poniedziałek, 13 października 2014

Indianie, dynie i słoneczniki

Zafascynował mnie opis tradycyjnego indiańskiego ogrodnictwa zawarty w książce „Native American Gardening: Buffalobird-Woman's Guide toTraditional Methods”. W 1910 młody student postanowił w ramach pracy naukowej spisać wiedzę najstarszej kobiety z grupy Indian Hidatsas z Dakoty. Efektem jest wspomniana właśnie książka – słowo w słowo przedyktowana przez Buffalobird-Woman. Kilkadziesiąt stron rzutem na taśmę uratowane przed zapomnieniem, zawierające setki jeśli nie tysiące lat nagromadzonych doświadczeń. Dziś powszechne są książki, z których wiedzę można skompresować z pięciuset stron do dwóch linijek. Ta książka jest ich przeciwnością.

Zakładanie ogrodu u Indian było znacznie prostsze niż u nas. Rodzina szukała kawałka ziemi, która nie była używana przez innych. Dla Indian koncepcja własności ziemi była podobnie abstrakcyjna jak własności powietrza, którym oddychamy. Dzięki temu ziemia nie była „zarezerwowana” w księgach wieczystych i nie leżała odłogiem. Albo była używana przez dziką przyrodę, albo przez ludzi. Gdy ktoś potrzebował to używał. Ograniczeniem górnym chciwości była praca wymagana do opieki nad ziemią. Po co posiadać nadmiar ziemi, jeśli się nie ma sił, by na niej gospodarować? Ktoś, kto próbował prostymi metodami uprawiać większy ogródek warzywny wie o co chodzi. Dochodzi się do pewnego poziomu równowagi, w którym rodzina jest w stanie wyżywić się z ogródka. Większy ogródek nie ma po prostu sensu, gdyż powodowałby tylko nadmiar pracy i mniej czasu na zabawę, twórczość i inne prawdziwie ludzkie czynności. Niesamowite, że powszechnie się uważa, że to nasze metody dostępu do ziemi są cywilizowane, a te stosowane przez ludy rdzenne są prymitywne. Dla wielu cywilizowanych – szczególnie młodych – ludzi projekt „własny kawałek ziemi” jest podobnie złożony jak projekt wystrzelenia rakiety w kosmos. Trudno dostępna praca, nierzadko prawie niewolnicza, pętla kredytu na 30 lat na głowie, setki papierów i przedzierania się przez opór urzędów, sieć powiązań niczym pajęczyna utrudniających wyrwanie się z miasta. I wszędzie w koło ci niestabilni psychicznie politycy pieprzący w telewizji i radio, siejący strach i nienawiść. Bez dwóch zdań coś solidnie spierd*****śmy. Niektórzy dadzą kontrargument „no i jak skończyli Indianie”. To mocny kontrargument. W starciu z agresją zachodniej „cywilizacji” żaden normalny lud nie przetrwa. Mam jednak nadzieję, że to jest chwilowa przegrana rdzennych kultur. Dalaj Lama zapytany o pozytywne strony inwazji China na Tybet świetnie odpowiedział. „Siedzieliśmy przez stulecia w izolacji, być może zbyt dużej izolacji. Nasze cenne nauki były dostępne tylko dla Tybetańczyków. W wyniku inwazji Chin i eksodusu Tybetańczyków skarby buddyzmu stały się dostępne na całym świecie.”. Podobnie z Indianami. W wyniku holocaustu Indian (ilość ofiar była większa co najmniej dziesięciokrotnie w porównaniu z zamordowanymi Żydami) wiedza i kultura indiańska rozchodzi się na cały świat. Dotarła nawet na takiej odległej Doliny Muminków, w której leży mój warzywnik :).

Do przygotowywania ogrodów i późniejszej kultywacji używano prostych narzędzi. Buffalo Bird’s Woman była ostatnią w swoim rodzie, która miała kopaczkę z ostrzem z kości łopatki. Innym narzędziem był zwykły zaostrzony kij służący do kopania. Mając takie narzędzia można wyżywić rodzinę, zapewniając jej najwyższej jakości jedzenie. Kopaczka z kości i kij.

