poniedziałek, 8 grudnia 2014

Zaczarowany ogród miejski

Przyszedł mi kiedyś do głowy taki pomysł - jedni mają nadmiar inni potrzebę, i że można to zrównoważyć tak, że każdy będzie zadowolony. Prawie jak w Paragrafie 22 J.

Jest sporo zielonych nieużytków. Jadąc przez miasto i po okolicach widać hektary nieuprawianej ziemi. Są ludzie głodni. Są ludzie, którzy mają czas, energię i chęć nauki własnej uprawy warzyw.
Szukam sposobu, by te nadmiary i niedobory zrównoważyć. Opisuję tutaj moje dotychczasowe przemyślenia i proszę Was o pomoc w opracowaniu koncepcji tego projektu. Zima to dobry czas na myślenie.

Cele

  • Stworzyć na nieużytkach ogród i uprawiać dobre jedzenie.
  • Zebrać przed zimą tyle łatwego w przechowywaniu, pysznego jedzenia, by lokalna grupa Food not Bombs miała wystarczająco warzyw na zupy dla bezdomnych na zimny okres. Może to być inna grupa ludzi, która potrafi skutecznie dotrzeć do osób potrzebujących.
  • Wyhodować tyle jedzenia, by starczyło również dla wszystkich uczestników projektu. Być może tylko trochę dla każdego. Byleby każdy mógł posmakować własnych „owoców” i odmatriksować trochę głowę.

Wstępne założenia / ograniczenia

  • Łatwość powielenia. Dwuminutowy filmik powinien wystarczyć, by zainspirować innych. Niech powstaną takie ogródki w każdym mieście. Sto w każdym J.
  • Jesteśmy gośćmi na ziemi. Trzeba się będzie dostosować do ograniczeń właścicieli. Prawdopodobnie nie będzie więc to miejsce na huczne imprezy i tańce w Noc Kupały – chyba, że właściciel wyraźnie się na to zgodzi. Być może trzeba się będzie dostosować do estetyki właściciela. Być może ktoś będzie chciał, by było „równiutko i czyściutko” a nie z fantazją permakulturową.
  • Minimalny ślad. Ogródki będą na użyczanej ziemi. Nie wiadomo na jak długo. Trzeba to tak zorganizować, by rozmontowanie ogródka było łatwe. Byśmy nie pozostawili po sobie masy śmieci. Właściciele ziemi też mogą się przestraszyć zbyt dużej ingerencji w ich teren.
  • Prostota. Mało narzędzi, mało energii z zewnątrz, mało administracji, mało zawracania głowy uczestnikom, mało reguł, mało konfliktów. Lekko.
  • Natura. Nie używajmy trucizn do ułatwiania uprawy. Stosujmy naturalne nawozy – najlepiej dostępne lokalnie.

Główne składniki tej zupy

  1. Nieużytki. Wydaje mi się, że dość łatwo uda się pozyskać ziemię. Ja na próbę pozyskałem 27 arów wstępnie na 2-3 lata. Być może w wyniku projektu opracujemy szablon umowy, która zapewni komfort zarówno najemcy, jak i uczestnikom projektu.
  2. Ludzie głodni. Wbrew pozorom nie jest oczywiste jak dobrze dotrzeć do takich ludzi. Ja na razie liczę na lokalną grupę Food not Bombs Bielsko-Biała, która wypracowała świetnie działającą formułę. Trzeba też szukać innych sposobów.
  3. Ludzie z nadmiarem energii. Założyłem, że są ludzie, którzy nie mają własnej ziemi i byłaby to dla nich okazja do nauki. Lub tacy, którzy nie mają koncepcji co zrobić z wolnym czasem. Na razie zidentyfikowanie takich osób wydaje się lekkim wyzwaniem. Luźne przemyślenia prowadzą do takich grup: osoby naprawdę bezrobotne, osoby lekko niedomagające psychicznie, uczniowie, osoby zmęczone pracą intelektualną, dla których ubabranie się w ziemi będzie przyjemnością, ci co palą kalorie w klubach fitness, osoby z problemami psychologicznymi (alkoholicy, narkomani, ludzie w depresji). Oczywiście grupę wspierających zwieńczają pasjonaci „niezrzeszeni” w żadnej z w/w grup J - czyli Wy. Więźniów wstępnie odrzuciłem, bo wymagałoby to silnego kontaktu z matriksem i pewnie jest kosmicznie skomplikowane.

