poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ser = zabijanie zwierząt

Jestem już stary koń i powinienem był to wiedzieć. Dotarło jednak dopiero w praktyce. Dotychczas uważałem, że weganizm z przyczyn ideologicznych to już przesada. Przecież zachowując rozsądek możemy zwierzętom podbierać trochę ich wyrobów, a i dla nas wystarczy i one też znacząco nie ucierpią.

Dopiero teraz zrozumiałem, że jedzenie sera i jajek oznacza zabijanie zwierząt.

Żeby co roku było mleko to muszą co roku być młode owce. Gdyby chować wszystkie zwierzęta, to ze stada dziesięciu owiec w pierwszym roku, po kilku latach stado liczyłoby sto zwierząt. Z każdym kolejnym rokiem wzrost jest coraz większy. Trudno utrzymać tak duże stado. Oczywiście można zwierzęta sprzedać, ale to jest równoznaczne z zabiciem. Tryczki stają się obciążeniem, trzeba je karmić, a mleka nie dają.

Podobnie w przypadku kur. Po kliku latach zmniejsza się ilość znoszonych jajek i by nie odczuć różnicy wypadałoby zwiększać ilość kur zostawiając mało produktywne emerytki i karmiąc je aż do naturalnej śmierci. I w tym przypadku rasa męska jest problemem. Przyrasta ilość kogutów, które trzeba karmić, a nie przyczyniają się do wytwarzania jaj. 

Warto więc pamiętać i doceniać zjadając ser czy jajko, że oznacza ono poświecenie zwierzęcia. Mnie osobiście irytuje podejście propagowane w modnych programach kulinarnych, w których gotowanie sprowadzone jest do zmierzania w kierunku jakiegoś wzorca namaszczonego przez mistrza kuchni. Mięso tak wypieczone jest dobre, ale już inaczej wypieczone należy wypluć. Myślę, że gdy ktoś własnoręcznie zabije tak duże i bliskie człowiekowi zwierze jak owca, nabierze innego podejścia do mięsa. Przestanie to być produkt spożywczy, który należy w finezyjny sposób przybliżyć do akceptowalnego wzorca kulinarnego. Mięso stanie się święte.

53 komentarze:

  1. Dodałabym do tego, że mięso nie jest naturalnym pokarmem człowieka, chociażby ze względu na budowę układu pokarmowego. A opinie że mięso daje siłę, można między bajki włozyć - wiem po sobie, że mam dużo więcej siły i energii nie jedząc mięsa. Zdarzyło mi się pracować fizycznie dość ciężko i warzywa, kasze wystarczyły.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jest tak, że ludzie z północy musieli jeść mięso, a Ci z klimatu umiarkowanego nie. Ja nie widzę wzrostu energii gdy jem mięso. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Zgadza się, szczególnie dla Eskimosów mięso nie jest naturalnym pokarmem.

      Usuń
    3. Bylabym zainteresowana parka takich owieczek tej rasy :-)
      Gdzie ma Pan stadko swych pociech?
      Bedzie Pan na wiosne sprzedawal mlode jagnieta?
      Mysle o parce jagniat do dalszej hodowli i uszlachetniania mego stadka wrzosowek i czarnoglowek :-)
      W razie planowanej sprzedazy prosze o kontakt na email rajdy.konne@tlen.pl

      Usuń
    4. Jestem ciekawa jak Pan radzi sobie z przepisami Matrixa praktycznie zabraniajacego uboju zwierzat na gospodarstwie? Zabija Pan sam, wozi kilometrami do rzezni, czy najmuje rzeznika?
      Gdyby nie Unia i jej faszystowskie przepisy zycie na wsi byloby znacznie latwiejsze i prostsze.