Oprócz szczegółowych instrukcji ogrodniczych książka zawiera też sporo wiedzy na temat życia Indian. Przykładem jest zwyczaj stawiania „platformy strażników” przy ogrodzie. Wiadomo jak dzieci uwielbiają domki na drzewach. Indiańskie dzieci dostawały więc co roku coś w rodzaju domku – drewnianą platformę, na którą wychodziło się po drabinie. Od strony południowej wisiała skóra zwierzęca zapewniająca cień. Przez całe lato indiańskie dziewczynki miał ważne zadanie. Opiekowały się ogrodem doglądając go z platformy strażników. Śpiewały całymi dniami specjalne piosenki, by rośliny dobrze się rozwijały. Odpędzały ptaki żerujące w ogrodzie czy inną zwierzynę. Groźną zwierzyną okazywali się mali Indianie, którzy zakradali się do ogrodów, by zdobyć młodą kolbę kukurydzy. Osobnym rytuałem były flirty pomiędzy dziewczynkami pilnującymi ogrodu na platformie, a zakradającymi się chłopcami. Dziewczyny wymyślały piosenki ośmieszające chłopaków, a ci wiecznie kręcili się przy platformie demonstrując swoje umiejętności i prężąc muskuły :). Patrząc jak dziś dzieci wiszą nam na głowach wysysając większość wolnego czasu i energii trzeba przyznać, że Indianie byli bardziej rozumni :).

Obok platformy budowano prosty szałas na kuchnię polową. Tam gotowane były posiłki dla rodziny.

Co zrobić gdy ktoś zachorował i nie miał sił, by pracować w ogrodzie na wiosnę, czyli w czasie kiedy nie można było sobie pozwolić na zbytnie opóźnienia w sadzeniu? Proste. Wystarczy poprosić sąsiadów o wykonanie pracy w zamian za wspólny posiłek. Była to powszechnie respektowana metoda. Jak widać istnieje alternatywa dla ZUS i monstrualnych, kompletnie nieludzkich instytucji oplecionych kilometrami kabli i tonami systemów informatycznych. Wystarczy mieć życzliwych sąsiadów, umieć powiedzieć „proszę” oraz umieć przygotować biesiadę. No i jeszcze coś więcej. Trzeba mieć wiarę w ludzi.

Dynie stanowiły ważny składnik posiłków w zimie. Były krojone nożem z kości łopatki na plastry oraz wieszane na wierzbowych patykach. W ten sposób po trzech dniach suszenia na słońcu dynie były gotowe do przechowania.

Silos służący do przechowywania jedzenia na zimę to wyższa inżynieria. Kopano dół szeroki u podstawy i zwężający się jak butelka przy powierzchni ziemi. Dół był wyścielany odpowiednimi trawami, które sprawdziły się i nie pleśniały. Ściany były w przemyślny sposób wzmacniane gałęziami wierzby. Następnie jedzenie było układane zgodnie z precyzyjnym planem. Najpierw kolby kukurydzy, później ziarno kukurydzy. W środku otoczone ziarnem leżały wysuszone dynie.  Takie ułożenie zapewniało trwałość przechowywania oraz wygodny dostęp do schowanego jedzenia. Urządzenie proste, skuteczne, ale widać, że zawierało wiedzę dziesiątek pokoleń. Eksperymentowanie z przechowywaniem żywności jest bardzo ryzykowne, a taki silos nie mógł powstać bez wieloletnich eksperymentów. Tym bardziej należy się Indianom wielki szacunek za ich wynalazek.



Moja uprawa dyni nie wiele ma wspólnego z tradycją indiańską. Na wiosnę na kawałku pola rozrzuciłem sporą warstwę owczego obornika, gdyż dynie są bardzo żarłocznymi roślinami i potrzebują sporo nawozu. W pierwszym nasadzeniu powtykałem nasiona dyni do obornika i posadziłem kilka sadzonek kupionych w sklepie ogrodniczym. Nie wiedziałem, że myszy uwielbiają nasiona dyni. Zanim się zorientowałem, że nic nie kiełkuje minęły tygodnie. Myszy zjadły wszystkie nasiona dyni, wszystkie nasiona fasoli i około stu sadzonek warzyw kapustowatych pieczołowicie chowanych w rozsadniku:). Taki pstryczek w nos po udanym pierwszym sezonie nieobfitującym w myszy. W ramach planu awaryjnego posiałem nasiona dyni w modułach i schowałem przed myszami. Straciłem w ten sposób jakieś sześć tygodni. W efekcie z sadzonek kupionych w sklepie wyrosły piękne, duże dynie, a z mojego drugiego rzutu dynie są jeszcze małe. Teraz codziennie trzeba obserwować prognozy pogody. Dynie przeżyły już dwa małe przymrozki w tym roku – takie po minus jeden stopień. Może jeszcze nieco podrosną.

