czwartek, 17 lipca 2014

Minął rok

Pora na podsumowania. Nie mogłem się zebrać do napisania kolejnego postu. Podsumowanie doświadczeń całego roku w jednym, krótkim tekście wydaje się niemożliwe. Będę więc na bieżąco podsumowywał – pewnie przez kolejny rok J. Dziś kilka najważniejszych przemyśleń.

Czy udało się przez rok nie kupować jedzenia? Nie. Bywały okresy, kiedy byłem prawie całkowicie samowystarczalny. Bywały też takie (szczególnie związane z tzw. „pracą zawodową”), kiedy niezręcznie było wozić ze sobą ziemniaki, pokrzywę, baraninę czy suszoną cukinię J. Czasami nie starczało siły woli, by wytrzymać na własnych, skromnych posiłkach. Nie byłem ortodoksyjny, bo wymagało by to postawienia rodziny do góry nogami. I tak mają sporo wyzwań związanych z odchyłami tatusia :).

Oto największe sukcesy.

Niezależność żywieniowa. Na pewno osiągnąłem duży skok w kierunku niezależności żywieniowej. To oprócz satysfakcji i opalenizny daje sporo siły wewnętrznej. Wiem, że jestem w stanie zapewnić większość potrzeb żywieniowych mojej rodziny.

Złote kury. Albo raczej srebrne, bo nasz kogut uwieczniony na tym zdjęciu jest rasy włoszek srebrny :). Poprzedniego niestety zjadł myszołów.


Kury okazały się bezcenne. Przy bardzo małym zaangażowaniu dawały codziennie pyszne jajka. Gdybym z powrotem mieszkał w blokach to starałbym się namówić sąsiadów na osiedlowy kurnik. Dbając w miarę o czystość, wokół kurniku nie było żadnego smrodu, którego tak często boją się miastowi. Na początku kury były uciążliwe, bo mogły chodzić wszędzie wokół domu. To dość szybko spowodowało bunt domowników. Okazało się, że siatka do ogrodzenia elektrycznego dla owiec (90cm wysokości) okazała się prawie 100% barierą dla kur. Konieczne było przycięcie skrzydeł, a tu jak zwykle YouTube przyszedł z pomocą. Raz zbudowany kurnik i kilka prostych pomocy: poidło, karmidło, gniazda, pojemnik na paszę spowodowały, że przy minimalnej obsłudze osiągamy świetne efekty. Kury mają ogrodzony spory wybieg z kawałkiem ich ulubionego lasu.

Owce. Samodzielna hodowla owiec okazała się nie aż tak trudna, jak się wydawało na początku.



Bywały momenty, kiedy sądziłem, że wysiłek włożony w opiekę nad owcami nie ma sensu. Z każdym dniem jednak było łatwiej. Asysta przy porodach, przycinanie racic, strzyżenie, dojenie czy ostatecznie ubój, oskórowanie i rozporcjowanie zwierzęcia – to wszystko umiejętności, które na początku wydają się niezwykle trudne, ale z czasem nabiera się wprawy. Korzystam z jednej książki "Storey's Guide to Raising Sheep" oraz z niezliczonych filmów instruktażowych na You Tube. Owce to większe obowiązki ale również większe pożytki. Stado mniejsze niż dziesięć zwierząt zapewnia całej rodzinie pełne zapotrzebowanie na mięso w sposób odtwarzalny (co roku nowy cykl). Mleka i przetworów wystarcza rodzinie ze sporym nadmiarem. Nawet udało się już zrobić trochę zapasów na zimę w postaci sera feta i bryndzy (wybaczcie, ale nie zamierzam oscypków nazywać scypkami czy fety favitą czy fettiną ze względu na nieludzkie regulacje zakazujące używania oczywistych nazw).



Do tego dochodzi wełna oraz obornik – wyjątkowy skarb w warzywniku, dzięki któremu rosną takie kalarepy mutanty :).





Naturalne leki. Od ponad 18 miesięcy nie zjadłem żadnego syntetycznego leku. Wyjątkiem była szczepionka, na którą się zdecydowałem przed podróżą do Nigerii. Korzystałem ze wsparcia świetnej kobiety z Mongolii, która leczy zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską. Poza tym wszystkie dolegliwości leczę sam. Najlepszym lekarstwem okazał się post. Już ponad rok przez jeden dzień w tygodniu nic nie jem i raz na porę roku poszczę przez co najmniej 10 dni. Trudno w krótkim czasie nadrobić dwadzieścia lat zabójczego trybu życia, ale z każdym kolejnym postem widzę znaczącą poprawę.

Jako drugie źródło poprawy zdrowia uznaję zioła. Od kwietnia prawie co dziennie zjadam sałatkę „pasterską” z kilkunastu świeżo zebranych ziół. Odnoszę wrażenie, jakby część życiodajnej energii tych „uporczywych chwastów” przechodzi na mnie.



Duży udział własnego jedzenia powoduje, że ilość zjadanych trucizn jest mniejsza niż kiedyś. Gdy kupuję jedzenie to staram się, by było proste, bez chemii.

Sen. Kolejną zmianą jest zmiana rytmu snu. Staram się spać, gdy jestem śpiący. Choćby parę minut. Organizm ustawił mi się na rytm przedszkolaka – często budzę się o świcie, a koło południa organizm domaga się drzemki. W Chinach widziałem jak pracownicy fabryki mieli karimaty pod biurkami - koło południa kładli się na godzinny wypoczynek. To dobry zwyczaj.

Dystans. Jest jeszcze jeden element, któremu przypisuję dobre zdrowie - rosnący dystans do życia. Kiedyś pracowałem od rana do nocy będąc przekonanym, że to co robię jest niewiarygodnie ważne, i że sam jestem ważny. Teraz rozumiem powiedzenie, że cmentarze są pełne niezastąpionych ludzi. Nabrałem sporego dystansu do swojej wartości i do życia.

Więcej słońca. Od 18 miesięcy nie noszę okularów przeciwsłonecznych i znacznie więcej czasu spędzam na polu. Kiedyś trafiłem na ciekawą książkę "Sztuka widzenia" A. Huxley'a, w której okulary przeciwsłoneczne były wymieniane jako jedna z podstawowych przyczyn problemów ze wzrokiem. Dodatkowo wyczytałem, że ograniczony dostęp światła ma niekorzystny wpływ na psychikę. Podpatrywałem dzieci i zwierzęta. I jednym i drugim słońce nie przeszkadza. Nie przeszkadzało przez miliardy lat ewolucji życia na Ziemi. Oczy dość szybko się przestawiają ze stanu ułomnego spowodowanego przyciemnianiem do normalnego. Pomocne jest patrzenie na słońce z zamkniętymi powiekami. Wydaje mi się, że po tej zmianie mój wzrok się mniej męczy. Dodatkowo nie będąc okłamywanym przez okulary wiem kiedy trzeba się schować do cienia. Nie wiem, czy to efekt ćwiczenia, czy większego naświetlania, ale zauważyłem wyostrzenie widzenia peryferyjnego. W lesie, po zmroku dużo lepiej widzimy kątem oka. Również te kąty oka są bardzo skutecznym systemem ostrzegania. Są bardzo czułe na ruch.

„Niepowodzenia”? Ująłem je w cudzysłów, bo z każdego niepowodzenia przyszły cenne nauki. Oj było niepowodzeń bez liku. Opiszę tylko najważniejsze.

 Pszczoły nie przeżyły zimy. To chyba najsmutniejsza nauka. Już jesienią widać było, że pszczoły zjadły sporo zapasów zebranych na wiosnę i w lecie. Niektórzy mówią, że zima była łagodna i pszczoły zamiast zapaść w głębszą hibernację cały czas zużywały sporo energii. Inni obwiniają moją nietypową metodę bezramkową. Zdecydowałem, że zanim podejmę kolejną próbę to najpierw muszę nabrać więcej wprawy z pozostałą częścią gospodarstwa. W tym roku nie zasiedliłem ponownie ula. Myślę, że w przyszłym roku spróbuję jeszcze raz. Póki co kupiłem na Allegro paczkę kokonów murarek. Pszczoły się zadomowiły u nas i wymurowały już tyle domków, że spodziewam się na wiosnę sporego wzrostu kolonii. Ustawię uliki w sadzie, w warzywnikach. Będzie to również dobry pomysł na prezent. Oprócz tego, że zapylają rośliny to jeszcze są bardzo wdzięcznym obiektem obserwacji. Nie żądlą, więc dzieci mogą bezpiecznie obserwować fascynujący cykl życiowy tych pracowitych zwierząt.

Niepowodzenia ogrodniczo-rolnicze. Tych było i jest mnóstwo.

Inwazja nornicy w tym roku. Zjadły mi koło setki pieczołowicie przygotowanych sadzonek warzyw kapustowatych. Wyjadły wszystkie nasiona dyni i cukinii. Dopiero po miesiącu totalnych spustoszeń nauczyłem się utrzymywać równowagę (taki eufemizm na łapanie myszy).



Trzy Siostry. Próbowałem posadzić indiańskie Trzy Siostry: kukurydzę, fasolę i dynię. Niestety nornice zjadły wszystkie co do jednego nasiona kukurydzy.

Uprawa bezorkowa. Sporo niepowodzeń związanych z rezygnacją z orania i przekopywania grządek. Ale też sporo sukcesów i doświadczeń. Gdy czas pozwoli to poopisuję, bo tu jest sporo wiedzy. Po dwóch latach stosowania tej metody z twardej ziemi zrobiła się miękka i trzymająca wilgoć. Takie grządki świetnie nadają się u mnie do uprawy roślin kapustowatych. Nie udało mi się na nich wyhodować roślin korzeniowych: marchewki czy buraków. W przypadku tych roślin chyba nie obejdzie się bez energochłonnego przekopania grządki.

Back to Eden. Grządki zgodnie z zaleceniami filmu Back To Eden nie udały się. Kupiłem zrębki, które już sporo leżały na polu i okazało się, że jest w nich pełno nasion chwastów. Dodatkowo zrobiłem zbyt cienką warstwę, niezgodnie z zaleceniami Paula Gautchiego. Zamierzam wrócić do tego eksperymentu, bo problemy wynikały z mojej ignorancji, a efekty poprawnego stosowania metody są kuszące.

Ziemianka zbyt zimna. Część ziemniaków przechowywanych w dole ziemnym zmarzła. Wbrew zaleceniom dałem zbyt małą warstwę słomy na górę. Zrobię kolejne próby, bo przechowywanie jedzenia to równie ważna umiejętność co jego wytwarzanie.

W większości przypadków problemem był mój brak wiedzy. Metody same w sobie nie są złe, tylko wymagają doświadczenia. Czasami drobne zmiany decydują o sukcesie.

Było też sporo sukcesów ogrodniczych. Póki co ziemniaki pod słomą są najbardziej ekonomiczną uprawą. Jeden dzień pracy przy sadzeniu pozwala zapewnić całej rodzinie jedzenie. Zobaczymy tylko, czy uda mi się zapanować nad nornicami. Gryka była już w tym roku wysiana z własnych nasion i pięknie rośnie. Może w któryś z zimowych wieczorów zrobię jakąś prostą młocarnię. Len niedługo będzie gotowy do zbioru - może uda się wycisnąć pierwsze krople własnego oleju. Również słoneczniki z przeznaczeniem na olej pięknie rosną.

Poza nornicami i bielinkiem kapustnikiem istotnym - a na pewno najsilniejszym - szkodnikiem jest państwo i urzędnicy. Ci ludzie robią wiele, by nas zniewolić i faworyzować sieci supermarketów czy przywiązanie do banków. W moim przypadku też sprawiali trudności. Udało mi się jednak nabrać do nich dystansu. Kiedyś reagowałem bardzo emocjonalnie i cały czas myślałem o nich jak o faszystowskim aparacie ucisku. Cieszę się, że nabrałem już znacznego dystansu. Traktuję ich teraz jak chochliki, które są przekonane o swojej słuszności i bezmyślnie lub umyślnie utrudniają życie innym. Kiedyś złość mnie ogarniała, gdy obróciwszy się plecami baran mnie stuknął solidnie w tyłek. Teraz mnie to bawi, bo wiem, że taka jego natura, i że jest to oznaka jego zdrowia a mojej nieuwagi. Podziwiam jego refleks i spostrzegawczość. To samo z urzędnikami. Takie ich przeznaczenie – są po to, by utrudniać życie. Podobnie jak baran są w swojej naturze doskonali i staram patrzeć na nich z podziwem J. Złośliwości, które czasem wyczyniają wymagają naprawdę sporo wysiłku i kreatywności. Myślę sobie, że nawet jeśli mnie kiedyś zamkną w więzieniu, to będzie to dobra okazja na sporo zaległych ćwiczeń, których ze względu na nawał pracy nie udało mi się zrobić. W końcu nie da się ograniczyć wolności na prawdę wolnemu człowiekowi :).