      Usuń
    5. Anonimowy, wyczuwam sarkazm w Twej wypowiedzi :-)
      Z cala pewnoscia mieso jest podstawa wyzywienia Eskimosow. Nie widze w tym nic zdroznego.
      Ludy polnocne sa od tysiacleci przystosowane do spozywania miesa. Jest to calkowicie naturalne pozywienie dla ludzi. Ja bez miesa czuje sie niedozywiona i zaden groch czy fasola nie jest mi w stanie zapewnic poczucia sytosci i zrekompensowac braku miesa. Bez miesa moja sprawnosc spada. Zarowno fizyczna jak i intelektualna.
      Nie widze nic zdroznego w chowaniu zwierzat dla miesa. Nie podoba mi sie dawanie monopolu na ubijanie zwierzat wielkim rzeznia. Rolnik, ktory wyhodowal zwierze powinien miec zachowane prawo do jego uboju na swoim gospodarstwie. Od setek tysiecy lat chlopi sami ubijali wyhodowane przez siebie zwierzeta na swoich gospodarstwach. Wspolczesny Matrix pod obludnymi haslami rzekomo bardziej humanitarnego i higienicznego uboju w ubojniach - okradl rolnikow z prawa do uboju wychowanych przez nich zwierzat.

      Usuń
    6. Proszę rozwinąć zagadnienie: "mięso nie jest naturalnym pokarmem człowieka, chociażby ze względu na budowę układu pokarmowego". Proszę o jakieś fakty z dziedziny biologii czy medycyny, które potwierdzą tę tezę. Mięso jest trawione doskonale i białko jest przetwarzane na energię wolniej niż węglowodany, przez co daje dłuższe uczucie sytości. Więc czym się charakteryzuje układ pokarmowy, że mięso po przetworzeniu nie może być naturalnym pokarmem?

      Usuń
    7. Indianka ? ze co ? nie wolno zabic zwierzecia, ktore trzymasz u siebie na wlasne potrzeby ? Czy tylko nie wolno, kiedy chesz sprzedawac mieso dalej ?

      Usuń
    8. Jestem od wielu lat wegetarianka, zblizam sie do weganizmu. Twoja wypowiedz
      " Mnie osobiście irytuje podejście propagowane w modnych programach kulinarnych, w których gotowanie sprowadzone jest do zmierzania w kierunku jakiegoś wzorca namaszczonego przez mistrza kuchni. Mięso tak wypieczone jest dobre, ale już inaczej wypieczone należy wypluć. Myślę, że gdy ktoś własnoręcznie zabije tak duże i bliskie człowiekowi zwierze jak owca, nabierze innego podejścia do mięsa. Przestanie to być produkt spożywczy, który należy w finezyjny sposób przybliżyć do akceptowalnego wzorca kulinarnego. Mięso stanie się święte." jest strzalem w dziesiatke. Bede ja glosic wszedzie gdzie sie da, podajac oczywiscie zrodlo. Dziekuje. Poza tym blog znakomity - postaram sie wykorzystac Twoje doswiadczenia.

      Usuń
    9. Racja,świadomość daje siłę umysłu

      Usuń
    10. Racja,świadomość daje siłę umysłu

      Usuń
    11. A to nie jest tak, że mamy długi układ pokarmowy, poruszamy szczęką na boki jak roślinożercy, pijemy wodę jak roślinożercy, mamy kciuki, które służyły nam do zrywania owoców i orzechów. Nie mamy pazurów, szponów, dziobów, mamy co prawda kły, ale służyły one raczej do walki i obrony, kiedy jeszcze siedzieliśmy na drzewach. Kiedy z nich zeszliśmy, prawdopodobnie ze względu na wielkie zmarzliny, musieliśmy poszukiwać jedzenia na ziemi, w śniegu, pożywiając się padliną, która pozwoliła nam przetrwać. Mięsa jeść nie musimy, ale możemy, nie jest to nasz naturalny pokarm. Nie podbieram swojemu psu kości z miski a kotu surowej wątróbki. Za to chętnie schrupię jabłko, albo brzoskwinie. Pozdrawiam, świetny blog.

      Usuń
  2. Rzeczywiście dopiero zaczynając hodować zwierzęta uświadamiamy sobie prawdy oczywiste. Co do świętości i szacunku mięsa zgadzam się absolutnie. Rozwinięciem tematu jest jest obornik i uprawa roślin. Przyroda zatacza koła w obiegu i przemianie materii, my jesteśmy tylko punktem na tym okręgu, jednym z milionów organizmów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchwyciła Pani istotę czym jest rolnictwo ,to obieg materii i czym intęsywniejszy tym marchewki dla jaroszy więcej pozdrawiam

      Usuń
    2. Do uprawy roślin nie jest konieczny obornik, mogą go zastąpić mikroorganizmy Em-y.