Uwieńczeniem całego sezonu oczekiwania jest pierwsza jesienna zupa dyniowa.



 Jest to też znak przejścia do kolejnej pory roku. Zupa cukiniowa ze swoim lekkim wiosenno-letnim smakiem powoli ustępuję miejsca zupie dyniowej, w której wyraźnie czuć dłuższy czas dojrzewania smaku i aromatu. No i ten jesienny kolor, którego nie ma w warzywach letnich. Nie dość, że jedzenie nie zawiera żadnej chemii to jeszcze efekt własnej uprawy potęguje smak.

We wspominanej książce było zdjęcie indiańskiej łyżki z łodygi dyni. Łatwa w wykonaniu i całkiem wygodna :).



Spróbuję wysuszyć jedną dynię metodą indiańską. Może uda się przemycić trochę jesieni do środka zimy.

Na razie z mojej praktyki absolutnymi mistrzem w magazynowaniu jedzenia na zimę jest ziemniak. Łatwy w uprawie (gdyby nie zaraza ziemniaczana), bardzo pożywny i smaczny oraz w miarę łatwy w przechowywaniu na zimę. Jeśli suszenie dyni okaże się skuteczne to dynia może się okazać ważnym konkurentem ziemniaka. Może nie tak kaloryczna i pożywna, ale łatwiejsza w uprawie i zbiorze oraz wyjątkowo smaczna.

Słoneczniki indiańskiej odmiany hopi już są całkiem duże. Mam nadzieję, że dojdą przed mrozami. Będę mógł spróbować kolejnego przysmaku indiańskiego – kulek słonecznikowych. Pełniły one funkcję dzisiejszych batonów energetycznych. Młodzi Indianie wyruszający na długie polowania zabierali ze sobą te przysmaki. Gdy dopadło ich zmęczenie kulka słonecznikowa szybko stawiała ich z powrotem na nogi.



Pracujemy nad nowym pomysłem i potrzebna Wasza pomoc. Będzie to miejski ogród, w którym połączymy nadmiar ziemi leżącej odłogiem tu i tam z nadmiarem wolnego czasu i chęci wśród młodych ludzi. W efekcie wyhodujemy pyszne jedzenie dla tych, którym go brakuje. Takie proste zrównoważenie nadmiarów z brakami :). Kryteria wyboru roślin do uprawy są dość wyśrubowane. Łatwość uprawy z wykorzystaniem prostych narzędzi oraz niedoświadczonych pomocników, uprawa naturalna, bez chemii, brak możliwości ciągłego nadzorowania ogrodu. Produkty mają być pożywne i łatwe w przechowywaniu – tak, by można było robić z nich gorące posiłki – najlepiej zupy przez zimę i nieco dłużej. Na jakie rośliny powinniśmy postawić? Wszelkie inne podpowiedzi i pomysły mile widziane. Mamy zimę na dopracowanie koncepcji, by móc na wiosnę ruszyć z pracami.

Powiązane tematy:

38 komentarzy:

  1. Super post. Ja bym rozważył kapustę oraz strączkowe oraz jak sam wspomniałeś ziemniak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Bez dwóch zdań coś solidnie spierd*****śmy." - to jest wtedy kiedy ego przejmuje kontrolę. To ono dokarmia chciwość i tak to się napędza. Brak równowagi pomiędzy ego i nazwijmy to umownie "duchowością" sporo psuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię Twoje wpisy:)) Pisz częściej:))
    Do przechowania dobry groch, fasola i najczęściej też dobrze rosną. Soczewicę w nasionach. Oczywiście kapusta i ta w głowach i kiszona, buraczki czerwone, seler, marchew, pietruszka i pory. U mojej mamy warzywa te były przechowywane w chłodnej piwnicy w czystym, suchym, białym piaseczku. Oczywiście ogórki, w beczce, kiszone. Można też brukiew na surówkę, rzepę.