Czy byłbym w stanie teraz już przeżyć, gdyby nagle uciąć łączność z cywilizacją? Mój eksperyment uzmysłowił mi, że samowystarczalność jest prawie niemożliwa bez wsparcia innych ludzi. Sam bym z pewnością szybko zginął. Rodzina być może jest w stanie być samowystarczalna, ale przy obecnym braku doświadczeń to byłby raczej survival, a nie pełne życie. Sądzę, że dopiero wioska, skupisko kilku rodzin daje możliwość samowystarczalności. A i tak taka samowystarczalność jest iluzją, bo opiera się ona na czerpaniu z doświadczeń tysięcy naszych przodków. Do szczęścia potrzebujemy kontaktów z ludźmi i w moim przypadku ciekawe jest to, że poszukując niezależności natrafiłem na mnóstwo ciekawych osób.

Matriks powoduje, że jesteśmy skazani na „współpracę”. Musimy chodzić do pracy, by spłacać raty kredytu. Musimy dzieciom kupować drogie ciuchy, by nie były odrzucane przez rówieśników. Musimy płacić mafii zwanej państwo podatki, by nas nie zamknęli w więzieniu. Wolność wyboru jest bardzo ograniczona. Nawet dobroczynność jest realizowana z rewolwerem przy głowie: musimy płacić emerytury i renty, bo w przeciwnym wypadku państwo nas wykończy. Samowystarczalność powoduje, że możemy robić to samo, ale nie musimy. To potężna różnica. Nie da się tego wyjaśnić słowami. To jest jedno z tych uczuć, które trzeba przeżyć, by wiedzieć co oznacza.

Najbardziej się cieszę, że moja próba pokazała mi, że istnieje alternatywa do systemu dogmatów, nakazów i zakazów zwanych Matriksem czy „cywilizacją zachodnią”. Cały czas w 90% jestem uzależniony od "cywilizacji", ale tej jeden krok w dobrym kierunku już mi wiele dał. Gdy obierzemy kierunek przeciwny do Matriksa to z każdym dniem się od niego oddalamy. Nie trzeba robić bolesnego skoku „w busz”. Wystarczy tak się ustawić, by z każdym dniem nasze drogi z Matriksem się rozchodziły - choćby o jeden kroczek. Przestańmy oglądać telewizję. Przestańmy słuchać wiadomości. Nie zaciągajmy kolejnego kredytu. Postarajmy się spłacić szybciej istniejące zadłużenie. Zamieńmy metr kwadratowy trawnika na grządkę. Nauczmy się uprawiać pomidory czy ziemniaki. Kupmy trzy kury i zróbmy im prowizoryczny kurnik. Przeczytajmy książkę o ziołach i wyeliminujmy w tym roku jedno lekarstwo syntetyczne. Na przykład zamiast aspiryny pijmy napar z kory wierzby. Zabierzmy politykom kontrolę nad naszymi emocjami. Zanim się obejrzymy to coraz więcej ludzi dołączy do nas widząc pozytywne efekty. 

Trochę chaotycznie, ale coś na wzór obowiązkowego podsumowania już jest za mną i teraz mogę spokojnie opisywać kolejne doświadczenia. Stałych czytelników przepraszam za przerwę w pisaniu :). Jak już pewnie wiecie nie lubię przywiązania i czynności regularne zawsze mi sprawiały trudności :).


160 komentarzy:

  1. Dystans - nieoceniona wartość. Dziękuję że dzielisz się swoimi doświadczeniami. Szkoda pszczół. Za owce podziwiam. A króliki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Królików już nie rozważałem. Szukam jak najmniejszego ogrodu i jak najmniejszej ilości zwierzaków do zapewnienia niezależności żywieniowej. Obecnie mam za dużo owieczek. Skupię się więc na tych zwierzętach i prawdopodbnie powrócę do pszczół na wiosnę. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Co do królików to mięsko pyszne, ale...
      Cztery do sześciu sztuk potrafią zjeść tyle co świnia, rosną tak długo jak świnia a mięska niestety malutko. Więc można hodować raczej dla przyjemności niż dla wymiernej korzyści.

      Usuń
    3. moja mama opowiadala ze kiedys uciekly im kroliki i "zalegly" sie oborze miedzy innymi zwierzetami. w sumie to dziadek ich za bardzo nie dokarmial specjalnie. po prostu jadly to co zostalo po innych zwierzetach i mialy sie swietnie. ich rozrodczosc jest gigantyczna. mieso wspaniale i jeszcze mozna sie pobawic z futerkami

      Usuń
    4. Co do pszczół to one produkują świetne lekarstwo tj. kit pszczeli z którego robimy propolis, działa na multum chorób, już nie pamiętam kiedy ostatnio byłem u lekarza z powodu jakiejś choroby. Tak więc powodzenia w przyszłości przy pszczołach.

      Usuń
    5. Popieram! i ja z mozołem wyrwałam kawał ugoru na rzecz ogródka warzywnego, próbując nadać kiepskiej ziemi charakter uprawnej.
      Rezultaty po trzech sezonach - pyszna fasolka, ogórki, kabaczki, ciekawe czy dynie urosną, marchewka buraczki niewielkie, ale jeszcze rosną, najtrudniej jest z pomidorami. Chętnie przyjmę wszelkie informacje o istnieniu naturalnych sposobów na ochronę przed ciemnieniem.
      Po za niepodważalnym sensem hodowania sobie tego co zdrowe potrzebna też motywacja, która u mnie spada gdy trzeba pielić grządki
      sałatka pasterska - super! dzisiaj zrywam "chwasty" i robię

      Usuń
    6. Królik jest bardzo dobrym zwierzakiem bo nie stanowi konkurencji żywieniowej dla człowieka. To znaczy zjada to czego człowiek by nie zjadł. Żywi się głownie zieleniną co jakiś czas można podrzucić jakąś marcheweczkę.

      Usuń
  2. Witam, od początku Wam kibicuję, sama staram się jak najmniej kupować przetworzonych produktów, w zasadzie to kupuję tylko niezbędne półprodukty, mleko i jego przetwory mam własne, zastanawiam się nad kurnikiem, ale nie wiem czy nie mam za mało miejsca. Przeprowadzam się lada chwila na własne miejsce i tam nie będę miała trawnika, każdy centymetr ziemi będzie wykorzystany :))))), bo wolę wcale nie jesć sałaty niż tą pryskana sklepową. Pozdrawiam i oczekuję więcej wpisów :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i życzę powodzenia w planach. Mam nadzieję na więcej wpisów. Wersji roboczych jest sporo :).

      Usuń
  3. Witaj, Kilka miesięcy temu przeczytałem Twojego bloga od deski do deski. Podziwiam Cię za wytrwałość, upór w dążeniu do celu, odwagę i wiele innych...ale jak czytam stwierdzenia "mafia zwana państwo" to coś się we mnie dzieje. Też jestem przedsiębiorcą, rozumiem bezsensowności przepisów, niedoskonałości rządzących i najróżniejsze braki... Ale bez państwa nie napisałbyś tego wpisu bo brakłoby prądu albo internetu, nie poleciałbyś do Nigerii bo nie byłoby samolotów...Więc idź pod prąd, uwalniaj się z matrixa ale miej szacunek dla tych którzy budowali i budują to Państwo i dla tych którzy oddali za nie życie.

    Pozdrawiam

    Konrad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Wybacz, ale takie mam podejście. Całkowicie się z Tobą nie zgadzam. Nie znam takiego obszaru życia ludzkiego, którego nie można zorganizować znacznie sprawniej w sposób dobrowolny bez udziału państwa (czyli monopolu na przemoc). Prąd mamy dzięki geniuszowi kilku ludzi z Nikolą Teslą na czele. Samoloty powstały bez udziału państwa - dzięki geniuszowi kilku ludzi. Miałem wielką przyjemność pracować w Katedrze Informatyki AGH w czasie, gdy powstawał Internet. To idealny przykład jak wielkie przedsięwzięcia mogą powstać oddolnie w sposób całkowicie anarchistyczny. Nie było żadnego "komitetu centralnego", który zarządzał tworzeniem sieci. Setki pasjonatów proponowało rozwiązania, które opisywali w dokumentach zwanych Requests For Comments (RFC). Już sama nazwa wskazuje, że było to poszukiwanie najlepszych rozwiązań, a nie zadekretowanie planu pięcioletniego przez partię. W ten sposób powstały wszystkie ważne protokoły internetowe. Zanim rządy na świecie się zorientowały to Internet już był. Miałem również okazję uczestniczyć w projekcie informatycznym związanym z podsłuchiwaniem telefonów i Internetu przez polski rząd. To jest właśnie ich domena - uwielbiają inwigilować, kontrolować. Jestem prostym człowiekiem. Uważam, że jeśli państwo podstępnie zabiera moje pieniądze (podatki) to jest złodziejem. Jeśli morduje ludzi (np. misja pokojowa w Iraku) to jest mordercą. Jeśli porywa dzieci (ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie) to jest porywaczem. To jest zorganizowana grupa przestępcza, czyli mafia. A to, że ma kontrolę nad drukarnią wydającą gazetkę "Dziennik ustaw" niczego nie zmienia. Ja mam sporo szacunku do ludzi. Kiedyś czułem wrogość do bonzów partyjnych. Dziś wiem, że są to biedni, zamotani ludzie, przekonani, że walczą z siłami zła dla naszego dobra. Jeździłem sporo pociągami i rozmawiałem z kilkoma posłami. Trzy godzinna rozmowa z jednym z nich szczeólnie została mi w pamięczi. To dobry, sympatyczny człowiek. Ale tak był wciągnięty w walkę, że przyznał mi, iż uzasadnione byłoby zabijanie ludzi, którzy stoją na drodzę budowy jego wizji świata. Nie winię ludzi, winię system. Jest on co prawda stworzony przez ludzi, ale będąc w nim cholernie trudno się wyrwać. Mam nadzieję, że ludzie nie oddawali życia za państwo, a za rodzinę, sąsiadów. Może się mylę. Nie jestem zwolennikiem robienia bohaterów z żołnierzy. Uważam, że należy podziwiać ludzi, którzy niosą pokój. Armia jest ostatnią organizacją jeśli chodzi o ten cel. Oczywiście wielki żal dla młodych chłopaków oddających życie, dla ich matek. Ci młodzi chłopcy zostali zindoktrynowani przez szefów propagandy systemu. Na przestrzeni lat moje poglądy się tak znacząco zmieniały, że nierozsądne byłoby zakładanie, że teraz mam rację. Jednak obserwacja z dużęgo dystansu nasuwa mi własnie takie przemyślenia. Pozdrawiam i dzięki za krytykę :).

      Usuń
    2. Nie rozumiem, co państw ma do posiadania przeze mnie prądu?
      Wręcz uważam, że jest przeszkodą w tanim jego posiadaniu. To państwo stawia przeszkody w budowaniu własnych elektrowni wodnych i wiatrowych. To państwo, pośrednio, staje za wysoka cena prądu.Podobnie jest z samolotami - mogę je mieć lub latać, bez udziału struktur państwowych.. Państwo może jedynie ułatwiać lub utrudniać rozwój niektórych sfer życia, ale nie stanowi o ich istnieniu.
      Przykładem tego, że państwo (w naszym wypadku urzędnicy) swoim istnieniem utrudnia nam życie, by uzasadnić swoje istnienie jest wypowiedź jednej (wszystkim znanej) pani, która w publicznej wypowiedzi powiedziała, że jest potrzebna, bo to dzięki jej pozwoleniom na różne sfery działalności społeczeństwo może funkcjonować. A jak funkcjonowało przez tysiące lat, bez urzędników,i ich pozwoleń?