      Usuń
    3. Emy to tylko wspomagacze nic ponad to - marketing. Np herbatka kompostowa czy roztwór emów _to nie jest nawóz_. To zawiesina wodna miliardów organizmów, dzięki którym ziemia żyje i z której łatwiej roślinom pobierać składniki odżywcze. W przypdku jednak ubogich gleb te składniki skądś muszą być. Obornik jest tutaj całkiem dobry. Zwłaszcza taki zawierający dużo suchej masy (słomy itp) - poprawia strukturę gleby, chłonność itp.

      Usuń
    4. jezeli sie stosuje plodozmian, uprawia ziemie zgodnie z rytmami natury, uzywa popiolu jako nawozu-terra preta to gleba tak szybko nie zubozeje...

      Usuń
  3. Protowegetarianie
    W Indii wegeterianizm jest powszechny. Tam krowy umieraja smiercia naturalna od dawien dawna. Ale przed przybyciem Brytyjczykow wdowy byly palone wraz z mezem (sati). W nowoczesnych cywilizacjach zabijanie wroga prywatnego jest przestepstwem ale prowadzenie wojny agresywnej i zabijanie "wrogow" no coz wojna jest wojna chyba, ze sie ja przegra. Przeto nalezy znalezc punkt odniesienia czy kazde zycie powinno byc chronione. W Indii rzekomo zyja ludzie, ktorzy pozywiaja sie energia pierwotna tj promieniami slonecznymi, protowegeterianie. Ja probowalem, nadwyrezylem sobie wzrok i jako niebezpieczny proceder dalem temu spokoj. W wielu religiach swiata bogowie domagaja sie krwawych ofiar. Eskimosi w drodze ewolucji nie nabyli zdolnosci by drzemac pod sniegiem by moc zyc moralnie karmiac sie mchem przez pozostale trzy miesiace. Dosyc, ja nie jestem w stanie zajac stanowiska czy jedzenie marchewki jest bogom mile a watroby obrzydliwe. Na codzien zyje wg diety dr Kwasniewskiego i wspomagam sie roslinami z dzikiego/lesnego ogrodu! To jest obecna herezja. Politycznie poprawna religia to zdrowe trawki, im wiecej tym lepiej. W tym samym czasie tam gdzie ludziom zyje sie lepiej i dluzej tam wiecej miesa sie spozywa. Luksemburg, kraj bankierow, jest w czolowce europejskiej. Hokng Kong, cieply klimat zjada cztery razy wiecej wieprzowiny niz Rosjanie o srogich zimach. Kiedys Rosjanie mieli studentow przodujacych w naukach scislych, dzisiaj Hong Kong! A w pierwszym swiecie jakim jest Szwajcaria ludzie legalnie jedza psy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam poczytać o długowiecznych na Okinawie

      Usuń
    2. Witam,
      niech zgadnę; swoją dietę opierają na weglowodanach (ryż, warzywa) i "chudych" białkach (ryby niskotłuszczowe) oraz znikomych ilościach tłuszczów. Jest to przeciwieństwo Diety dra Kwaśniewskiego, ale potwierdza tylko to co on napisał w swoich książkach. O ile mnie pamięć nie myli, to właśnie dr Kwasniewski podał dietę z Okinawy jako jedną z niewielu gdzie "nie miesza się paliw". Oni postawili na węglowodany, Kwaśniewski na tłuszcze. Nie można żreć wszystkiego i być zdrowym. Mało tłuszczu i dużo (stosunkowo dużo) węglowodanów, albo mało węglowodanów (50-70 gram/dobę), a dużo (stosunkowo dużo) tłuszczów. Oczywiście, najważniejsze jest białko, jako podstawa życia, i to w stosunku do niego powinniśmy spożywać inne składniki. Człowiek dorosły potrzebuje ok. 50-60 gram białka na dobę (o ile jest to białko zwierzęce najlepszej jakości, czyli to z jaj i podrobów). Jeśli miałoby to być białko roślinne (zdecydowanie słabiej przyswajalne), to trzebaby go zjadać 2-3 razy więcej, aby zaspokoić potrzeby budulcowe/regeneracyjne organizmu (nie wspomne tutaj o niedoborze/braku niektórych aminokwasów, nadmiarze kału i o spektakularnych gazach po roślinach strączkowych). Wymądrzam się trochę, bo już prawie byłem wegetarianinem... Odpokutowałem to podczas przegrzania organizmu podczas kilkudniowej podróży po Włoszech - tylko ja, z kilku znajomych, zachorowałem. Nie podróżowałem z "Optymalnymi" od Kwaśniewskiego, ale z przeciętnymi zjadaczami chleba (dosłownie i w przenośni). Jedli wszystko, byli starsi i ciężsi ode mnie, a lepiej znieśli śródziemnomorskie upały. Przypadek? Teraz wiem, że nie. Nie da się na dłuższą metę jeść tylko warzywa i (o zgrozo!) owoce.
      Potraktowałem temat trochę "po łebkach". Nie agituję do przejścia "na jedynie słuszną drogę", a zachęcam do poczytania, poznania i porównania.