    OdpowiedzUsuń
  4. www.urbanhomestead.org
    Prekursorzy rolnictwa miejskiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ze słoneczników polecam ci Topinambur czyli słonecznik bulwiasty jedyna jego wadą jest to że lubią go nornice. Sama roślina jest odporna na warunki atmosferyczne i rośnie na każdym podłożu

    OdpowiedzUsuń
  6. Zważywszy na podane kryterium nie powinno zabraknąć tam czosnku. Z 1 główki 2 porcje zdrowej zupy. W sam raz jako substytut antybiotyków kupowanych pewnie dotąd przez miejskich kolegów. Z resztą i o dobry czosnek w mieście nie łatwo. W marketach króluje śmierdzący chiński do niczego się nie nadający. No i ziemniaki sadzone metodą "w oponach" pewnie wpasują się w urbanistyczny ogródek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dynię łatwo przechować, nawet do wiosny. Warunki: temperatura pomieszczenia około 15 stopni C, ciemne pomieszczenie, przewiew - piwnica? Gdy brak piwnicy, spiżarni można dynie pokroić na kawałki i zamrozić w woreczkach do mrożenia produktów spożywczych.
    Dynie nie mogą przemarznąć na polu, bo będą zimą gniły. Aby uratować przemarznięte dynie trzeba je pokroić najszybciej jak to możliwe i zamrozić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za przepis na ratowanie zmarzniętej dyni :). Pozdrawiam

      Usuń
  8. świetny artykuł - czekamy na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie polecam topinambur, posadziłem raz tylko dwa lata temu, teraz jak potrzebuję wybieram po kilka bulw. To, co zostaje niezebrane do następnego roku, daje początek nowym topinamburom. Oczywiście bez nawożenia i podlewania (w zrębkach). Przechowuje się doskonale. Super łatwy w uprawie jest bób, wprawdzie można przechowywać, ale najsmaczniejszy jest jednak tuż po zbiorze. Bardzo łatwa w uprawie, smaczna i dobrze przechowująca się jest dynia makaronowa. No i produkty podstawowe - ziemniaki i cebula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. U mnie myszy zdziesiątkowały grządkę z topinamburem. W przyszłym roku kot będzie miał "platformę obserwacyjną" w centrum warzywnika :). Pozdrawiam

      Usuń
  10. Podobnie mysleli dawni mongolscy i tureccy nomadzi. Ich wodzowie ostrzegali
    pasterzy by nie wymieniali stepow na zycie miejskie lub rolnicze. Zostalo to
    uwiecznione w kamieniu przez tureckiego chana w poblizu Karakorum a takze w slowach
    ministra Tonyukuk'a. Dla czystej wody pasterzy indianskie rolnictwo mialo w sobie zgubne
    zaczatki naszej cywilizacji. Zycie sie odradza. Samochod to nasza epoka a Detroit
    to kolebka przemyslu samochodowego. Ku pocieszeniu Detroit zarasta trawa. Moze
    anarchisci prymitywisci beda mieli ostatnie slowo.
    Chutor1

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny świetny post. Bryndza inspirowana poprzednim dojrzewa w lodówce.
    Do miejskiego ogrodu z kapustnych także brukselka i jarmuż. Nie wymagają miejsca do przechowywania. Mogą pozostać zimą w gruncie do zbioru na bieżąco. Pasternak - łatwiejszy w uprawie i dający wyższy plon niż pietruszka, a o podobnym zastosowaniu. Niewiele znam osób potrafiących je rozróżnić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Tylko dlaczego klienci patrzą na mnie jak na świra, gdy wącham pietruszkę w warzywniaku? Pan sprzedawca, na moje niedawne pytanie o dostępność pasternaku, z rozbrajającą szczerością wyznał, że będzie dopiero zimą, jak się pietruszka na giełdzie rolnej skończy lub będzie za droga. Oczywiście NIGDY nie widziałam w tym sklepiku oficjalnie sprzedawanego pasternaku. :) A to naprawdę smaczne warzywo. Do zupy doskonałe.