      Usuń
    3. Pytasz, co ma państwo do prądu? Proste. Prąd = energia. Człowiek = energia. Otoczenie = energia. Nie tylko ta niżej wibrująca, dla nas widzialna. Także ta, której nie widzimy. Której jest nieograniczona ilość wszędzie. Rozumiesz? NIEOGRANICZONA. WSZĘDZIE. Jak myślisz, czy to duży problem "przerobic ja na prąd", mówiąc kolokwialnie? Żaden. Poczytaj o Tesli, ale nie te amerykańskie bzdury. Poczytaj, co chciał ludziom uswiadomić - że energia jest wszędzie,że możmey dowolnie z niej czerpać i wykorzystywać. Chciał pokazać, jak łatwo samodzielnie wykonać urządzenia to gromadzenia, przetwarzania energii. Bo ona jest wolna, jak powietrze, słońce, woda. Bo jest tym samym. Nie można jej reglamentować. Jeśli ktoś to robi (czyt. rząd),. odbiera ludziom to, co naturalnie i od zawsze jest ich. A ludzie myślą, że rząd ma prawo cokolwiek im narzucac w tym temacie. Dalismy sie oszukac, zniewolić. Ludźmi, którzy tego nie wiedzą, bardzo łatwo jest manipulować.

      Usuń
    4. Panie Igorze, a ja w tym czasie, gdy Pan pracował, studiowałam na AGH i miałam okazję poznawać tajniki Internetu jako jedna z pierwszych osób w kraju. Dziękuję Panu za taką możliwość. A obecnie dziękuję też za to, że jak wówczas, jest Pan Pionierem, który chętnie dzieli się swoją pasją, wiedzą, doświadczenie i dobrym przykładem. PS. nie pamiętam Pana z AGH. Rodzinie zazdroszczę takiego męża i ojca!! Powodzenia i dalszych sukcesów życzę :)

      Usuń
    5. Prawda jest taka, ze Internet powstal za panstwowe pieniadze (projekt DARPA). Pozniejsze etapy, m.in. te wszystkie rozne RFC byly tworzone przez ludzi rowniez na garnuszku panstwowywm. Dopiero kiedy wszystko juz bylo opracowane wszedl prywatny biznes i zaczal zarabiac. Mozna wymienic wiele innych przypadkow, kiedy wlasnie taki byl mechanizm.

      aut0

      Usuń
    6. Internet nie powstał za państwowe, skończ trolować. Państwo niczego nie jest w stanie wytworzyć, jest jak rak na ciele anarchii produkcji. Praca na państwowym to zasiłek dla bezrobotnych, na który składają się ci co pracują.

      http://mises.pl/blog/2012/12/10/fritzinger-jak-to-rzad-rzekomo-stworzyl-internet/

      Usuń
    7. Państwo niepotrzebne? A kto Cię ochroni przed ludźmi, którym nie chce się pracować? Bo łatwiej jest ograbić innych? Powiesz, że można się zgromadzić we wspólnotę, stworzyć mini-armię, milicję obywatelską. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zorganizuje większą paczkę, aż w końcu armię. Jeśli wrócisz do wieków średnich i przeanalizujesz rozwój cywilizacji, to odpowiedzi nasuną się same. Możesz być idealistą-anarchistą, ale życie to nie bajka.

      Usuń
    8. Obroni się sam (karabiny maszynowe, miny przeciwpiechotne). A jak nie sam, to zawsze może zapłacić firmie (usługi militarne).

      Ostatnio dyskutowałem z facetem z USA. Sami opłacają własną policję, która wypełnia ich lokalne ustawy. A sami obywatele mają wiele sztuk broni.

      Usuń
    9. Sorry nie dałem linka do dyskusji - https://libertarianizm.net/threads/opresja-ze-strony-rynku-efekt-gry-rynkowej.5255/

      Usuń
    10. To nie jest panstwo to patologiczne zgliszcza zniszczone przez lidera PO ktory to jest najwiekszym ludobojca i zdrajca narodu, ja tez pracuje w destrukcyjnej instytucji ktora i tak mnie zdradzi po 12 latach, ktora zniszczyla mi nerwy i stworzyla socjopate. Tez mam marzejnie zeby sie odciac od systemu calkowicie, na dzien dzisiejszy jestem samowystarczalny sklepy mogly by dla mnie nie istniec, ale jeszcze chetnie odcial bym sie od elektrowni, wodociagu, i innych gowien ktore w bieszczadach nie sa nikomu do niczego potrzebne... Wody jest dosc w zrodlach a prad w razie potrzeby sam jestem w stanie wyprodukowac i to za free. Zreszta czas najwyzszy sie zaczac zabezpieczac bo niedlugo szlak trafi i ta zlodziejska unie i ta obiecana przez tuska "zielona wyspe" faktycznie bedzie zielona bo bedzie wyludniona jak czarnobyl...

      Usuń
    11. Obrona własnego terenu bez państwa stworzyłaby duży problem - przecież to logiczne. Jestem zwolenniczką samowystarczalności i dostrzegam wynaturzenia obecnych systemów państwowych, jednak wiadomo, że człowiek jest niedoskonały (tylko twórcy komunizmu tego nie zauważali) i zawsze znajdą się osoby posiadające więcej dóbr od innych, wojownicy opłacający ludzi, by podbijać cudze ziemie. Nie tak łatwo obronić się z garstką sąsiadów przed najazdem dzikiej hordy, nawet jeśli bez pomocy państwa wyprodukujecie miny i karabiny (choć sądzę, że raczej łuki). Oni też mogą mieć broń. Ci, co zorganizują się lepiej, w większej grupie, posiadający siłę roboczą (np. w postaci jeńców), będą zawsze mieć przewagę i naiwnością jest tego nie dostrzegać. Utopie są na razie nierealne.

      Usuń
    12. @ Igor Bokun
      Co do matrix a i wniosków z siły jednostki to mylisz się i to bardzo!
      Powiem tak osłabiając swój matrix możesz spowodować to że rano obudzisz się w cudzym matrixie... Wówczas będziesz miał tyle do powiedzenia ile zwierzęta w twojej zagrodzie ;) więc nie staraj się osłabiać ojczyzny! Pamiętaj co stało się z magnatami im także wydawało się że ojczyzna ich okrada ;) jak na tym wyszli? Ilu z nich zachowało status do dziś? Myślisz że nie masz nic do stracenia?

      Usuń
    13. Dobrze, że ktoś tu napisał kilka słów prawdy o prądzie i o Tesli. Istnieje wolna energia, można ją pozyskiwać tak to robił Tesla, ale tego rodzaju metody pozyskiwania energii są skutecznie blokowane przez reżim szarlatanistów, którzy rządzą nami ( i nie są to politycy). Gdyby człowiek miał dostęp do wolnej energii to byłby wolny.
      Rozmowa na temat państwa jest nieco bezcelowa, bo rząd stanowi tylko zasłonę, tak naprawdę nie rządzą nami politycy, tylko prezesi największych firm na świecie zwani globalistami, lub jak kto woli - iluminatami, czy satanistami - jeden pies. Dlatego nie kłóćcie się o takie bzdety, bo to jeden wielki teatr. Rząd istnieje z przyzwolenia i dla korporacji, aby ludzie mieli ułudę, że wiedzą kto nimi rządzi i że mają jakikolwiek wpływ na to w którym kierunku to wszystko zmierza.
      Gratuluję bloga.
      Mogę dodać od siebie, że gdzieś między wierszami wyczytałem, że piszesz o miliardach lat ewolucji... Szkoda że wierzysz w takie bzdury, ale jestem wyrozumiały, bo sam również miałem w ten sposób wyprany mózg, dopóki nie zacząłem myśleć i weryfikować tego tematu.

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam z nowego wpisu! Zaglądam tu regularnie, wiele wpisów czytam i analizuję kilkukrotnie. Wraz z narzeczonym na wiosnę mamy zamiar uciec z miasta i zacząć żyć prawdziwie. W planach kozy, kury, króliki, warzywniak, w ogrodzie tylko kwiaty jadalne :) Och planów jest dużo. Z jednej strony boję się, że jako miastowi z pokolenia na pokolenie nie podołamy wiejskiemu życiu i nowym obowiązkom, a z drugiej jestem podekscytowana tą perspektywą i już nie mogę się doczekać.
    Ten blog jest dla mnie inspiracją, motywuje mnie do spełnienia marzeń o własnym gospodarstwie. Dziękuję!
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Miło słyszeć. Jeśli macie pasję to myślę, że nie będzie żadnego problemu. Dzięki Internetowi masz teraz dostęp do kopalni wiedzy. W przypadku życia farmera, gdzie cykle trwają często cały rok taka wiedza jest na wagę złota. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

      Usuń
    2. Nie Będzie łatwo ale życze powodzenia. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  5. Fajnie że znowu piszesz :) Dzięki za wiele cennych uwag i wniosków. Wróć koniecznie do zrębki i Back to Eden, to naprawdę działa. W drugim roku mam piękne warzywa i ani jednego chwastu (owszem, tu i tam wyrasta dąb czy klon, ale to dosłownie pojedyńcze sztuki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Dzięki za motywowanie. Na pewno wrócę do tej metody. To co mi się nie podobało to konieczność przywożenia zrębek z dość odległego źrósła. Potrzebna do tego moja Nawara i sporo gotówki na paliwo. Ja szukam rozwiązań jak najprostszych, możliwych do realizacji bez auta. Ale spróbuję na wiosnę. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Mnie się udalo znaleźć kogoś kto pracuje przy leczeniu i wycinkach drzew - jeśli z miejsca pracy ma bliżej do mnie niż na wysypisko, to podrzuca do mnie za darmo. Gdy zrębek brakuje, to niestety dokupuję małą wywrotkę. Nie wiem czy nie wychodzi to taniej niż własny transport, trzeba by policzyć.

      Usuń
    3. Mnie też porwała idea zrębkowa, nie ukrywam, że dzięki temu właśnie blogowi. Nie mając skąd ich wziąć i nie grzesząc nadmiarem środków finansowych, postanowiłam zrobić próbę na małym poletku. NIE KUPOWAŁAM zrębek, wiedziałam też, że świeże musiałyby najpierw bezproduktywnie leżakować. Przez 2 zimowe miesiące, z rowerem (koszyk na bagażniku) i psem u boku, przeczesywałam las i wynosiłam z niego (znaczy się chyba kradłam...) całkowicie spróchniałe kawałki drewna. Tylko takie, które rozpadały się w rękach (po rozmarznięciu). Składowałam w kącie ogrodu i w cieplejsze dni łupałam siekierką na drobne. Próchno nie wymaga dużo siły, siekierki używałam, bo tak było najwygodniej. Godzina roboty dziennie przez jakieś dwa tygodnie, i nazbierałam warstwę zrębek grubości 10-15 cm na około 10 m2 powierzchni ogrodu. Wiem, że próchno to już głównie celuloza, ale zawiera też różnorakie mikroorganizmy, grzyby i co tam jeszcze. I najbardziej podoba mi się to, że nie muszę odchwaszczać, ani podlewać! Na razie w moich spróchniałych zrębkach przepięknie wyrosły: sałata, rzodkiewka, czosnek, cebula z dymki, seler i por. Estetyka takich grządek też jest nie bez znaczenia - schludna, miła dla oka i zielone rosliny pięknie się na niej prezentują.

      Tej zimy zdecydowanie i bezapelacyjnie poświęcę więcej czasu na zbieranie próchna, no chyba, że mnie leśniczy odstrzeli ;)
      Gdyby ktoś chciał pójść w moje ślady - zbierajcie próchno zimą. Latem będziecie walczyć z mrówkami, komarami, rozmaitymi pędrakami, będą Was chłostać pokrzywy, a i łatwiej zarobić kulkę od myśliwego, gdy zaczniecie sapać z wysiłku w gęstych chaszczach. Zimą jest przejrzyście, elegancko i bez niechcianych pasażerów na gapę przytarganych do ogródka ;)

      I na koniec - DZIĘKUJĘ Panu za tego bloga, stał się dla mnie źródłem inspiracji, i ma Pan rację - jak się raz zacznie myśleć "w dobrym kierunku", to już za nic nie chce się zawracać z drogi :)

      Pozdrawiam, Anka.