      Pozdrawiam serdecznie Gospodarza i wszystkich czytelników,
      Radek (stały czytelnik, który idzie podobną drogą).

      P.S. Do Igora;
      wielką szkodą dla społeczeństwa będzie, jeśli tak łebski Facet jak ty przestanie jeść jaja, sery i mięso, a zacznie wtryniać "szczaw" tonami.

      Usuń
    3. Wiekszych idiotyzmow juz dawno nie czytalem... Bosze.... prosze, poczytac troche najnowszych publikacji na temat miesa w diecie, nawet panstwowe stowarzyszenia do walki z rakiem ( w tej "parszywej Ameryce" rzadzacej przez koncerny farmaceutyczne) zaleca sie diete wegetarianska i wyeliminowanie miesa....

      Usuń
  4. A co z pszczołami bo coś o nich cicho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie przeżyły zimy :(. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Bardziej mnie śmieszą niż irytują te sztywne reguły, co z czym i do czego, te befsztyki blue i medium, te wymyślne piramidki, duperele, sosy rozmazane na talerzu, maleńkie porcje - to dla snobów i nowobogackich, Ma być apetycznie, smacznie, zdrowo i ekonomicznie. Ludzie! Nie spinajcie się, luz, blues i bąbelki.

    OdpowiedzUsuń
  6. "W Indii wegeterianizm jest powszechny" -- nie jest. Dane za rok 2006 mowia, ze 31% Hindusów jest lakto-wegetarianami, a dodatkowe 9% je jeszcze jajka.

    "mięso nie jest naturalnym pokarmem człowieka, chociażby ze względu na budowę układu pokarmowego" -- nie jest to prawda. Uklad pokarmowy czlowieka, jego funkcjonowanie, zęby - są budową bardziej zblizone do innych mięsozercow/wszystkozercow niz do roślinozercow.

    Poza tym dane paleontologiczne wskazuja na to, ze czlowiek wszedzie, gdzie przebywal, zywil sie tym, co mial pod ręką - z preferencja mięsa, jesli bylo latwiej dostepne niz pokarmy roslinne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przyłącze się do "dyskusji" która polega na tym że dwa fronty usiłują przeforsować swój pogląd osobisty na odżywianie, jakośtam go uzasadniając nauką. Jest nudna, jest wszechobecna wszędzie tam gdzie ktokolwiek napisze o jedzeniu mięsa cokolwiek, a przede wszystkim jest bezcelowa.

    Podpiszę się za to pod stwierdzeniem że ludzie nie szanują mięsa.
    Że w ogóle nie szanują jedzenia.

    Jest ono wyrzucane na potęgę. Chleb zaczął się starzeć - wyrzucić, obiadu zrobiliśmy za dużo - wyrzucić, kupiliśmy kiełbaski na grilla, goście nie wszystko zjedli - to wyrzucić co zostało. Bo przecież i tak nikt już tego nie zje.