Luźne przemyślenia

  • Podzielić teren na poletka i określić opiekuna do każdego poletka. Opiekunowie to osoby, które mogą się zaangażować w projekt na dłużej. Przydadzą się również osoby sporadycznie wspierające projekt – będzie sporo kopania, plewienia, zbierania.
  • Może warto zorganizować kursy uprawy warzyw, w ramach których uczestnicy dostaną wiedzę i praktykę, a dadzą swój czas i energię.
  • Często wokół hipermarketów są spore kawałki wolnej ziemi. Może udałoby się ich przekonać do udostępnienia ziemi. Hipermarkety organizują czasem autobusy, więc taka lokalizacja byłaby wygodna.
  • Osoby, które chciałby się zaangażować, ale nie mają możliwości uczestniczenia w zajęciach praktycznych mogłyby przekazywać donacje w naturze (narzędzia, nasiona) lub w gotówce (niechętnie). Nadmiar narzędzi można by przekazywać nowopowstającym grupom.
  • Warto zaangażować w projekt osoby z samochodami dostawczymi, by można było czasem przywieźć większą porcję obornika, czy inny ciężki towar.
  • Powinniśmy nawiązać kontakt z klubami jeździeckimi i rolnikami, by uzyskać dostęp do nawozu.

Stan projektu

  • Mamy 27 arów w Wapienicy koło Bielska-Białej do dyspozycji. Obok jest moja firma i mamy do dyspozycji minimalną infrastrukturę (magazynek na narzędzia, może prysznic).
  • Ziemia nie była uprawiana przez dłuższy czas. Wysoka trawa i zarośla zostały niedawno skoszone. Przywiozłem sporo worków z liśćmi i rozłożyłem dwa paski włókniny, by przytłumić chwasty. Może uda mi się jeszcze przed zimą przywieźć trochę obornika.

Jak widać wszystko co napisałem ma formę szkicu. I niech tak będzie, niech formuła się wykokosi poprzez dyskusję. Jak zwykle na początek dobrze jest zebrać grupę inicjującą. Ktoś wchodzi w ciemno?


Chciałem projekt rozpoznać bojem. Po prostu zacznijmy działać i zobaczymy co z tego wyjdzie. 

32 komentarze:

  1. 27 arów to obszar gigantyczny, bardzo duże indywidualne gospodarstwo permakulturowe można na takim obszarze założyć, a miejskich ogrodów w formie klasycznej to wiele tuzinów. Na pierwszy rzut oka dla mnie to nie jest miejski ogród w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo gdzie to miasto dookoła? No i najważniejsze, jakie miejskie źródła surowców chcesz wykorzystywać? Miejski ogród opiera się głównie na kompoście z miejskich resztek, obornika raczej w takim niewiele.
    Poczepiawszy się nazwy, gratuluję, to super projekt i jak najbardziej wart poparcia i rozpowszechniania. Ja zacząłbym od skali mikro i rozwijał, rozszerzał. Przyjąłbym jakiś standardowy wymiar poletka/grządki, a w miarę przybywania środków, chętnych itp. multiplikował taki schemat.
    Poszedłbym w kierunku ściółkowanych grządek wyniesionych, odpada pielenie, kopanie.
    Co z wodą, jest jak podlewać na początku?
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarze :). Też myślę, że warto zacząć od jednej, dwóch grządek i rozbudowywać w miarę rozwoju projektu. Woda jest ok. 100m dalej. Mamy zbiornik 100L, który będzie czasem napełniany szlauchem. Może jakieś prowizoryczne ujęcie deszczówki. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. To taki cudowny, pozytywny, miejski wandalizm. Już są w miastach takie akcje i mają swoje doświadczenia. Dobre są swoje pomysły ale też dobre skomunikowanie się z podobnym doświadczeniem innych

    OdpowiedzUsuń
  3. We Francji to działa na potęgę, animowane przez wolontariuszy. Tam są to prawdziwe miejskie ogrody - między blokami, na opuszczonych torowiskach (w Paryżu) i w wielu miejscach. Może warto by się było przyjrzeć? Tam raczej jest to skierowane do biednych mieszkańców blokowisk, bezrobotnych itp. Uprawiają głównie dla siebie, ale też dzielą się między sobą, zaczynają rozmawiać, gotować wspólnie zupę na święto plonów. To tworzy więzi i rozładowuje agresję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby potrzebny był ktoś do nauczenia podstaw ogrodnictwa, to służę. Jeśli moja metoda się spodoba...