      Usuń
    4. Nie kradłaś :) Zabroniony jest wyrąb drzew bez zezwolenia, ale zbieranie takich opadłych i spróchniałych kawałków drewna jest jak najbardziej legalne.

      Usuń
    5. Kanionek: świetny pomysł z własnoręcznym zbieraniem zrębek! Gratuluję i życzę powodzenia. Daj znać jakie pójdą kolejne uprawy. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Niepowodzeń nie ma - są tylko doświadczenia z których wyciągay wnioski i naukę, aby nie popełnić tych samych błędów. Kolejny rok z pewnością będzie dużo lepszy!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). No to kwestia nastawienia. Jeśli się ma takie nastawienie (a to wielki dar) to rzeczywiście możliwe jest wszystko. Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Nie tylko sen ale i sny sa wazne

    "brak snow (w czasie spania) zdecydowanie negatywnie wplywa na nasza pamiec"

    "if you don't dream well, it has a profoundly negative impact on your memory."


    http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2014/07/13/sleeping-dreaming.aspx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pasjonatem snów. Sądzę, że nic nie miało tak głębokiego wpływu na moją nową pasję jak sny - zwłaszcza świadome. Zgadzam się z Aborygenami, że rzeczywistość w snach jest nie mniej ważna niż ta tutejsza. Wydaje mi się nawet, że tamta jest bardziej "rzeczywista" :). Dzięki :)

      Usuń
    2. Jeśli lubisz literaturę fantasy, a nie czytałeś tego jeszcze, polecam cykl "Koło Czasu" Roberta Jordana - tysiace stron, a wiele z nich o alternatywnych, równoległych swiatach snów, w których żyje się równie realnie, jak w naszym, "rzeczywistym" :)

      Usuń
    3. Dzięki. Dopisuję do kolejki lektur. Dla mnie sny to zapewne najbardziej fascynujący teren badawczy na najbliższe lata. Polecam "Lucid Dreaming: Gateway to the Inner Self" Roberta Waggonera. Bardzo ciekawe zastosowania świadomych snów. Sympatyczny facet, którego miałem okazję poznać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. ludzkość w tych czasach ma tylko sens wtedy, kiedy takie osobniki jak Ty występują, jesteś niesamowity!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Chłop zasadził ziemniaki, pasie owce i mówią, że niesamowity :). Kiedyś mówili "wieśniak" albo "a fool on the hill" a teraz chwalą. Co za czasy :). Pozdrawiam

      Usuń
  9. Jestem w szoku. Dziwne, że nie trafiłam na ten blog wcześniej. Dużo do obmyślenia, do zastanawiania się. Muszę przeczytać cały blog, bo po jednym wpisie trudno o całość. Ale bez dwóch zdań: podziwiam i podtrzymuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za inspirujący wpis. Od około roku eksperymentuję z ogrodnictwem i przymierzam się do kur. A owce mi się marzą ale nie mam dla nich pomieszczenia. Z moich doświadczeń wynika, że korzeniowe dobrze rosną na ciężkiej, gliniastej glebie - taką mam u siebie i udają się bardzo dobrze bez żadnego wysiłku, a za to z innymi warzywami mam problemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Kupuj kury, a później się przymierzaj :). Moja owczarnia jest nieduża: 4.5m x 3m. Ponoć gdy się hoduje twarde, "prymitywne" rasy to wystarczy zadaszenie i nie groźny im śnieg. W pierwszym roku wszystkie buraki zaniedbałem i wydawało mi się, że są trudne w uprawie. W tym roku pięknie rosną. Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Cieszę się że znowu są tutaj wpisy. Bardzo interesuje mnie temat samowystarczalności. Chociaż daleko mi do tego ale mieszkając od kilku lat na wsi chciałabym poszerzać swoją dietę o własne produkty. Jako była miastowa, szukam wiedzy jak, co i jakim wysiłkiem. Tu znalazłam wiele cennych porad, dziękuję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i pozdrawiam. Ja z komentarzy do bloga znalazłem mnóstwo cennej wiedzy.

      Usuń
  12. MEGA SZACUN za całą pracę jaką włożyłeś w ten "mały krok" ku samowystarczalności.
    Napisz proszę co na to dzieci, żona- często zostają w domu a Ty działasz sam? Według mnie ta strona może być najtrudniejsza- uświadomienie innym że jest druga strona życia.
    trzymam kciuki
    Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :). Dzięki za miłe słowa. Mam to szczęście, że moja praca w ostatnim okresie nie wymaga regularnego meldowania się w biurze o konkretnej godzinie. Dzięki temu łatwo mogę połączyć pracę z gospodarstwem. 90% prac gospodarczych robię sam. Sympatyczny sąsiad pomaga mi wybierać obornik z owczarni, gdy wyjeżdżamy na dłużej to super sąsiadka opiekuje się zwierzętami i dogląda rośliny, gdy czas sianokosów to cała okolica pomaga nam skosić, przewrócić, zbalować i zebrać siano. Staram się nie gwałcić rodziny i nie naginać do moich pomysłów. Już sama przeprowadzka w głąb lasu jest dla nich dużym szokiem. Ale krok po kroku jest coraz lepiej. Kiedyś chętnie opiszę tę stronę przedsięwzięcia, bo jak słusznie zauważasz jest wyzwaniem. Mam wielkie szczęście, że prawie nigdy nikt z domowników nie wybija mi z głowy moich zwariowanych pomysłów. Tolerują wariata, póki nie narusza ich strefy komfortu :).

      Usuń
  13. Pszczoły nie przeżyły zimy...wielka szkoda
    mogę zaproponować swoja Pomoc,
    gdyż jak wczesnej pisałem ;( planowanej dodatkowej ziemi nie kupiłem bo sąsiad wycofał ofertę sprzedaży, a dojechałem w tym roku do 16 uli, ( możne za kilka lat 30szt.)-- na razie basta bo widzę ze miodu jest dużo a ja nie chce przemysłowego pozyskiwania z resztą testuje obecnie ule słomiane , trzcinowe, świerkowo-lipowe z ociepleniem słomianym. Nawiązując do sprawy, wiadomo każdego roku parę roi idzie mogę Panu ofiarować (min 2 roje albo więcej w zależności od roku-pogody) lub odkłady zrobione w czerwcu z czerwiu krytego oraz nie krytego aby pszczoły w moich ulach (macierzaku) mi się nie wyroiły a pociągną już u Pana mateczniki ratunkowe, jest jedno ale, będą na ramkach wlkp. oraz musiał by Pan pokryć koszt wysyłki,opakowania, pszczoły łagodne Linii BF. jeśli reflektuje Pan to proszę o info na dl100@o2.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, piękne dzięki. Jeśli nic się nie zmieni to odezwę się w sprawie rojów. Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Czekałam na kolejne wpisy i będę czekać na rozwinięcie niektórych tematów ogrodniczych.
    Temat nawożenia, jest dziś dla mnie tematem nr jeden, bo mój tyci spłachetek, nie chce dawać plonów wcale, lub daje niewspółmierny do wysiłków. Kalarepa na owczym nawozie robi niezwykłe wrażenie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Kalarepka była duża, ale specjalnie zdjęcie zrobiłem z łapkami malucha, żeby był kontrast :). Nie napisałem, że tych kalarepek miałem zaledwie trzy :). Takie matriksowe kłamstwo medialne :). Bardzo dobrze jako nawóz sprawdziły mi się liście. Jesienią na każdym rogu stoją worki ze zgrabionymi liśćmi. Gdy nikt tego nie widzi (a w szczególności nasze dzieci, dla których to mega obciach) to ładuję na pakę liście i rozsypuję na grządkach. Przez zimę podgniją i kapustowate świetnie na nich rosną. Żyjąc na obrzeżach matriksu śmieci tamtego systemu są cennym towarem dla mnie. Pozdrawiam :).

      Usuń
  15. Czytam od jakiegoś czasu ten blog z wielką radością, że są tacy ludzie ;) Tym bardziej, że już od ładnych paru lat staram się być niezależna może nie żywieniowo, ale warzywno-owocowo. Stosuję dosyć tradycyjne metody uprawy roślin (przekopywanie, zmianowanie), ale naciskiem na ekologię. Zamiast leków w 99% stosujemy z dobrym skutkiem zioła, co przynosi efekty w coraz rzadszych infekcjach, itp. Na zwierzęta poza kilkoma kurami i półdziko żyjących pszczołami nie mam niestety czasu i zasobów (siano, słoma).
    Dziwi mnie, że ludzie mieszkający na wsi czy nawet w mniejszych miastach w domach z ogrodem nie wykorzystują tego dobrodziejstwa. Kupują nafaszerowane chemią warzywa, owoce albo gotowe produkty ( z gmo) w marketach, a potem wydają ogromne pieniądze na lekarzy, bo natura upomina się o swoje.
    pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa i życzę Ci powodzenia!

      Usuń
  16. Niezależność jak najbardziej jest możliwa. Sama tego doświadczyłam jak dziecko. Moja mama potrafiła wszystko: piec chleb, robić sery, śmietanę, zaprawy, znała się na zwierzakach, ziołach itp. Mieszkaliśmy w lesie i przy niewielkiej ilości dostępnej do uprawy ziemi byliśmy jak najbardziej niezależni. Mieliśmy własny opał , jedzenie, nadmiar pożywienia mama odsprzedawała sąsiadom lub miastowym+ mleko skupowała od nas mleczarnia. Pamiętam, jak w sklepach nie było nic prócz octu na półkach a my mieliśmy w domu wszystko, nigdy nam nie brakowało bdb jakości pożywienia. Jednak wymagało to nieustannej pracy i starań, by zapewnić dobrobyt naszych istot, które nas żywiły. Nie było wtedy żadnych pasz (może i były, ale my nie stosowaliśmy), nasze zwierzaki były żywione tym co dała natura i sami wyhodowaliśmy w ogrodzie.
    Obecnie taki sposób na życie dla gospodarki z punktu ekonomii jest niewygodny i wszelkie przepisy mam wrażenie powstają, by utrudnić model życia samowystarczalnego. Każdy ma być zależny od sklepów, sprowadzanej żywności, by nabijać kasę korporacjom- najpierw żywnościowym a co się później z tym wiąże farmaceutycznym.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości, Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Masz ten skarb, że uczestniczysz w nieprzerwanej linii przekazu tej cennej wiedzy. Moja cała rodzina jest miastowa, więc Internet jest pod tym względem dla mnie marką, ojcem i dziadkami. Ale wśród komentarzy sympatyków jest mnóstwo cennej wiedzy. Pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Bardzo inspirujący wpis (i blog cały również) a najbardziej podoba się nam całe podsumowanie wpisu. Cudo po prostu, trafia w naszą wizje życia, która próbujemy również przekazywać i zakorzeniać jak ziarna - w umysły chłonne i ciekawe na nowe, otwarte na wolnomyślenie. Aktualnie głównie za pomocą fanpage gdzie Twój wpis trafia + jego podsumowanie, tak by inspirować dalej i więcej na https://www.facebook.com/ekolokalnie/ Mamy nadzieje, że nie masz nic przeciwko promocji Twojej osoby w ten sposób? Dodatkowo wrzucamy link do Ciebie na http://jemy.ekolokalnie.pl/nasi-przyjaciele/ + przesyłamy dużo dobrej energii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzliwość, za podlinkowanie mnie do Was. Życzę powodzenia :).

      Usuń
  18. :):):):) Super:):) świetny blog, świetna idea, realizacja ...genialnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Muszę zrobić zdjęcia nieudanych eksperymentów. Wtedy zmienisz zdanie :). Dzięki i pozdrawiam :).