    Tylko potem natykam się po sieci na zaplute chórki komentujące jak to w tym kraju jest ciężko, jak strasznie trudno jest w ogóle wyżyć, i przede wszystkim jacy to wszyscy są BIEDNI. Wobec ludzi którzy ośmielają się wrzeszczeć jak tutaj jest źle, gdy śmietniki w mojej, bardzo przecietnie sytuowanej dzielnicy są pełne jedzenia - moje mysli obierają bardzo wredny kierunek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mięso to w pewnym sensie produkt uboczny hodowli zwierząt. Nie podoba mi się zabijanie, ale chcąc nie chcąc sama zabijam. To dla mnie ciężkie i nie lubię tego robić, ale to przykra konieczność.
    Zabijanie zwierząt i tak łatwiej zrozumieć na wsi w gospodarstwie w którym wszystko jest jakoś ze sobą powiązane, a człowiek pracuje i żyje ze zwierzętami. Do tej pory w gospodarstwach, które znam jest tak, że krowa daje mleko, a serwatka z sera i "zlewki" idą dla świń. Nadmiar sera i ten lekko przystarzały dostaje się dla kurczaków/kur/indyków. Chaszcze i to czego nie zje krowa zjadają owce. Im więcej jest w tym grup zwierząt tym lepiej to działa i mniej się marnuje. Często bywam w miejscu gdzie praktycznie jedyne rzeczy spożywcze jakie się kupuje to cukier, kawa/herbata, słodycze, przyprawy i alkohol. Wszystko inne jest z upraw lub od zwierząt.
    Dawniej bywało, że zwierzęta żyły w jednym pomieszczeniu z gospodarzami, a kiedy było trzeba po prostu żywiło ludzi oddając swoje życie. Jednak też stosunek do zwierzęcia jest inny kiedysię go zna i nie chce się jego cierpienia. W naszej kulturze, która wyrosła na chrześcijaństwie jakoś tak dziwnie tłumaczymy się, tym, że wszystko co jest jest na nasz użytek, ale zapominamy o tym aby odnosić się z szacunkiem. Niezależnie od tego czy to domowy pies/kot kanapowiec czy kogut, który jest nadliczbowi w stadzie musimy się postarać aby było mu dobrze i nie cierpiał kiedy przyjdzie na niego czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja tak uważam, ale skąd Ty to wiesz? jesteś dwa razy młodsza ode mnie chyba, cieszę się więc, że wiesz mimo, żeś tak młodsza
      pozdrawiam z Bielanki
      Maria

      Usuń
  9. też mam podobne dylematy (nie jemy mięsa, a mamy 3 kozy)

    okazało się jednak, że w naszym niewielkim stadku, dwie nigdy nie kryte, więc zupełnie niekotne obecnie kózki zaczęły dawać mleko. jedna z nich, widząc wykot kozy alfa, dostała prawdopodobnie czegoś na kształt ciąży urojonej i tak pojawiło się mleko, drugą zaczęłam rozdajać od zera. wiem, że tak można, bo znam osobę, która w ten sposób rozdoiła młodą kozę i ma normalną ilość mleka bez konieczności corocznego krycia. koza ma już kilka lat i nigdy nie była matką.

    zastanawiałam się jednak nad jedną sprawą. podejrzewam, że dawniej kobiety na wsi były w stanie zaplanować płeć zwierzęcia, jakby przewidzieć najlepszy moment pokrycia samicy. ciekawa jestem, czy ktoś ma jeszcze taką wiedzę???

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To o czym piszesz to mleko czarownic. Sama mam do tego mieszane uczucia. Wiem, że ludzie doją i trzymają takie kozy, ale raczej nie chciałabym takiego mleka. To wszystko dzieje się za sprawą zaburzeń hormonalnych. Ne mam pewności, czy w tym mleku nie będzie czegoś co zaburzy mój metabolizm.
      Jedyny znany mi sposób na planowanie płci jest związany z fazami księżyca. Można to tylko tłumaczyć rożnym ciężarem plemników i różnym przyciąganiem Księżyca. Skuteczność ok 75%. Problemem jest długość rui samicy i optymalny moment zapłodnienia.