      Usuń
    2. Świetnie. Jak wiesz coś więcej na ten temat to napisz proszę. Nauczanie ogrodnictwa przez Internet, czy na żywo? Pozdrawiam

      Usuń
    3. To, co wiem, już napisałam, głównie na moim blogu i w najstarszych postach. Tutaj można obejrzeć małą zajawkę z naszego ogrodu:
      1 http://tvnmeteo.tvn24.pl/wideo/pachnacy-jablkami-ogrod-na-podlasiu-odc399,46,10,546015.html
      2 http://tvnmeteo.tvn24.pl/magazyny/maja-w-ogrodzie,13/odcinki-online,1,7,1,0/powrot-na-podlasie-do-francusko-polskiego-ogrodu-odc-415,700723.html
      Przez komputer raczej trudno mi jest inaczej, bo nie mam tych nowoczesnych gadżetów umożliwiających telekonferencje. Wolę na żywo, ale tu jest pewien problem: odległość. Można podyskutować prywatnie, jeśli będzie zapotrzebowanie.

      Usuń
  4. Widzę sporo "słabych stron" Twojej wizji, ale to tylko dlatego, że całość jest mocna na tyle, na ile jest "mocne" najsłabsze ogniwo... A najsłabszym ogniwem jest tu człowiek.

    Obawiam się, że mentalność naszego społeczeństwa jeszcze nie zmieniła się na tyle, by szanować to, co wspólne. Postkomunistyczne przekonanie, że co wspólne, to niczyje, a więc moje = mogę sobie to przywłaszczyć, wciąż chyba pokutuje... W efekcie może się zdarzyć tak, że grupa prawdziwie zaangażowanych w projekt będzie sadziła i plewiła po to, by po czyimś nocnym "nalocie" oglądać finalnie splądrowane poletko. Czego wszystkim pozytywnie nastawionym do projektu i chcącym się zaangażować absolutnie nie życzę, bo mimo wszystko trzymam kciuki i mocno kibicuję tej inicjatywie! Rozejrzę się też po swojej najbliższej okolicy, czy i u mnie takie działanie miałoby się gdzie zagnieździć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to smutna prawda- wiem cos o tym bo moi rodzice mieli dzialke ok. 40 lat i niestety byla ona nieraz okradziona..przez innego dzialkowicza-wszyscy wiedzieli kto to byl ale jakos nie zlapali go choc kilku swiadkow bylo...ale miejmy nadzieje ze to sie zmieni-mozna wprowadzic jakies dyzury czy patrole:) albo pulapki-straszaki....
      moja rada-jezeli taki teren lezal odlogiem iles tam lat to na poczatek nie trzeba zadnych nawozow bo ziemia jest wypoczeta i jezeli bedziemy stosowac plodozmian to tez nawozimy niewiele.. a jesli chodzi o podlewanie to jezeli podlewamy zgodnie z rytmami ksiezyca/ksiazki spolki Paungger-Poppe/ to mozemy zaoszczedzic duzo wody....

      pozdrawiam i zycze powodzenia!
      mariah.

      Usuń
    2. Hej. Tego aspektu jakoś się w ogóle nie obawiam. Zobaczymy :)

      Usuń
    3. To bardzo dobrze, jeśli tylko należysz do ludzi nie przeżywających porażek zbyt mocno, zdystansowanych. Ja bowiem - co nietrudno zauważyć - należę raczej do sceptyków ;D I dlatego może widzę mnóstwo potencjalnych przykrości, jakich ludzie, którzy zaangażują się w tego typu projekt, mogą doznać.
      Twój plan "na start", dotyczący dzierżawionej ziemi, ma jeszcze względnie większą szansę powodzenia niż to, o czym wspominasz w poście. Ziemia jest już "zdobyta" i znajduje się poza centrum. Nie umiem sobie jednak wyobrazić, by ziemia w samym mieście - cudza lub własna - mogła być w naszym społeczeństwie w ten sposób wykorzystana z równą łatwością. Już widzę te kolejki, które miast żywność z hipermarketu "biorą sobie" ukradkiem to, co przed nim rośnie... Straży takich upraw, dyżurów, też nie widzę (a ktoś coś takiego na łamach komentarzy zaproponował). Jakimś rozwiązaniem byłoby ogrodzenie terenu. Coś, jak obecnie "rodzinne ogródki działkowe", może tylko, miast rodzinnych, "społeczne"? :) Taką propozycję można by przedstawić władzom, spróbować jednak nie obchodzić prawa, tylko zaproponować ciekawe rozwiązanie samorządom. Odpowiednią argumentację już mamy :)