      Usuń
  19. Hej, świetny blog i wspaniały pomysł. Trzy i pół roku temu przeprowadziłam się na południe Europy, przestałam oglądać telewizję i coraz samodzielniej interpretować rzeczywistość. To było jak przebudzenie ze snu. Złego snu, pełnego pustki i niepotrzebnych działań. Nie hoduję samodzielnie warzyw, owoców i jeszcze nie mam kury (jeszcze!), ale zmieniłam dietę na 'zdroworozsądkową' i czuję się fantastycznie, a lekarstwa rzeczywiście stały się niepotrzebne. Bardzo dziękuję, że piszesz - będziesz miał we mnie wiernego czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, miło mi. Kupuj kury, a później się martw o szczegóły. To na prawdę świetne zwierzęta, a stosunek efektów do nakładów plus radość z hodowli są bardzo pozytywne. Pozdrawiam :).

      Usuń
  20. Podziwiam, kibicuję, dużo tu mądrych myśli!
    I nie od dziś czuję smutek, że tyle wiedzy o tym jak działać zgodnie z naturalnymi cyklami zostało zapomniane.
    Nie zrażajcie się! Najbardziej życzę powodzenia z pszczołami!
    Liczba mnoga - bo jak rozumiem nie ty sam (mimo że w pierwszej osobie blog) tak działasz, tylko cała Twoja rodzina?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Dzięki. Oczywiście rodzina jest wpleciona, ale nie muszą uczestniczyć w pracach gospodarczych. Zdecydowaną większość prac robię sam. Do pszczół muszę się lepiej przygotować, ale zima to dobry czas na przemyślenie i planowanie. Pozdrawiam :).

      Usuń
  21. Dopiero dzis natknelam sie na ten swietny blog.Kopalnia drogocennej wiedzy! Widze, ze czeka mnie kawal dobrej lektury. Bardzo sie ciesze, ze coraz wiecej ludzi otwiera oczy i rezygnuje z Matrixa. Dziekuje za to, ze podzielisles sie swoimi cennymi doswiadczeniami. Bede podpisywac liste obecnosci :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Naprawdę godne podziwu. Tak jak piszesz w pojedynkę jest naprawdę ciężko o wszystko zadbać samemu. Większa żyjąca obok siebie społeczność o podobnej filozofii o ile łatwiej byłoby. Handelek wymienny i o ile mniej na głowie i ile więcej czasu. Jednak kiedy matrix otacza nas dookoła nie da się całkowicie uniezależnić. Przymus podatkowy, edukacyjny, energetyczny wymaga aby wytworzyć więcej zasobów niż tylko na wlasną samoegzystencję. Elity które niewolą ludzkość pilnują jak oka w głowie obecnego status quo i niszczą wszelkie możliwości uniezależnienia się a wpomniany juź powyżej Nikola Tesla to doskonały przykłąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Pełna zgoda. Na szczęście przez lata zaborów nauczyliśmy się radzić z okupantem. Nieposłuszeństwo obywatelskie, nieprzestrzeganie regulacji to polska specjalność. Mam więc nadzieję, że nie uda się zagnać nas do rzeźni i w porę sporo osób się przebudzi i pokaże innym, że można spokojniej i pełniej żyć. Pozdrawiam :).

      Usuń
  23. fajnie, ja tez probuje, tyle tylko, ze w wersji weganskiej, bez zabijania zwierzat, a zyjac razem z nimi :)
    ziemniaki rulez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś stopień wyżej :). Zabijanie zwierząt to niedobra sprawa. Jeśli uda mi się dojść do niezależności bez konieczności poświęcania zwierzaków to pewnie przejdę na tę ścieżkę. Pozdrawiam

      Usuń
  24. alternatywą są świnki morskie, rosną szybko , ponoć smakują lepiej niż kurczaki i mnożą sie na potęge - patent z Taiwanu chyba ale nie wiem czy futra z tego robią ;)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Pozostanę przy kurach, pszczołach i owieczkach póki co. Pozdrawiam

      Usuń
  25. "ubój, oskórowanie i rozporcjowanie zwierzęcia – to wszystko umiejętności, które na początku wydają się niezwykle trudne, ale z czasem nabiera się wprawy."
    nie ma się czym chwalić Panie kolego, warzyw i owoców nie starczyło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. W przypadku zabijania mam tu na myśli wprawę manualną, bo mentalnie jest zawsze bardzo trudno. A zabijając takiego zwierzaka jak owca dobrze mieć wprawę i pewność. Wcześniej cała nasza rodzina jadła sporo mięsa. Córa została prawie-wegetarianką, bo żal jej zwierzaków. Parę razy w miesiącu zje coś mięsnego. Uznałem, że skoro i tak jemy zwierzęta, to lepiej, gdy mięso będzie z naszej hodowli i zabijać będę sam. Przynajmniej wiem, że zwierzęta były traktowane z szacunkiem. Myślę, że naturalnym kolejnym krokiem jest wyeliminowanie zabijania zwierzaków. Chodzi tu raczej o umiejętności rolnicze, bo poza jednym domownikiem nie mamy ciągu na mięso i chyba potrafimy się bez niego obejść. Na razie jednak zwierzęta są niewspółmiernie bardziej doświadczone w zamianie słońca, ziemi i trawy w wysokokaloryczne pożywienie. Trudno sobie poradzić bez rabowania ich. Ciekawe, czy w naszej strefie klimatycznej żyły kiedyś wegetariańskie ludy. Jednak czym bardzie na północ tym większa potrzeba na mięso i tłuszcz zwierzęcy. Pozdrawam

      Usuń
  26. Brakuje mi słów, żeby opisać wdzięczność, jaką czuję po przeczytaniu tego bloga i ulgę, jaką przynosi mi świadomość, że istnieją tacy myślący ludzi, jak Ty. Ogromny szacun za dążenie do wyrwania się z Matriksa i za dzielnie się wiedzą i doświadczeniem. Jak widać po komentarzach - Twój cel został osiągnięty, mnóstwo ludzi myśli tak, jak Ty i wyraża gotowość do pomocy przy burzeniu Matrixa, to naprawdę budujące. Bardzo się cieszę, że jest tylu "świrów" myślących podobnie i że nie każdy daje sobie bezpardonowo wciskać ten medialny kit. Razem z mężem marzymy o wyrwaniu się z Matrixa, osiągnięciu niezależności żywieniowej i energetycznej, odkąd powiększyła nam się rodzina - tym bardziej. Niestety póki co pozostaje to w strefie marzeń, a na drodze do wolności jak zwykle stoją - pieniądze... Ale nie tracimy nadziei, gromadzimy wiedzę (ten blog i liczne odnośniki są jej kopalnią) i czekamy na sprzyjające warunki. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Dzięki za dobre słowa. Dobrze mieć poczucie, że nie jest się jedynym świrem w okolicy :). Ja dzięki dobrej pracy matriksowej mogłem sobie dość łatwo pozwolić na eksperyment. Ale zdaję sobie sprawę, że przy ciaśniejszym budżecie decyzję znacznie trudniej podjąć. Myślę, że metoda małych kroczków jest dobra. Mały ogród warzywny i kury na obrzeżach miasta nawet przy w pełni matriksowej pracy są do ogarnięcia. Z każdym rokiem o krok dalej i pewnie będzie łatwiej. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dokładnie, moja ogrodowa odskocznia zapewniająca mi warzywa i owoce znajduje się na obrzeżach miasta, a mamonę czerpię z matriksowego zajęcia ;) (mój wpis -zapomniałam podpisać z 28 lipca 2014 13:25)
      pozdrawiam
      Ewa

      Usuń
  27. Jakbyś kilka lat temu kupił bitcoiny to byś był samowystarczalny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłem. Pół bitcoina :) Pozdrawiam

      Usuń
  28. Pańskie dziecko ma dziwną białą plamkę na paznokciu, niedobory cynku? ja nie wiem, ale zapewne może czegoś brakować w diecie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wygląda na niedobór cynku.

      Usuń
    2. Więc, to pewnie dziecko które je mało mięska ;) więcej zbóż i serków? słonecznik?

      Usuń
    3. Dzięki, zaraz dam znać mamie. Ja się lepiej w owcach specjalizuję :). Pozdrawiam

      Usuń
  29. Odpowiedzi
    1. właśnie tak się zastanawiałem kiedy czytałem o tych nornicach ponoć sam mocz kota je odstrasza poza tym że je łapie, na wiosce u dziadka nikt kota nie rozpieszczał poza tym że miał schronienie to od człowieka nic nie dostawał w lecie (zimą podkarmiany) musiał sam sobie coś upolować i akurat kiedyś byłem u niego jak kotka miała młode na moich oczach w przeciągu może 3 godzin upolował 7sztuk jakiś myszy, jest też jakaś roślina której zapachu nornice nie lubią, powyżej ktoś pisał o królikach jakoby cztery żarły tyle co jedna świnia, ciężko mi to zweryfikować i znawcą nie jestem ale na jednym blogu traktującym o życiu "eko" czytałem że mają najlepszy stosunek pasza/mięso, poza tym świni raczej trawą nie wyżywisz a przesunięcie raz dziennie klatki z królikiem o metr to żaden problem a i trawa kosi się sama (świnia to najwyżej może grządkę przekopać), tak więc wykorzystanie w pełni pracy zwierząt zgodnie z ich naturą może powodować że im więcej ich mamy tym mniej robimy, po co biegać i ganiać nornice jak kot zrobi to za darmo i do tego z wielką przyjemnością, po co po zbiorach pielić grządki jak można wpuścić tam kury żeby wszystko oczyściły i przy okazji dostarczyły trochę nawozu na następny sezon

      Usuń
    2. Króliki są super, ale kopią nory... wychowałem się z królikami to wiem ;)
      Pomysł z klatką jest spoko, ale w zimie chyba się nie sprawdza.
      A koty to podstawa w każdym gospodarstwie.

      Usuń
    3. Kot pojawił się parę dni temu. Mam nadzieję, że odstraszy myszy :)

      Usuń
  30. Bardzo ciekawy wpis, moim marzeniem jest w przyszłości spróbować czegoś podobnego, szczególnie jeśli chodzi o wytwarzanie naturalnej żywności. Co mi się podobało:
    - rodzinne podejście do sprawy: ja ekserymentuję wy macie swój komfort
    - rodzina nie musi uczestniczyć w pracach gospodarczych (nic na siłę)
    - uniezależnienie a nie zerwanie z cywilizacją
    - wreszcie zamiast wciąż się wkurzać na urzędników uświadomiłem sobie, że przecież taka jest ich natura