      Usuń
    2. @ filomidanek

      Swir to ktos umyslowo ociezaly. O wartosci warzywa nos nie jest gorszy
      od oka czy mozgu. Wiec zalecalbym wszystkim w sklepie warzywnym aby poslugiwali
      sie takze zmyslem wechu. Odnosnie pasternaku warto go propagowac. Warzywo ostatnio
      nie jest w modzie ale w dawnych czasach byl spozywany czesciej jak figa z makiem
      i pasternakiem. Rosliny z dawnym rodowodem zwykle byly silniejsze i bardziej uzyteczne.
      Na Zachodzie widzi sie powrot do sredniowieczych warzyw i paternak do nich nalezy.
      Tak wiec pasternak,ktory jest w moim ogrodku, mozna spozywac od lata do wiosny nastepnego
      roku. Latem je sie nac a przez reszte sezonow korzenie. Pasternak latwo zimuje
      w ziemi wiec dla leniwcow dodatkowa wygoda.
      Chutor1

      Usuń
    3. Cieszę się, że robisz bryndzę. Moje "zapasy na zimę" bryndzy się niestety już kończą. W przyszłym roku zrobię dużo więcej bryndzy, bo na razie jest ona nie do pobicia jeśli chodzi o łatwość wytwarzania, smak, mnogość zastosowań w kuchni i łatwość przechowywania przez dłuższy czas. Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. pastinak jest troche wiekszy a raczej szerszy i ciut jasniejszy jak korzen pietruszki ale tez zdrowy np. mozna zrobic ziemniaczane piure z dadatkiem tegoz...pycha!...

      pozdr.mariah.

      Usuń
  12. @up

    A podobno nać pasternaku jest trująca...I komu tu wierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. @up

    Strona internetowa, ktora przytaczam wymienia wiele rodzajow
    pasternaka, niektore z zastrzezeniami. Dwie ponizsze lacinskie
    nazwy odnosza sie do pasternakow o najwyzszych wartosciach odzywczych
    wsrod wymienionych na tej stronie. Opis odnosnie tych dwoch ponizszych
    rodzai zawiera stwierdzenie, ze zarowno korzenie jak i liscie sa jadalne.


    Pastinaca sativa

    Lomatium nudicaule

    http://www.pfaf.org/user/DatabaseSearhResult.aspx

    OdpowiedzUsuń
  14. rozważcie uprawy z sadzonek z mojej perspektywy lepiej tak zaczynać
    polecam jeszcze: cebulę z dymki, bób i buraki, cukinia sama ładnie rośnie na słonecznym stanowisku, ale z myślą o przetworzeniu, np. marynowana w słoiki
    powodzenia na miejskiej farmie

    OdpowiedzUsuń
  15. To jest blog który czyta się z przyjemnością, na dodatek zawsze dowiem się czegoś nowego. Świetny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mozna powiesic na drzewie lub na sciane skrzynke na ktorys z nocnych ptakow lapiacych mysze . http://pl.wikipedia.org/wiki/P%C3%B3jd%C5%BAka_zwyczajna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł. Myślisz, że zasiedlą taką skrzynie? Wyglądają mi na zwierzaki lubiące spokój w dzień. Którejś nocy, gdy nasz kot był jeszcze mały w nocy nagle zrobił się duży hałas. Kot się wydzierał i coś waliło skrzydłami o okno. Myślę, że właśnie tego typu nocny zwierz próbował zjeść naszego kota. Udało się go na czas spłoszyć.