      Usuń
    4. Witaj,
      Wspaniałe założenia, ale mam podobne spostrzeżenia jak niszka. Podobno moja prababcia w okresie powojennym zagospodarowała w ten sposób teren pod blokiem (sadząc marchewkę, pietruszkę i inne warzywa), dokarmiając dodatkowo obiadkami całą gromadę dzieciaków.
      Dziś mój tata ma ogród na wsi i tam gdzie nie miał ogrodzonego każdy przychodził jak po swoje, nocą większe ilości znikały nawet ziemniaków, a w dzień zdarzało mu się widzieć umykającego człowieka z tej samej wsi, z warzywkami.
      Nie mówiąc o moim sadzie wiejsko-miejskim, gdzie znajduje czasem złamane niedawno sadzone drzewka, a obok karton z mc-donalda. Smutne ale prawdziwe... pozdrawiam.Ewa

      Usuń
  5. Piękny pomysł, od dłuższego czasu chodzi mi to po głowie. Wciąż powtarzam o tym Żonie! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mlode wyrasta przy starym

    Juz ustanowiane ogrodki miejskie moga
    roztoczyc opieke nad "bezpanska ziemia" i
    osiedlac tam mlodych i energicznych. Zwykle
    dobre i wielkie rozwiazania zaczynaja sie od
    malych krokow. Wysiewanie idei popartych
    czynem jest godne pochwaly.
    Stosunki wlasnosciowe dotyczacych "terenow
    nieczyich" wbrew pozorom sa trudne do rozwiazania.
    Nowatorstwo nie musi ogladac sie na litere prawa.
    Bezprawie nie jest jednoznaczne z istniejacym zakazem.
    Przykladowo, miejski gang, na wiosne zakupil stadko
    prosiakow. Wraz z nimi rozgoscil sie na zieleniejacej
    trawie. W czasie takich biesiad i oczekiwaniu na
    domniemanych wlascicieli dzialek swinki juz orza
    na swoja mode. Jezeli wladza przemoze to wieprze do
    garnka a ferajna na nowa schede.
    Czasami wprowadzanie nowych rozwiazan wymaga nietypowych
    zachowan by zwrocic uwage puliczna na sedno sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Bez Twoich komentarzy świat byłby smutny :) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Mam gotowy projekt "miejskiej farmy", który poprzez rozmowy z administracją próbuję wprowadzić w życie do Trójmiejskich miast. Te rozmowy- to proces dlugofalowy- już będzie drugi rok, ale nie zrażam się wiem,że taka działalność na miejskim terenie może budzić wiele wątpliwości.
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś-takie też miałam przemyślenia- dodałabym jeszcze ludzi wypalonych zawodowo- z depresją- takich w miejskim życiu jest wielu, tych co na chwilę stracili cel w życiu. Taka miejska farma, poprzez pracę fizyczną dobrze robi na "zbolałą głowę" a zebrane plony- budują wiarę w siebie i potrafią szczerze uradować człowieka.
    Ale, oczywiście nie to chciałam napisać, mogę podesłać Ci moją wizualizację i pomysł na miejską farmę w mieście.
    pozdrawiam i trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, no chętnie, jeśli możesz to podeślij. imie.nazwisko@gmail.com . Pozdrawiam

      Usuń
  8. gdyby tak docisnąć tą czarną włókninę mocniej do gruntu, lepiej by trawa przegniła, ale pewnie myślisz o śniegu, może już śnieg tam leży?
    obawiam się,że jesienne wiatry mogą podnosić włókninę i pomysł nie zadziała
    u mnie na plandekę, położyliśmy kostki słomy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dowiozłem kilkadziesiąt worków z liśćmi, więc teraz jest równiutko dociśnięta. Dzięki :)

      Usuń
  9. Pojawiają się od Was propozycje zaangażowania samorządu do projektu. Oczywiście nic mi do tego, jeśli ktoś zrobi taki projekt z samorządem. Dla mnie jednak byłaby to totalna porażka. To tak, jakby powiedzieć "Droga Partio, my już jesteśmy kompletnymi zombie. Bez Ciebie nawet grządki nie potrafimy skopać, a co dopiero się zorganizować. Pomóż nam. Sfinansuj tę pomoc albo z już obrabowanych pieniędzy, albo nałóż nowy podatek, by Ci, co nie interesują się ogrodnictwem też płacili.". Wybaczcie, ale dla mnie wszystkie agendy rządu / Partii to organizacje militarne, które pod kolorowym marketingiem kryją zorganizowaną przemoc w postaci ustaw, podatków, dziesiątek policji. Dlaczego mamy angażować wojsko do zrobienia ogrodu?