    to czego brakowało oraz inne pytania:
    - niezależność od kupowania jedzenia to jedno ale co z niezależnością energetyczną? Stosuje Pan jakieś rozwiązanie do pozyskiwania eneregii (solary, mini elektrownia wiatrowa)?
    - jeśli pracuje Pan na etacie to jak Pan sobie radzi czasowo z ogarnięciem tego wszystkiego? Ile poświęca Pan na to czasu dziennie?
    - jakie ma Pan wymiary działki przeznaczonej na hodowlę i uprawy?
    - ma Pan szklarnię?
    - ile kosztuje utrzymanie takiego gospodarstwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TO tak, o ile mogę coś powiedzieć od 5 lat posiadam gospodarstwo poniemieckie teraz agro, 16 he na wsi, 20 km od średniego miasta, cały koszt samowystarczalności i eko produkcji 40 świń- produkcja na sprzedaż własnych wędliny a nie do rzeźni, on robią na tym kasę, lub odchów na zamówienie pod konkretnego klienta który płaci za miesięczny ekologiczny wychów świni później robimy świniobicie 300zł + 7zł za kg tuszy, klient bierze wszystkie zrobione na jego oczach wyroby, 150 kury na jajka eko duży wybieg na sad itp., kaczki,króliki,indyki, zarybienie stawu 1 he-- 8000 zł, w tym roku założenie pasieki 50 uli = 40 uli nasze 10 pszczelarza ( dodatkowa osoba - pszczelarz która nie miała miejsca ani kasy na pasiekę ale miał pasje i tylko 2 ule - 80 tys założenie pasieki+ cały osprzęt odstojniki,miodarka wszystko stal nierdzewna - wszystko na certyfikatach, słoiki ,nakrętki, nalepki, ule ,ramki węza, stroje, matki 100 euro/ szt sprowadzane z Niemiec dla dalszej hodowli matek pszczelich, itp ), zatrudnienie 1 osoby na stale 1/1 etatu + % od zysku rocznego ( Pan Rysiek + jego rodzina) osoby która czuwa nad tym w moim przypadku (24h) mieszka z rodzina w tym agro gospodarstwie, się tym opiekuje, żona pracuje w mieście, + zatrudnienie osób do pomocy w pracach sezonowych lub jak jest taka konieczność -ja doglądam przez kamery (monitoring) lub przyjeżdżam w odwiedziny na pokoje gościnne ale mam inne duże firmy z których czerpie kapitał. Na początek kupienie ziemi, najlepiej starego gospodarstwa (teraz rozwalił bym wszystko i pobudował nowe, nie remontował 1,5 raza kosztu nowego ) - wszelakie remonty + nowoczesne instalacje tj kolektory+turbina wiatrowa 6 kw, + ogniwa fotowoltaiczne + media+ oczyszczalnia ścieków + nowa studnia z pełna filtracja i mineralizowaniem wody (sama instalacja uzdatniania wody dla gospodarstwa 60 tys zł), używany ciągnik, podstawowe maszyny ==== ok 2,5 - 3 mil zł na początek oczywiście. Zysk jest lepszy niż na lokacie w banku, lub obecnie gra na giełdzie (w zależności od roku i rynku zbytu w naszym przypadku nie półprodukt mięso oddawane za bezcen do rzeźni, tylko gotowe wyroby == 100% swoja pasza (ziarna) dla zwierząt, ziarna na mąkę na wypieki, płatki owsiane , swojskie wędliny, inne mięso bo nie wszyscy chcą mięsa z całego świniobicia, sery nadwyżka mleka (zapisy i przyjeżdżają ludzie z miasta) - obecnie chleb,bułki na zakwasie( później inne wypieki - szukamy piekarza znowu etat lub 2 + paru uczniów) ale znowu sama budowa pieca chlebowego przez sprawdzonego dzuna na starych projekcie przedwojennej piekarni opalanego drewnem na szamocie, klinkier, glina to 30 tys zł + nowe pomieszczenia+ urządzenia do mielenia ziarna +inne urządzenia mieszałki, sita, formy na chleb z wikliny oraz drewniane regały do wyrastania itp+ reszta===

      Usuń
    2. === wyszło ok 250 tys zł ale efekt z pomysłu mojej żonki powalił mnie, jak wyciągała i sam robiła 1 bochen chleba dla gości -zresztą widziałem po reakcji moich rodziców i teściów ten uśmiech i błysk zadowolenia w oczach. Zadziwienie i niedowierzanie wna twarzach zaproszonych dobrych znajomych,kontrahentów z innych firm którzy nie wiedzieli ze takowe gospodarstwo posiadamy , , no ale pies pogrzebany w $$$$$ nie spełniła by tego gdybym nie miał pieniędzy z moich firm ) co do zysków to 10-15% w skali roku na czysto raz przekroczyliśmy 20% ale co roku przybywa $$$ ale są przed nami już zapowiedziane duże inwestycje silosy na zebrane zboża, kukurydze itp, sam nowy ciągnik to 800 tys zł i to taki taki dobrze ze jest dofinansowanie, dokup ziemi ornej 30 tys-40tys za he klasa 1 lub 2 bo teraz w regionie brak idiotów na sprzedaż za bezcen.
      na koniec możne trochę krytyki z niektórymi rzeczami przesadziliśmy, ale stac nas na to nie zaciągamy kredytów a co najlepsza nie gram w kasynach , mało pjje itp na dziewczyny tez nie musze wydawac bo zonke mam rakiete, mamy 4 dziaci......... napewno można skromniej tylko na swój użytek ale mój tato zawsze mówi rób coś 1 a dobrze a jak chcesz robić coś aby zrobić to lepiej nic nie rób szkoda twojego czasu i innych nerwów, pyzatym kiedyś jak bylem jeszcze w 1 klasie szkoły podstawowej naprawdę byliśmy biedni, mieliśmy 2-6 he pola ale sprzedaliśmy gospodarstwo i wynieśliśmy się do miasta gdzie tata za te pieniądze założył 1 firmę, później 2 ( obecnie ja im szefuje on dogląda i nieraz sugeruje), mój tato pochodzi z b biednej ale za to pracowitej rodziny zawsze będę mu dziękował za to ze nauczył mnie ( ja teraz swoje dzieci) szacunku do ziemi (pieniądza) która kiedyś stracił na rzecz zdobywania $$$ na rodzinę , nieraz sadze ze przesadne inwestycje (ale zawsze przynoszące + ) w te gospodarstwo jest tak jakby pokazaniem ze my wiemy co to jest ziemie dla POLAKA.

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o niezależność energetyczną to domek mamy ogrzewany kominkiem z grawitacyjnym rozprowadzeniem ciepła. Nic więcej. Baterie słonecznie mnie nie przekonują. Wymagają skomplikowanej elektroniki i są drogie. Myślałem o wiatraku, ale u nas nie wiej zbyt dużo. Chyba najlepszą ścieżką jest małe zapotrzebowanie na energię. Etat: moja praca nie jest limitowana godzinami. Bywały takie tygodnie, że od poniedziałku do piątku miałem tylko tyle czasu, by nakarmić zwierzaki. W sobotę kilkanaście godzin prac. Teraz mam luźniej. Opiszę to w większych szczegółach w osobnym wpisie. Areał: warzywnik to około 4 arów. Pastwiska + łąki z trawą na zimę to ok. 3 ha. W większości należą do sąsiadów. Sąsiedzi są bardzo chętni, by im owce wykosiły trawniki. Nie mam szklarni. Kosztu utrzymania gospodarstwa nie liczyłem. Jest dość niski. Pszenica na paszę i zapłata sąsiadom za pomoc w zbiórce siana to największe wydatki. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Witaj,
      Piszesz, że były dni, że miałeś czas tylko na nakarmienie owiec. Czy owce nie potrzebują codziennie innych "zabiegów", jak regularne dojenie (tak jak kozy), strzyżenie, czy zmienianie ściółki? Pytam, bo chętnie powiększyłabym swoje "gospodarstwo" o parę "kosiarek", ale ze względu na brak czasu (praca) nie zdecydowałam się do tej pory. Jeszcze jedno laickie, ale dla mnie ważne pytanie. Czy można uniknąć uboju zwierząt, ile lat mogą żyć? pozdrawiam
      Ewa

      Usuń
    5. Anonimowy: można sobie poradzić z owcami bez dużego angażowania czasu. Pojawiają się momenty spiętrzonych prac, ale ogólnie rutynowe dni nie są trudne. W sezonie mlecznym dojenie trwa 45 minut i po uzupełnieniu wody do picia to całość dziennych czynności. Mniej więcej raz na tydzień przestawiam ogrodzenie elektryczne i owce przechodzą na nowe poletko. To trwa ok. 20 minut. W lecie owce mają tylko prowizoryczną wiatę, pod którą sporadycznie dosypuję im trochę słomy. Z wyjątkiem silnych deszczów i pełnego piekącego słońca większość czasu spędzają poza wiatą. Oczywiście, że nie musisz zabijać, ale wtedy nie łatwo jest z mlekiem. Zerknij na mój wpis "Ser = zabijanie zwierząt". Pozdrawiam

      Usuń
    6. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
      Dodam tylko, że problem z zabijaniem zwierząt wiąże się z oporem przed tą czynnością, choćbym wiedziała jak się to robi w teorii. Nie będę jednak udawać, że samego mięsa (ogólnie) nie lubimy, nie jesteśmy wegetarianami, chociaż nie jemy bardzo często.
      pozdrawiam, Ewa

      Usuń
  31. Super ciekawy pomysł i tekst (dzięki Wykop!). Możesz opisać w jaki sposób urzędnicy i państwo przeszkadzają Ci w prowadzeniu tego projektu?
    Pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Wolę pozytywne tematy :). Ogólnie mogę jedynie stwierdzić, że system jest mocno szczelny i baaardzo utrudnia takie życie. Możesz to robić poniżej radaru, ale wyższy lot spowoduje rychłe strącenie. Większość ludzi pracujących w urzędach, z którymi mam do czynienia to mili ludzie. Mają jednak nieludzkie rozkazy i je realizują. Ktoś kiedyś powiedział, że wszelkie wielkie nieszczęścia na świecie są powodowane przez zwykłych, przyzwoitych ludzi, którzy "wykonują tylko polecania". Pozdrawiam :)

      Usuń
  32. Bardzo pozytywne. Mi się marzą kury :) Powodzenia w dalszym życiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za tydzień nasza kwota powinna mieć kurczęta. Może chcesz? :)

      Usuń
  33. Bardzo pozytywny wpis, w większości udało się zrealizować cele. To co widzę to ważność posiadania w tych czasach kawałka ziemi i wiedzy jak go uprawiać - w dobie nadchodzących wojen.. i nie jest to wcale dziwaczność, a troska o swój byt.

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo fajny i oryginalny blog, gratuluję wytrwałości w dążeniu do celu :). Przy okazji zapraszam do mojego bloga o tematyce wolności w różnych sferach życia: http://liberum-cerebrum.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zerknę w wolnej chwili. Pozdrawiam

      Usuń
  35. Na nornice polecał bym koty. Co prawda do kurczaków też mogą się dobrać ale na gryzonie są niezastąpione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się przełamaliśmy i kotek już buszuje :). Pozdrawiam

      Usuń
  36. "Kiedyś złość mnie ogarniała, gdy obróciwszy się plecami baran mnie stuknął solidnie w tyłek. Teraz mnie to bawi, bo wiem, że taka jego natura, i że jest to oznaka jego zdrowia a mojej nieuwagi. "

    Kiedyś w pracy na przerwie śniadaniowej, opowiedziano mi przypadek zabicia jakiegoś mężczyzny przez barana. Nie pamiętam szczegółów, ale faceta zaatakował baran, ugodził go, chłop się położył na ziemi czy raczej upadł, machał rękami i nogami by się bronić, a baran cały czas atakował. Ponoć trzeba leżeć nieruchomo.

    Nie wiem czy ma Pan małe dzieci (właśnie odkryłem blog, polecono na Forum Libertarian). Jeżeli tak (np. 2-letnie), to trzeba mieć oczy w dupie. W sąsiedniej miejscowości był przypadek zadziobania na śmierć 2-letniego dziecka (nie miało oka, etc.).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój baran jest cholernie silny. Myślę, że waży ze sto kilo. Chwila nieuwagi i sąsiad wylądował dwa metry dalej. Trzeba bardzo uważać. Dzieci nie podchodzą do dużych owiec. Dodatkowo, gdy jadę do miasta to zamykam tryka w owczarni lub przypinam łańcuchem. Kury: nie pomyślałem. Najmłodszy ma już prawie 4 lata i jest urodzonym gospodarzem, więc kury nie powinny mu zagrozić, ale dzięki za zwrócenie uwagi. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. A - Ron Paul to mój idol jeśli chodzi o polityków, więc Forum Libertarian to odpowiednie miejsce. Choć ostatnio skręciłem już w całkowity anarchizm :). Pozdrawiam

      Usuń
    3. Jeżeli ma Pan dużego i agresywnego koguta (osobiście wiem co taki potrafi), to lepiej uważać.

      Usuń
  37. Dopiero dzisiaj trafiłem na Pańskiego bloga i muszę przyznać że jest bardzo inspirujący. Sam wychowałem się na działce moich dziadków (ogródek działkowy pod ROD), którzy hodowali tam kury, kaczki, króliki, uprawiali ogródek, mieliśmy drzewa owocowe. Pod koniec lat 90 całkowicie zmienili profil działki - jedynym zwierzęciem są koty a zamiast warzyw jest trawa. Taka typowa działka rekreacyjna. Zmianę argumentowali tym, że teraz w sklepach wszystko już jest i na dodatek bardzo tanie...

    Starsi ludzie cieszą się tym dobrobytem i nie zwracają uwagi ile tam chemii w tym jedzeniu. Ja wychowałem się w tym dobrobycie i widzę, że to pożywienie jest niezdrowe i uzależniające nas od korporacji, które oszczędzają na jakości.

    Przekonuje mnie zdrowa żywność i niezależność. Jestem jednak młodą osobą na dorobku i oprócz tych kwestii ważne są też finanse. Czy ta niezależność jest korzystniejsza finansowo? Czy uprawa opłaca się bardziej niż kupowanie na bazarze na targu?