      Usuń
    2. pierwszy raz spotykam się z takim określeniem :) mleko czarownic :) ale czarownic czy wiedźm? bo jest różnica ;)
      nie do końca wiem, czy traktować to tak całkiem poważnie.
      nasze kózki jakby samoistnie -przynajmniej jedna z nich- zaczęły dawać mleko, druga bardzo chętnie się do tego nadstawia. dla mnie kocenie kóz, a potem sprzedawanie na mięso młodych jest dylematem nierozwiązywalnym, niestety w tym roku ten dylemat się pojawił wraz z dwoma koziołkami najstarszej kozy. i kiedy tak rozważam to, to jednak wolę mleko bez okupywania go śmiercią koźlaków, jakkolwiek by ją tłumaczyć.
      ale nie jest to łatwy wybór, od razu mówię. i nie dziwię się, że ludzie wolą inaczej, albo w ogóle odchodzą od prod. mlecznych.

      myślę też, że gdyby spojrzeć głębiej, to i mleko od "wrednej" kozy może być szkodliwsze, czy choćby od takiej z "masowej produkcji". dla kogoś w ogóle jakikolwiek nabiał może zaburzać metabolizm.
      ale fajnie że zwróciłaś na to uwagę, będę musiała to sobie sprawdzić.
      na dzień dzisiejszy wiem, że produkty mleczne są mi potrzebne, w takiej formie w jakiej je dostarczam służą mi najbardziej. ale kto wie, co będzie dalej? :)
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Jak potraktuje to co pisze to Twoja sprawa... U nas w PL informacje na temat mleka czarownic można znaleźć tylko w kontekście zaburzeń metabolicznych u ludzkich noworodków. Nie pamietam dobrze ale był chyba jeden artykuł po naszemu o kozach, szukalam informacji do prezentacji na przedmiot o chorobach metabolicznych zwierzat. Jeśli chcesz znaleźć coś wiecej o kozach musisz szukać po angielsku.
      Nie powinno się jeść niczego z chorych zwierząt szczególnie chorych na nowotwory i zazburzenia układu hormonalnego.

      Usuń
    4. Rosa canina, dzięki za te informacje, troszkę poszukałam i rzeczywiście nie ma po polsku zbyt wiele do poczytania na ten temat. jeszcze sprawdzę to swoimi metodami, na ile takie mleko byłoby dla nas korzystne. ale prawdopodobnie utarłaś mi nieświadomie nosa, bo troszkę chcieliśmy przechytrzyć naturę :)

      przepraszam autora bloga za tą prawie prywatną dyskusję :) ale może komuś też się przyda :)

      Usuń
  10. hm a mnie się zdaje że po urodzeniu cielaka krowa ma dotąd mleko dokąd się ją doi , chodzi o to że nie można przestać jej doić...ale się nie znam więc pewna nie jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest. Gospodyni, u której kupuję mleko ma dwie krowy. Jedną z nich chciała sprzedać , bo leciwa i nie zapładniała jej. Sprzedać nie sprzedała i wciąż ją doi już trzeci rok. Mleka krowa daje tyle co zawsze.
      Pozdrawiam
      Joanna

      Usuń
  11. Zarówno koza jak i krowa daje mleko po urodzeniu potomka, nie wolno rozdajać młodej kózki gdyż fundujemy jej zaburzenia hormonalne. Taka koza będzie mieć w przyszłości problemy ze zdrowiem, zaburzone ruje, niemożność zajścia w ciążę, problemy okołoporodowe, częstsze zapalenia wymienia. Pomijając już znikomą ilość mleka. Koza pokryta może dawać mleko 2-3 lata ale będzie go coraz mniej. Krowa daje mleko przez rok, potem należy ją zasuszyć i ponownie zacielić. Jeśli ktoś ma skrupuły etyczne może kryć kozę co drugi rok, będzie mniej mleka ale i koźląt do ubicia. Natomiast w żadnym przypadku nie należy sztucznie pobudzać laktacji u kóz niekrytych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koza zaleznie od rasy daje mleko naturalnie przez okolo pol roku od wykozlenia sie. Po tym okresie koze nalezy zasuszyc czyli stopniowo zaprzestac dojenia. Pokryc kozlem.
      Kozy w zaawansowanej ciazy nie powinno sie doic, gdyz to nadmiernie wyciencza i exploatuje jej organizm. Podobnie z owcami. Podobnie z krowami, z tym ze laktacja u krow mlecznych trwa dluzej niz u koz czy owiec. Naturalna mlecznosc koz, owiec, krow rozpoczyna sie wraz z porodem i trwa przez okres odchowania mlodych. Potem nastepuje okres odpoczynku od laktacji czyli zasuszenia. Po kolejnym porodzie laktacja sie automatycznie i naturalnie wznawia.