      Usuń
    2. Oddam kunę w dobre ręce. Mamy kilka w okolicy, nawet szczur się wyniósł. Efekt uboczny to dziury w wełnie na poddaszu

      Usuń
  17. Witam!
    Mam pytanie - większość książek z których Pan korzysta jest w języku angielskim,ja mam " trochę "lat i uczyłem się j.rosyjskiego- czy są może jakieś materiały w j.polskim,dotyczące upraw i takiej kultury agrarnej jaką Pan stosuje?
    Pozdrawiam - życzę dużo sił i wytrwałości,oraz udanego projektu "miejskich ogrodów".
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest już dostępna "Permakultura Seppa Holzera" w polsku. Jest tam bardzo dużo cennej wiedzy. Dla mnie to była podstawowa książka. "Rewolucja źdźbła słomy" Fukuoki też jest po polsku. Nie kopiuję wprost jego technik, ale bardzo zainspirował mnie ogólnym podejściem do rolnictwa. Wysłałem na FB zapytanie o polskie książki. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. bardzo dobra ksiazka to

      "ZYJACY OGROD" autorzy-JOHANNA PAUNGGER I THOMAS POPPE


      Usuń
  18. Witam. Niestety nie wiem tego. Czy korzysta Pan z Facebook'a? Mógłbym tam zadać pytanie i na pewno będzie mnóstwo odpowiedzi. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. @ anonim
    Sepp Holzer, austriacki farmer, posiada 40 hektarowa farme w Alpach na poziomie
    1500 metrow nad poziomem morza, klimat jest raczej chlodny. Mimo to pod golym
    niebem naturalnym sposobem potrafi stworzyc mikroklimaty podobne do srodziemnomorskich.
    Sam nadmienia, ze czesc z jego odkryc nastapila gdy spal/odpoczywal na ziemi.
    Jego metody sa bardzo proste i wydajne. Np uzywa swin do orania, dna stawow utwardza
    gesia metoda, kamienie sa centrami energetycznymi, polikultura w jego wydaniu to
    wysiewanie na tym samy obszarze az do kilkadziesieciu rodzajow nasion. Na swoje farmie
    ma wiele roslin trujacych, ktore w malych ilosciach sluza zwierzetom jako lekarstwa.
    Wiedza o metodach Herr Holzera moze byc w Polsce bardzo pomocna gdyz wyrosla w podobnym
    kregu kulturowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy wątek z austriackim farmerem. Bardzo inspirujący!
      A z warzyw, które łatwo wyhodować przy niewielkim nakładzie pracy to królowa jesiennego stołu i halloweenowych imprez - dynia, jak również nieco wcześniejszy kabaczek czy cukinia. Dużą wartością odżywczą wyróżnia się fasolka np. pienna, która zajmie mało miejsca, a będzie dawała dużo strąków przez pół lata. Bardzo cennym i wartościowym oraz łatwym w uprawie jest jarmuż, który można wysiać późnym latem jako poplon, a zielone liście roślinki skubać niekiedy i zimą.
      Pozdrawiam

      Usuń
  20. "Na jakie rośliny powinniśmy postawić? Wszelkie inne podpowiedzi i pomysły
    mile widziane.Mamy zimę na dopracowanie koncepcji, by móc na wiosnę ruszyć z pracami"

    Wyczytalem, sprawdzilem, wyszlo. W dzikim stanie rosliny rozsiewaja sie bez pomocy
    czlowieka, w moim przykladzie natura temu sprzyja. Male i okragle ziarna mozna siac
    w trawie. Wczesna wiosna ziemia noca zamarza a za dnia taje. Ten proces powoduje,
    ze nasiona lezace na ziemi ulegaja zagrzebaniu, lod sie podnosi a potem zapada w postaci
    wody. Wiosna wysialem cykorie. Roslina ta ma wiele zalet. Jedna z nich jest to,ze w jej
    korzeniach znajduje sie najwiecej inuliny w porownaniu do innych roslin. Ta zas znana
    jest z tego, ze wspomaga "dobre" bakterie w przewodzie pokarmowym. I bez pracy sa kolacze!

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak całkowicie obok. Świetna inicjatywa. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo interesujący blog. Dobrze się go czyta. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Wpis wrzuciliśmy na nasz fanpage i polecamy go dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Co do ogrodu postawiłbym w pierwszej kolejności na drzewa. Najciekawsze gatunki tych jadalnych, z bazy Plants for the Future:

    Atlas encyklopedyczny drzew jadalnych

    Edible Trees

    Niektóre gatunki owocują bardzo szybko i można też z nich zrobić mniej pożywną zupkę-wino ;)

    OdpowiedzUsuń