    Życzę powodzenia i wytrwałości, a pańskiego bloga już zareklamowałem wśród znajomych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na wszystko musi przyjść czas. Ja też ganiałem jak szalony. Zdarzały się stugodzinne tygodnie pracy. Skończyło się poważną chorobą i zostałem farmerem :). Myślę, że nie można przeskoczyć żadnej z faz. Każda jest cenna. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Też jestem na tym etapie. Ale biorę się za temat powoli. Na przykład wczoraj postanowiłem zrobić swój chleb, pierwszy raz w życiu. Potem przyjdą kolejne maleńkie kroczki, a gdy dom pod lasem już będzie stał, ja będę miał mniej do nauczenia się :) Panu Igorowi życzę świetnego bloga i wytrwałości. Wykop i inne źródła spowodowały, że jest Pan inspiracją i źródłem wiedzy dla coraz większej liczby osób - liczymy na Pana ;)

      Usuń
    3. Przepraszam - oczywiście powinno być "gratuluję bloga (bo już jest świetny) i życzę wytrwałości" :)

      Usuń
  38. Planuję coś podobnego stworzyć jak będę miała swoje gospodarstwo. Jak na razie mam tylko niewielki ogródek, ale na własne potrzeby jak znalazł. Rano przed śniadaniem idę prosto do niego po sałatę czy cebulkę, nie ma porównania z kupowaniem warzyw i owoców w sklepie czy na targu. A jak patrzę na moje wyrośnięte pomidory wyhodowane od ziarenka to aż jestem dumna z siebie, że mi tak ładnie wyrosły. Gratuluję i życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, gratuluję wzajemnie i pozdrawiam :).

      Usuń
  39. :> To wszystko czyta się jakbyście odkryli conajmniej amerykę (pomijając kto ją odkrył xP) . Czy już świat tak zszedł na psy ,że powrót do natury odbieramy jako nową ziemię obiecaną? Pozdrawiam filopolityk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz 100% racji. Bycie najprostszym wieśniakiem jest teraz uznawane z mistrzostwo świata :). Pozdrawiam

      Usuń
  40. Człowieku RESPEKT dla Ciebie!!! Ja dopiero się przebudzam, planuję, zbieram środki... Ale dokładnie (albo bardzo podobnie) wyobrażam sobie tak swoje życie-maksymalne uniezależnienie się od supermarketów! Ten wpis trzasnąłem jednym tchem, cieszę się że jest ich więcej!
    A propos, masz może wiedzę z zakresu pomidorków? Mam na balkonie 9 ich krzaków, takich około pół metra, są już pierwsze malutkie owoce. Jest już sierpień, a to taki pierwszy taki mój projekt, no i do tego mieszkam w Irlandii (deszcze, wiatry, mało dni ciepłych i słonecznych). Pytanie brzmi: czy mam szansę na jakiekolwiek zbiory, czy lepiej schować je do mieszkania, czy też tak i tak jest już za późno?
    Pozdrawiam i całym sercem życzę powodzenia i wszystkiego dobrego!!!
    Sebastian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nie znam się na pomidorkach. Mam parę krzaczków, ale nie powalają. Dzięki za miłe słowa, pozdrawiam

      Usuń
  41. Marzy mi się stworzenie społeczności, w skład której wchodziliby tacy ludzie jak Ty i niektórzy z komentujących tutaj. Stworzyć niezależne społeczeństwo, żyjące w zgodzie ze sobą i z naturą, działające na zasadzie wymiany dóbr wyprodukowanych przez siebie i dążące do niezależności energetycznej. Ale podkreślam, że z właśnie takich osób - zdających sobie sprawę, że wymaga to dużo pracy i zaangażowania, posiadających wiedzę, nie liczących na to, że będzie to sielanka, zabawa i siedzenie przy ognisku, a właśnie wspólne tworzenie czegoś dobrego. Bo takich komun hipisowskich czy "wiosek wolnych ludzi" było i jest sporo, ale kończy się to niestety zazwyczaj tak, że każdy by coś chciał a nie każdy ma ochotę wkładać energię i wysiłek, żeby to coś stworzyć. Miejsce, gdzie mogłyby żyć całe rodziny, a nie tylko - sorry - naćpani hispisi i buntownicy. Państwo w państwie, chociaż to słowo akurat uważam za nacechowane negatywnie. Mam nadzieję że dzięki temu blogowi i propagowaniu podobnych poglądów takie miejsca będą powstawać coraz liczniej i w końcu wyprą Matriksa, bo "w kupie siła" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie. Cieszę się, że tu trafiłem.Panie Igorze i ja podobnie jak Pan od kilku lat staram się stworzyć swoją samowystarczalną mini farmę.Wszystko co robię staram się tak wykonywać by było to jak najbardziej w zgodzie z naturą i poszanowaniem przyrody która nas otacza.Ta przyroda daje nam mnóstwo siły i energii.
      Mam już sprawdzonych kilka metod dotyczących uprawy jak i hodowli.Nie stosuję środków chemicznych i nawozów sztucznych. Początki nie były łatwe tym bardziej, że ziemia którą kupiłem nie należy do łatwych w uprawie. Problemem i to dużym był i jest brak czasu by wszystko zrobić samemu.Dlatego też musiałem zacząć szukać różnych rozwiązań ułatwiających pracę. Nie mam zbyt dużo czasu by wszystko opisywać ale postaram się od czasu do czasu coś wpisać. Miałem duże problemy zarówno z nornicami jak i turkuciem podjadkiem. Przebywałem w różnych częściach Europy i spotykałem wielu ciekawych ludzi. To bardzo mi pomogło. Czasami po niewielkiej modyfikacji udawało się wykorzystać doświadczenia innych z dużym sukcesem w mojej pracy. Dzisiaj napiszę co pomogło mi bardzo ograniczyć turkucia podjadka i całkowicie wyeliminować nornice i perz. Kiedyś pewien fascynat ekologii w Austrii na pytanie "jak pozbyć się robactwa z ziemi , bez stosowania środków chemicznych" z uśmiechem odpowiedział : " zapnij świnię na smycz i spaceruj z nią po ogrodzie". Nie, nie spaceruję ze świnką ale sprowadziłem do swojego gospodarstwa Mangalice. Wspaniałe zwierzątka o smacznym mięsie i cennym tłuszczu (słonina zawiera bardzo dużo kwasów Omega 3 i 6). Nie będę teraz rozwodził się nad tematem mięsa a chcę napisać o tym, ze właśnie te świnki wykonują za mnie niesamowitą pracę na części pola przeznaczonego pod uprawę warzyw i nie tylko warzyw. Pole wcześniej było zaperzone pełne nornic i turkuci. Często było tak, że gdy sadziłem sadzonki warzyw (np. sałatę) to po wsadzeniu 30szt ta pierwsza już była podgryziona. Koszmar. Zjadane było wszystko ziemniaki,cebula,pomidory.Mangalice cały rok są hodowane na wolnym wybiegu, mają budki ocieplone z dużą ilością słomy i to im wystarcza.Nie marzną i nie chorują. Węgrzy nawet przestrzegają nad hodowlą ich w zamkniętych ogrzewanych pomieszczeniach by nie rozhartowały się. U mojego kolegi maciorka ( z mojej hodowli :) ) prosiła się w grudniu i zamiast w pomieszczeniu wyszła na zewnątrz zrobiła jamę w ziemi naniosła słomy i przy minus 7*C oprosiła się. Maluchom nic nie było a po dwóch dniach biegały po śniegu.
      Jesienią po zbiorach warzyw ogradzam cały teren pastuchem elektrycznym (siatka na owce) i wpuszczam moje świnki. One są szczęśliwe i ja też bo są bardzo pracowite. Przeryją świetnie ziemię, wybiorą kłącza perzu i inne korzonki chwastów, zniszczą gniazda nornic, wyjedzą wszelkie pędraki i inne robactwo z ziemi no i nawożą ziemię. Wiosną trzeba ziemię wyrównać i można zakładać ogród warzywny. Zapewne nie każdy będzie mógł z takiego sposobu skorzystać ale zapewne jest to do przemyślenia. U mnie to się sprawdza. Oczywiście dostarczam jeszcze inny obornik na pole. Hoduję też owce ale kameruńskie.W sumie to robię dość dużo rzeczy sam - sery dojrzewające, jogurt (cała rodzinka go pije i znajomi ),wędliny dojrzewające z Mangalicy, wina gronowe, soki owocowe wyciskane w prasie z różnych owoców. Często zdarza się tak gdy zasiadamy do suto zastawionego stołu, że wszystkie produkty są przez nas zrobione.Bez chemii i konserwantów. Pycha :) .W tym roku posiałem 0,3ha gryki wspaniała roślina.Dzieci nasze lubią kaszę gryczaną. Planuję na wiosnę posiać też proso zapomniane jakże wartościowe zboże.Chętnie nawiążę kontakt z osobami ,które podobnie jak ja uprawiają w sposób naturalny inne rośliny ( nie koniecznie z certyfikatem EKO) i mają coś na zbyciu na wymianę lub sprzedaż np: siemię lniane albo olej tłoczony na zimno. Wspaniale byłoby stworzyć grupę współpracujących ze sobą takich małych uczciwych gospodarstw, które wymieniałyby się swoimi produktami. Sami nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego.Pozdrawiam Amicus

      Usuń
    2. Hej, bardzo ciekawe doświadczenia ze świniami. Chcę przez zimę poczytać na temat ich hodowli, bo zastąpienie pługa świnką jest dla mnie kuszącym rozwiązaniem. Wpadaj tu częściej i dziel się doświadczeniami. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Społeczność: mnie nie ciągnie w tym kierunku. Myślę, że bardzo trudno jest budować społeczności od podstaw, choć na świecie nie brakuje udanych przykładów. Pasuje mi nasza lokalna wiejska społeczność, w którą się dobrze wtopiliśmy. Sympatyczni ludzie, pomocni, mający mnóstwo doświadczeń. Pozdrawiam

      Usuń
  42. Trafiłam tu po raz pierwszy, ale zostaje i przeznacze caly moj wolny czas zeby przeczytac wszystkie wpisy i komentarze. Kopalnia wiedzy!

    OdpowiedzUsuń
  43. Jestem pod wrażeniem - naprawdę. Ja swój trawnik już nieco zmniejszyłam na rzecz warzywnika. I wiesz co? - zaczęłam jeść chwasty. Duża w tym zasługa m.in. Twojej sałatki pasterskiej, o czym zresztą pisałam u siebie na blogu.

    Twoje wnioski napawają nadzieją. Mam nadzieję, że raczkujące powoli ludzkie "spółdzielnie" wzajemnej pomocy i kooperatywy będą się rozwijać, bo to tylko nam wszystkim służy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Sałatka pasterska rządzi :). Ostatnio pojawiła się w moim bałaganiarskim warzywniku w całkiem sporej ilości lebioda. Tak więc ilość składników już powinna przekroczyć dwadzieścia :). Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ciekawa jestem, czy nasza rodzima lebioda (komosa) ma podobne nasiona do komosy ryżowej, z której robi się quinoę? Quinoa to moja ulubiona kasza, jej smaku nie można porównać do niczego. Wcinak samą, ugotowaną nawet bez dodatki soli. Byłoby super, gdyby można ją było wyhodować sobie na polu. Czytałam, że mało która roślina dorównuje lebiodzie (jako zieleninie i jako kaszy) w wartościach odżywczych.