      Usuń
  12. Dzieki Esti
    Pani komentarz dla mnie ukazal sie we wlasciwym czasie. Moja przygoda z kozami okazala sie niewypalem. Wreszcie pozbylem sie kozla i zostalem z jedna mloda koza nigdy nie zaplodniona. Przyszlo mi do glowy by ja pobudzic do laktacji ale bedac nastawiony na wszystko naturalne wiec Pani uwagi w tym zakresie bylo tym co przekonalo mnie, ze bez udzialu kozla kozy nie powinno sie doic! Przy okazji, moze to rowniez dowodzi, ze kobiety nie powinne byc pobudzane hormonalnie bez zamiaru "dawania mleka" bo inaczej zwieksza sie prawdopodobienstwo bezplodnosci?

    OdpowiedzUsuń
  13. Za produkcje mleka odpowiadaja hormony. I nie ma zadnego znaczenia dla jakosci mleka czy koza (krowa....) daje mleko po ciazy czy bez ciazy. Mleko jest tej samej jakosci. Moja kolezanka, ktora adoptowala jakis czas temu noworodka otrzymala na kursie (adopcyjnym) informacje jak spowodowac laktacje, zeby mogla sama karmic dziecko, co wykorzystala w praktyce. Co do mnie to i tak preferuje mleczko kokosowe pelnotluste. Niestety od kiedy olej kokosowy stal sie popularny jako najzdrowszy ojej (nie powoduje tycia, miazdzycy, udaru itp., bo od razu jest zamieniany na energie, dziala antybakteryjnie, antywirusowo, antygrzybowo ...) ceny staly sie astronomiczne. Zgadzam sie z autorem w tym, ze hodowla zwierzat na mleko to zabijanie zwierzat (a kiedy zyja na przemyslowych farmach to zyja w cierpieniu). Natomiast mialam kiedys kurki i produkowaly jajka prawie do smierci wiec jedzenie jajek nie musi oznaczac zabijania kur.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie piszesz już miesiąc, czyżbyś zjadł wszystkie zapasy i przymarł głodem? ;-) Z niecierpliwością czekam na nowy wpis, bo bloga już od deski do deski pochłonęłam. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Tak jakoś się nie układało do pisania. Ale będzie lepiej. Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Gdzie podziały się kolejne wpisy? Igor napiszesz coś jeszcze? Link do Twojego bloga wrzucamy do nas na facebooka i serdecznie pozdrawiamy - www.facebook.com/ekolokalnie

    OdpowiedzUsuń
  16. Pszczoły nie przeżyły zimy...wielka szkoda
    mogę zaproponować swoja Pomoc,
    gdyż jak wczesnej pisałem ;( planowanej dodatkowej ziemi nie kupiłem bo sąsiad wycofał ofertę sprzedaży, a dojechałem w tym roku do 16 uli, ( możne za kilka lat 30szt.)-- na razie basta bo widzę ze miodu jest dużo a ja nie chce przemysłowego pozyskiwania z resztą testuje obecnie ule słomiane , trzcinowe, świerkowo-lipowe z ociepleniem słomianym. Nawiązując do sprawy, wiadomo każdego roku parę roi idzie mogę Panu ofiarować (min 2 roje albo więcej w zależności od roku-pogody) lub odkłady zrobione w czerwcu z czerwiu krytego oraz nie krytego aby pszczoły w moich ulach (macierzaku) mi się nie wyroiły a pociągną już u Pana mateczniki ratunkowe, jest jedno ale, będą na ramkach wlkp. oraz musiał by Pan pokryć koszt wysyłki,opakowania, pszczoły łagodne Linii BF. jeśli reflektuje Pan to proszę o info na dl100@o2.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do poglądów na temat "czy mięso jest złe" proponuję zapoznać się z dietą według grup krwi. Np. dla grupy A- absolutny zakaz mięsa, grupa 0 - mięso konieczne do życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moj znajomy jest juz ok 30 lat wegetarianinem i ma sie dobrze a posiada grupe krwi 0...