    OdpowiedzUsuń
  10. Możesz skontaktować się z Sebastianem z warszawskiego Mieszadła (siostrzana organizacja Cohabitatu), który podobna misję z powodzeniem realizuje na terenie Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nowe Ziemie Odzyskane

    Rzad powinien miec swoja role w zasiedlaniu
    "dzikich pol" lub bedacych w bezprawnym
    posiadaniu roznych kapitalow kolonialnych
    czy tez ich kompradorow. Przekazywanie tych
    nieruchomosci zubozalej ludnosci w Polsce
    lub polskim garkomyjom z Londynu stworzyloby
    wiele wartosciowych miejsc pracy i zamieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rosji, na Ukrainie i na Białorusi, kto chce może otrzymać od rządu 1 do 3 ha ziemi całkowicie za darmo pod dwoma warunkami: będzie ją uprawiał ekologicznie i nie sprzeda jej, a najwyżej przekaże spadkobiercom. Jest duże zainteresowanie, przez ostatnie lata powstało sporo takich gospodarstw i wręcz wiosek całych. Niektórzy mieszkają na stałe, inni uprawiają z doskoku, ale coś się dzieje. I mają prawo sprzedawać przetwory!

      Usuń
    2. no prosze-wizja Anastazji zaczyna sie spelniac.......:))

      Usuń
  12. Fajnie :) Więc wymaga dłuższego komentarza. Myślałem o tym również, choć ogrodnik ze mnie tylko teoretyczny. Mam działkę na wsi, pod lasem, ale na razie bez możliwości choćby jej ogrodzenia, nie mówiąc o zamieszkaniu :( Ale do rzeczy. Mieszkam w mieście 60 tys., niezbyt zurbanizowanym :) gdzie sporo ziemi odłogiem leży. Jest też sporo ogródków działkowych. Jak już ktoś wcześniej napisał największym zagrożeniem takich upraw jest człowiek. Na ogródkach ginie wszystko co metalowe. Sąsiadowi na wiosce zwinęli nocą... siatkę ogrodzeniową! O nocnych "nalotach" okolicznych żuli na ogródki działkowe i dewastowaniu grządek szkoda pisać. Dlatego, choć trzymam kciuki, też jestem sceptykiem. Najbardziej do mnie przemawia coś na kształt komuny :) która jednoczyła by ludzi chcących żyć w miarę ekologicznie (w mieście to trudne), łącząca ze sobą warsztaty, wystawy, kursy, jakąś bazę wiedzy i samopomoc. Miejsce powinno być ogrodzone i strzeżone, gdyż inaczej ukradną (lub zniszczą) i włókninę, i worki z liśćmi :). Póki nie zacząłem i tylko teoretyzuję, trudno mi uwierzyć, że taka grupa ludzi mogłaby dobrowolnie, z powodzeniem, bezkonfliktowo funkcjonować. Kto powstrzyma rodzinę chcącą zebrać np. wszystkie ogórki? Zjeść wszystkie truskawki? Przydałby się jakiś spis zasad, regulamin, który byłby - po pierwsze - przez wszystkich w najdrobniejszym szczególe zaakceptowany a po drugie: przewidywałby jakieś konsekwencje za złamanie regulaminu. Sorry, wolność jest przeciwnikiem własności i na odwrót.
    Ale żeby nie marudzić tylko: mam obok swojej firmy coś na kształt klepiska, które kiedyś, "za Niemca" pewnie, było ogródkiem. Dziś to goła ziemia zacieniona w większości przez rozrośnięte drzewa. Ale spróbuję coś tam zasadzić na jakiś 30-50 metrach kwadratowych :) Martwi mnie tylko brak ogrodzenia pod prądem i przystanek autobusowy :) Trzyma kciuki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. #Roberto