      Usuń
  44. Wreszcie znalazłam to, co i mi w duszy gra..
    Super działalność, super ciekawy sposób jej opisywania.
    Dostałam solidnego kopa, jutro bladym świtem idę do ogrodu działać.
    Igor, jestem Twoją fanką:)
    Ella

    OdpowiedzUsuń
  45. Czy po tych wszystkich doświadczeniach, pomijając kwestie ideologiczne i zdrowotne w kwestii żywności, mógłbyś ocenić, czy taki eksperyment mógłby się udać, gdyby takie gospodarstwo przekształcić na takie, w którym wytwarza się tylko żywność dla wegetarian?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam tylko napisać, że według mnie tak. To funkcjonuje w różnych miejscach i jest możliwe do wprowadzenia jeśli ma się ziemię, z której można korzystać: )
      Obserwuję różne gospodarstwa i właśnie rozpoczynam tworzenie takiego własnego miejsca (jesteśmy wege).
      pozdrawiam
      Marysia

      Usuń
    2. Myślę, że tak. Choć mając również zwierzęta dobitnie widać jak my jesteśmy słabiutcy, a jak one są perfekcyjne. Nawet przy małym doświadczeniu opiekuna, zwierzęta przetworzą słońce i inne składniki w ciało. Możesz więc popełnić wiele błędów w warzywniku, ale poświęcając zwierzęta masz "polisę" na swoje niedociągnięcia. Gdy jesteś rolnikiem wegetarianinem musisz dołożyć więcej uwagi. Ale na pewno się da. Choćbyś w pierwszym roku miał 30% swoich potrzeb, w drugim 60% to i tak jest to świetne. Pozdrawiam!

      Usuń
  46. Witam :) cieszę się, że tu trafiłam (przez stronę cohabitatu). Po intensywnej pracy przygotowawczej latem, przeprowadziłam się z synkiem na wieś i zamierzam działać w stronę "samowystarczalności", ale rozumiem ją tak jak to Ty pięknie napisałeś - większa niezależność, dobre wykorzystanie własnej wolności, we współpracy z innymi (ze światem). Zastanawiam się nad stworzeniem bloga czy czegoś co pomogłoby mi porządkować to, co zrobiliśmy ; ) Póki co prześledzę Twój, bo zaczęłam od końca (ale mam nadzieję, że to nie koniec).
    pozdrawiam i życzę dalszych owocnych dni w kreowanej przez Ciebie przestrzeni
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa i powodzenia! Bloga koniecznie zrób - inni skorzystają. Pozdrawiam!

      Usuń
  47. dziś dopiero znalazłem ten blog, jak to dobrze ze jest ktoś (choć jeden osobnik) kto myśli dokładnie tak jak ja i idzie w zyciu w tym samym kierunku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gdy zauważyłeś, że myślisz i zachowujesz się jak większość to pora by się zatrzymać i zastanowić nad sobą" :). Nie pamiętam kto, ale jest to moje "motto wariata" :).

      Usuń
  48. Jakie koszty poniosles?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Nie liczyłem. Być może w nowym projekcie "ogród miejski" uda mi się notować koszty i nakład pracy. Ogólnie coraz mniej korzystam z mojego zeszytu. Na początku planów, notatek i szkiców było mnóstwo. Teraz staram się działać spontanicznie. Mam jakiś ogólny plan ale się nie napinam. Gdy okoliczności są dobre to pracuję, gdy okoliczności pchają mnie na tydzień do do Matriksu to staram się i tę robotę wykonywać z pokorą, dystansem i poczuciem humoru. Dochodzę do wniosku, że w każdej chwili okoliczności są absolutnie doskonałe i nie ma potrzeby, by nic zmieniać. Można wpływać na przyszłość ale na zasadzie serfowania na fali, a nie walki kraulem pod prąd. Wydawało by się, że to postawa "olewania" ale paradoksalnie efektem jest duża efektywność. Pozdrawiam :).

      Usuń
  49. Ciekawa inicjatywa , plan realizacji jak na małe doświadczenie też niezły. Zaciekawiło mnie to ,że organizm raz na jakiś czas potrzebuje postu... czekam na dalsze wpisy , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  50. To co Ty zrobiłeś chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu. Jestem z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Bravo! Od lat marzę o tym samym! Może w koncu się uda… Pozdrawiam i gratuluję odwagi, samozaparcia i … efektów! :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Jedna drobna uwaga. W Chinach ludzie mają w pracy karimaty z zupełnie innego powodu niż chęć wejścia w naturalny biorytm :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Gdybys zrezygniowal z jedzenia miesa miabys jeszcze latwiej i bylbys jeszcze zdrowszy... i jeszcze bardziej niezalezny. Ale poza tym, super! Tak trzymac!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację. Może kiedyś spróbuję. Pozdrawiam :).

      Usuń
  54. Witajcie,
    od 5 lat mieszkamy na wsi. Działka ok. 2 ha - już ogrodzona, gleba piaszczysta. Założenie: uprawiać na własne potrzeby absolutnie ekologicznie, potem też na sprzedaż, aby się utrzymać z intensywnej uprawy. Co już zrobiliśmy: jest studnia głębinowa i nawadnianie kropelkowe - to podstawa, duży namiot foliowy, kilka grządek podwyższanych, warzywnik, nasadzone dużo drzewek i krzewów owocowych, trochę ziół i kwiatów, założona mini winniczka, agregat prądotwórczy do zasilania awaryjnego c.o. i zamrażarek, traktorek jednoosiowy z oprzyrządowaniem. W planach ogniwa fotowoltaiczne, podłączenie wody ze studni do domu, kolejne nasadzenia owoców, może mała szkółka roślin. Uprawiam trochę pomidorów, chciałam sprzedawać przeciery, trudno sprzedać - każdy gada o ekologicznym żywieniu, ale kupuje w markecie. Mogłam sprzedać kilkadziesiąt litrów, gdybym miała certyfikat. Sprawdziłam ile takowy kosztuje - prawie 1.000 zł - nie kupię. Większość certyfikowanych rolników i tak szachruje ile wlezie.
    Mąż pracuje w mieście, ma czas jedynie w sobotę i niedzielę, aby mi pomóc. Ja pracuję zawodowo w domu, więc też nie mam za dużo czasu i siły na uprawy. Ale pomału uczę się (też pokory), aby robić coraz mniej błędów i minimalnym nakładem mieć jak najwięcej dobrego żarełka.
    Kupuję po 20 litrów mleka raz w tygodniu od prawdziwych krów, odwirowuję mleko, zamrażam, robię masło, twaróg, ze dwa razy żółty ser robiłam. Jajka kupujemy od rolnika, czasem swojskie wyroby mięsne. Bułki orkiszowe na zakwasie piecze nam piekarz w sąsiednim miasteczku. Czasem robię makaron orkiszowy.
    Ziemię nawozimy kurzeńcem od rolnika oraz własnym kompostem. Pomału odbudowuje się warstwa humusu na naszych piaskach. Ze ślimakami walczą żaby i jaszczurki. Kwiaty zapylają stada trzmieli i ostatnio nowe pszczoły sąsiada. Dobrze odżywione rośliny same trzymają szkodniki w szachu.
    Obserwuję jak powstaje równowaga na moim mini-eko-systemie. Coraz mniej szkodników na uprawach, coraz więcej pożytecznych owadów i zwierzątek. Tylko chwastów i myszy za dużo, i krety nas nawiedziły.
    Robota mini-eko-rolnika bardzo ciężka, ale daje dużo satysfakcji.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe osiągnięcia! Gratuluję siły! Powodzenia :).

      Usuń
  55. Witajcie ponownie,
    minęło kilkanaście dni i zyskałam zupełnie inny kąt widzenia na kwestię samowystarczalności żywieniowej.
    Od ponad dwóch tygodni mam kłopoty zdrowotne, niby nic wielkiego, ale stały ból i silne środki przeciwbólowe na okrągło niemal całkowicie wyłączyły mnie z pracy "na roli" (i końca nie widać tego chorowania). Gdyby jedynie od mojej pracy zależało przeżycie rodziny, to byłoby nieciekawie.
    Tak więc, aby choć zbliżyć się do niezależności żywnościowej musi być spełniony podstawowy warunek: CAŁA RODZINA PRACUJE NA REALIZACJĘ TEGO CELU.
    Wtedy wszyscy potrafią wykonać wszystkie prace, mogą się zastąpić lub wyręczyć. Praca jest mniej męcząca i wszystkim daje satysfakcję, nie tylko np. ojcu Igorowi, co ma fanaberie i chce sprawdzić czy działa dziś coś co przez wieki działało. :-)
    Przykład daje nam już tu wspomniana rodzina z Pasadeny, jak można podzielić pracę pomiędzy członków rodziny.
    Nie należy nie doceniać robienia przetworów na zimę w słoikach. Można zawekować niemal wszystko i mieć zdrową żywność zwłaszcza w zimie i wiosną. Warto robić dany rodzaj przetworów na 2-3 lata, gdyż jednego roku udają się np. buraczki, innego wyrastają jedynie na wielkość rzodkiewki. Koniecznie trzeba zbierać nasiona ze swoich warzyw. W tym roku nasiona kiełkowały kiepsko, myślałam, że wiosenna pogoda do kitu. Posiałam więc w lipcu 60 nasionek ogórków w paletki, skiełkowało jedynie 17. Czyży rozpoczęła się już akcja globalna zniechęcająca nas do własnych upraw? Oprócz tego rośliny uprawiane z własnych nasion z czasem przystosowują się do warunków w naszym ogrodzie i rosną zdrowsze i lepiej plonują.
    Są oczywiście inne sposoby na utrwalanie żywności, jak suszenie czy kiszenie, przechowywanie w piwniczkach i kopcach.
    Zaletą oczywistą jest, że wiesz co jesz i masz szansę przeżyć w sytuacjach kryzysowych: finansowych, pogodowych, w razie choroby ...
    W przypadku długotrwałego kryzysu "globalnego" wyraźnie wzrasta szansa na przeżycie Waszej rodziny, potraficie też uprawić swoją żywność. Magazynowanie dziś książek ogrodniczych nie wystarczy.
    Z resztą nawet bez ambicji gospodarza tego bloga, powinniśmy już dzisiaj zacząć uprawiać owoce i warzywa, czy ktoś ma tylko balkon, taras czy iglaki i trawnik. Uprawa w donicach też się udaje.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  56. Kurczę, jesteś świetny! Nie znam drugiej takiej osoby, która by wpadła na tak rewelacyjny pomysł. Wiadomo, nie wszystko od razu. Masz za sobą pierwszy rok, pełno doświadczeń i nauki. Nigdy człowiekowi nie układa się w 100% tak jakby chciał. Na pewno nie miałabym odwagi na ubój zwierzęcia, mimo wszystko doceniam wkład pracy. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
  57. Witaj Igorze, z wielką uwaga przeczytalam Twojego bloga. I ja od kilku lat, odkad porzucilam miejskie życie i zaszyłam w wiejskim gospodarstwie, staram sie za wszelka cene byc niezalezną. Z róznym skutkiem, choc wiele udało mi się osiagnąc, wciąz się uczę, zwlaszcza ogród jest jeszcze do ogarnięcia. Gospodarzę sama, moi towarzysze to zwierzeta, wiec jest mi duzo trudniej, i masz rację, aby być w pelni niezaleznym potrzeba wspolpracy z innymi ludzmi, samemu sie po prostu nie da. Najlepszym wyjsciem jest wspólnota ludzi podobnie myslących, w takiej grupie mozna wiele zdziałać i to jest duza szansą na uzyskanie calkowitej niezaleznosci. Moze kiedys, gdy juz nie dam rady pomyslę o takiej wspólnocie. Ostatnio załozyłam grzadki z kartonami wzorując sie na Twoich, ciekawa jestem jaki bedzie efekt. Zapraszam na mojego bloga.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  58. Nie rozwazales uprawy ziemniakow badz innych roslin okopowych w skrzyniach? Ja uprawiam tak ziemniaki i zastanawiam się nad rozpoczeciem tego procesu rowniez z marchwia. Nie ma problemu z nornicami, podloze nie wymaga ingerencji mechanicznej a i mniejsza ilosc grunty potrzebujesz (mozliwosc ukladania uprawy pietrowo). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  59. Wskoczyłem na tego bloga całkiem niezamierzenie, ale okazało się, że można prowadzić go w sposób zachecający do czytania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  60. Świetny blog :) Zamierzam też się tutaj dużo dowiedzieć. Naszła mnie też taka myśl, że tak "proste" rzeczy były kiedyś naturalne i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Teraz musimy się o tym uczyć z książek i odbudowywać pomalutku zapomniane nieco doświadczenie naszych dziadków. Można się poczuć prawie tak, jak byśmy byli na innej planecie i znaleźli nowe formy życia ;)

    OdpowiedzUsuń