekazała swoje rady jeśli w komentarzach pojawią się pytania.

Internet to błogosławieństwo. Bycie niezależnym człowiekiem wymaga sporej wiedzy. W przeszłości nabywało się ją od rodziców, dziadków. Dziś ta linia przekazu jest często przerwana. Rodzice i dziadkowie odcięli się od swoich rodziców i dziadków wskakując na całego w nowy, lepszy, matriksowy świat. Została nam Sieć. Książki dostępne w ciągu paru sekund, artykuły, czy wreszcie bezpośredni kontakt z innymi ludźmi – to wszystko powoduje, że mamy unikalną szansę. Po raz kolejny ukazuje się iluzja niezależności - być niezależnym wymaga czerpania z doświadczeń setek, tysięcy ludzi, czyli tak naprawdę zależność na dużą skalę :). Sądzę, że Internet w obecnym, wolnym kształcie nie potrwa długo – będzie reglamentowany i cenzurowany. Dlatego korzystajmy z tej unikalnej szansy jaką dziś mamy.

Świetne jest to, że wokół bloga rośnie ciekawa baza wiedzy. Często informacje w komentarzach są cenniejsze od głównego tekstu. Zachęcam czytelników do dzielenia się doświadczeniami.

--------- 

Powiązane teksty dotyczące zapomnianych umiejętności: „Gryka – uprawa i zbiór”, „Od gryki do placków”, „Leczenie zwierząt” oraz „Słoneczna suszarnia”.




9 komentarzy:

  1. O, nareszcie o wełnie. To mnie w owcach najbardziej "pociąga". Lubię dotykać owczego runa. Przetwarzam zupełnie nie prane, takie że się tak wyrażę prosto z owcy. Sama jednak nie strzygę, korzystam z fachowej pomocy. Owiec jest za dużo i są zbyt szalone, abym je mogła bez przelanej krwi (niekoniecznie owczej) pozbawić runa. Czasem zostawiam runo w deszczówce, gdy je komuś potem darowuję. Piorę dopiero uprzędzione motki lub ufilcowane wyroby. Strzygę początkiem lipca. Owce są cały czas na dworze więc i runo jest czyste. Nie dorobiłam się jeszcze gręplarki bębnowej, ale da się i bez niej. Nie jest to wszak szlachetne runo a i nitka na pled czy chodni nie musi być taka piękna i równiutka.
    Lubię wrzeciono, ale mi nadgarstki zupełnie odmówiły posłuszeństwa. Pozostają mi kołowrotki. Pozdrawiam serdecznie

    P.S.

    Będziesz sam prządł?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotąd tylko podczytywałam, więc się witam :)
    I bardzo fajnie, że się Ewa odezwała, ja miałam ale jakoś się nigdy nie składało :)
    Jakbyście mieli chęci żeby tę włóczkę i wełnę faktycznie przerobić na jakieś przydasie to zapraszam i do mnie i do klubów na fejshicie "Klub Prządki" i "Grupa Tkacka" :)
    A uzupełniając trochę informacje od Ewy - wełnę przede wszystkim trzeba dobrze posortować, najlepsze do przerobu frakcje są z grzbietu i boków. Poza tym nie trzeba od razu kupować gręplarki (która jest bądź co bądź kosztownym urządzeniem), ale przy dobrym posortowaniu można ładne frakcje obrabiać bez czesania albo rozejrzeć się w okolicy za gręplarnią usługową. Jeszcze trochę ich zostało i zwykle jeśli trafi się taka blisko to potrafi zaoszczędzić mnósto pracy w czesaniu dużych ilości :)
    I jakby coś, to ja się chętnie zapisuję jakby było trochę runa do odsprzedania, niepranego oczywiście, bo wschodnio-fryzyjskiej jeszcze nie miałam :)
    pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszych działaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zaczynam od końca... to znaczy dziergać już umiem całkiem nieźle, ale o przędzeniu, a już zwłaszcza tych wszystkich operacjach oddzielania wełny od reszty owcy - nie mam zielonego pojęcia. W mglistych planach mam jednak jakieś małe stadko własnych owieczek... więc link do tego posta skrupulatnie zapisuję, żeby w odpowiednim momencie zaczerpnąć ze źródła wiedzy :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ostrzygłam, co miałam w tym roku ostrzyc - ręcznie... Nawet dwie alpaki. Na razie miałam tyle wydatków, że maszynka elektryczna siłą rzeczy zeszła na dalszy plan... :)
    Zgrzeblarki bębnowej nie używam, przynajmniej na razie, tylko ręczne czesaki, 72 pt i 42 pt. Zgrzeblarka też jest w planie na przyszły rok, bo i wełny będzie dużo, dużo więcej do obróbki.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. PS Odnośnie internetu mam zdanie podobne jak Ty, prawdopodobnie jeszcze jakies 2-3 lata i wszystko się zmieni, nie tylko w tej materii... więc ja uciekam od matrixa najdalej jak się da...

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. może pomożecie, szukam usługowej gręplarni w małopolskim lub tatrzańskim jestem z okolic Nowego Sącza mam własną wełnę i marzy mi się kołdra. pozdrawiam was jesteście niesamowite w tym co potraficie zrobić z wełną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosze o kontakt jeśli odpowiada gręplarnia w Gorlicach

      Usuń
    2. w Nowym Saczu jest gremplarnia na ulicy Zielonej (obok Szkoly Biznesu)

      Usuń
  7. Od kilku dni siedzę przy komputerze i szukam runa owczego, dlatego trafiłam do Ciebie. Widzę, ze bloga już nie prowadzisz, ale czy można u Ciebie zakupic runo owcze? Szukam i szukam i nic sensownego nie mogę znaleźć. A tak na marginesie, wczytałam się w Twój blog i wielka szkoda, ze już nie piszesz.

    OdpowiedzUsuń