    Zdrowie zawdzieczamy zlodziejom

    Sa roznego rodzaju ogrodki np moga to byc takie
    do ktorych zagladaja zlodzieje
    i te inne od ktorych stronia. Tak sie sklada, ze zlodziej
    szkodnik to jak "zly" owad, chociaz ten ostatni wiecej
    pomaga niz psuje. Zaskakujaco nawet zlodziej
    w ogrodku przynosi pozytki lecz z powodu ignoracji
    ich wlascicieli spotyka sie z czarna niewdziecznoscia.
    Bez wiekszego bledu mozna powiedziec, ze wszyskie
    uszlachetnione warzywa i owoce sa slodsze i slabsze, mocniejsze
    posiadaja system samoobronny. Slodkie sluza przed wszyskim
    za pokarm szkodnikom a dzialkowiczom za cos czym mozna dogodzic
    brzuchowi. Rosliny gorzkie sa dobre dla zdrowia czlowieka
    i malo pociagajace dla szkodnika lub zlodzieja. Tak wiec
    nasuwajacy sie wniosek: gorzki ogrodek wydluza zycie i
    zniecheca zlodziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. #Nimor

      Taki jest plan :) Zrobić ogródek złodziejoodporny i być jak najbardziej daleki od ignorancji :) Czy inaczej bym tu zaglądał? Pozdrawiam i dziękuję.

      Usuń
  14. Za moim osiedlem a przed hałdami (Górny Śląsk) jest spory teren nieużytków, porośnięty nawłocią i pokrzywą. W sobie tylko znanych miejscach zaczęłam siać i sadzić nadmiary, które mi się nie mieściły na balkonie. Zrobiłam również dziki kompostownik. Ochroną przed ludźmi były te pokrzywy (przed dzikami łasymi na ziemniaki już nie).
    Nie mam spektakularnych sukcesów (na razie!), ale zaczęłam coś robić. I nawet jeśli nie wykorzystam plonów sama lub z pożytkiem dla kogoś, to zostanie w ekosystemie jakiś zapas w razie awarii systemu.
    Potem się dowiedziałam, że to co robię, nazywa się Miejska Partyzantka Ogrodnicza (Guerilla Gardening).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokrzywa to cenna roslinka, prawdziwy DAR BOGOW.
      Cyganie od zawsze JA jedza mowiac, ze "rozswietla krew, cialo i dusze" < 3

      Usuń
  15. Pilne....Dzieci z DONBASU czekaja na nasza pomoc, na pomoc BRACI, pomoc LUDZI DOBRYCH I UCZCIWYCH.

    POMOZMY BRACIOM SLOWIANOM <3
    Oni tam czekaja na kazdy szczodry gest, kilogram kaszy, koc czy co kto moze...10 zlotych to duzo...5 zlotych to moze nakarmic RODZINE...
    szczegoly tutaj:
    https://marucha.wordpress.com/2015/02/09/prosto-z-donbasu-polska-pomoc-humanitarna-trwa/#more-48632

    Prosto z Donbasu: Polska pomoc humanitarna trwa!

    Podajcie Bracia Slowianie ta wiadomosc gdzie tylko mozecie, listem, telrfonem, wirtualna poczta, do znajomych i nieznajomych, do redakcji, szkol, parafii, solectw itd;

    POMOZMY SLOWIANOM W DONBASIE <3
    http://novorossia.today/dzieci-w-schronach/


    Polska pomaga: Trudowskaja

    https://www.youtube.com/watch?v=j_BilP36_9k

    DO RODAKOW
    Bracia Slowianie, Polacy,Wszyscy Ludzie Uczciwi , Prawi i Sprawiedliwi !!!
    Przekazcie wiadomosc gdzie tylko mozecie ...i podarujcie co mozecie.

    https://marucha.wordpress.com/2015/02/08/polska-pomaga-donbasowi/#comment-451406

    OdpowiedzUsuń
  16. Rosjanie to też bracia słowianie

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze podziwiam za pomysł. Z całego serca życzę, by pierwszy projekt przetarł szlaki następnym w innych miastach.
    Osobiście jestem pesymistką, że wszystko się uda - ze względu na biurokrację i niszczące podejście państwa.
    Tym bardziej życzę powodzenia. To w ludziach jest siła, a wszystko co jedni mogą zrobić dla drugich jest ze wszech miar godne wsparcia.

    OdpowiedzUsuń