      Usuń
  18. BZDURY Co to znaczy Prawda? Ludzie się różnią. Jedni lubią kotleta raz w tygodniu , inni pomidory i ogórki. To tylko styl życia. To nie nasza wina, że stworzeni zostaliśmy jako wszystkożercy by jaknajdoskonalej korzystać z obu typów pokarmów. A na co ci Weganizm? Przecież są osoby, które 30 lat odżywiają się światłem słonecznym ( w INDIACH) i też żyją. Jak mozna tak traktować rośliny:( Osobiscie jem tylko mięso i czuję się bardzo dobrze. Ojciec nauczył mnie szacunku do zwierząt i zabijania ich bez cierpienia -patrz HALAL .( nie jak w rzeźni) Jeżeli zaatakuje mnie tygrys, lub raczej wilk to wiem jak się bronić i co zrobić, gdybym niedajboze musial go zabić. musiałbym go zjesc i obedrzec ze skóry bo sie zmarnuje co jest grzechem smiertelnym, mimo ze przed chwilą chcial mnie zjesc:) respekt wobec przeciwnika i honor jako czlowiek by mi nie pozwalał. Hodowla zwierząt tak, produkcja nie. Patrząc tak radykalnie wszystko jest złe - nie tylko mleko. Nie będe jadł sera bo, zginą zwierzęta. Ja nie chce żyć wsród chamów i debili a musze, są wszedzie, sam w niektorych kwestiach jestem dla kogos takim czyms... Mamy za duzo, a nasz instynkt mówi ze to dobrze, lepiej mieć niż nie mieć, ludzkosc wpadła w błedne koło. NAUCZMY SIE ŻYĆ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś myślałem że halal to zabijanie zwierzaka bez sprawiania mu cierpienia.

      Usuń
  19. Weganizm jest absurdem, bo to ideologia zero-jedynkowa, nie dopuszczająca wyjątków. Tylko: jeść-nie jeść. Jedynym rozsądnym wyjściem jest ŚWIADOMY wegetarianizm. Wegetarianin (mam na myśli prawdziwego wegetarianina, a nie oszołoma w skórzanych butach lub jedzącego ryby) może sam dokonać wyboru. Może sam zadecydować co jest krzywdzeniem zwierzęcia, a co nie jest. Weganin takiego wyboru nie ma. Każda ideologia, która nie daje wyboru i wyklucza prawo do myślenia jest groźna.

    OdpowiedzUsuń
  20. Każdy mięsożerny zwierzak potrafi dogonić swoją ofiarę, podgryźć jej gardło lub uśmiercić ją w inny sposób, rozszarpać ją pazurami lub połknąć w całości, zjeść na surowo i czuje się po tym syty i szczęśliwy. Pomyślałam sobie kiedyś, że jeśli jestem mięsożerna to powinnam czuć podniecenie na widok pasącej się krowy, powinnam umieć dogonić i zagryźć świnię i ją rozszarpać i czuć rozkosz wbijając zęby w jej ciepłe ciało. Tymczasem kiedyś miałam okazję trzymać indyka, który był zabijany przez moją mamę. Czułam jego panikę, jego próby uniknięcia śmierci, jego drgawki agonii i powiem wam, że zdecydowanie nigdy więcej tego nie zrobię. Nie jestem z natury mięsożerna.
    Jednak nie spowodowało to, że od razu przestałam jeść mięso. Jadłam je przez wiele lat i to w dużych ilościach. Jadłam je pomimo, że czułam wyraźnie, że mi ono nie służy. Dzisiaj już wiem dlaczego. Bo jestem uzależniona od jedzenia a w szczególności od mięsa, a już najbardziej od mięsa pieczonego, wędzonego, smażonego, gotowanego czyli przetworzonego. Surowe mięso, zwłaszcza chodzące jeszcze na czterech nogach nie pociąga mnie w zupełności. Zdecydowanie nie jestem mięsożerna.
    Rozumiem jednak, że każdy musi dojść do własnych wniosków, własną drogą.
    Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga niezależnie od opcji żywieniowej a szczególnie ciepło jego autora:)
    Edyta

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie uważacie, że to już jest lekka przesada? Nie obwiniajmy sera o zabijanie zwierząt, bądźmy poważni. Niezależnie od tego, jakie mamy zdanie, powinniśmy uszanować to, że ktoś ma inne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę nieodparte wrażenie, że prosisz żeby uszanować zdanie innych, a sam(a) tego nie robisz.

      Usuń